9 kwi 2014

Epilog

Rok 2013

Nie sądziłem, że przez tak długie lata będę podziwiał tych wszystkich wariatów z góry. Myślałem, że po paru miesiącach mi się znudzi, ale Avenged Sevenfold nigdy nie będą nudni, nawet gdy mnie tam nie ma.
Mój promyczek wraz z tym przygłupem Hanerem wzięli ślub, spodziewają się dziecka, albo nawet bliźniaków, zaszaleli, nie ma co. Czasami miałem wrażenie, że Emma chce znaleźć sie obok mnie, bo przechodziła załamania psychiczne, wszystko przez ten gwałt, ale na szczęście wszystko wróciło do normy, to dzięki Brianowi trzyma się przy życiu, a teraz, kiedy ich rodzina ma się powiększyć dba o siebie jak nigdy.
Zacky i Nelly. Ciężki przypadek, jeszcze nie wzięli ślubu, a już mają dziecko. Ma na imię Nikodem, przypuszczam, że byłbym dobrym wujaszkiem, pewnie gdyby Nelly zostawiała go pod moją opieką zaliczyłby wszystkie fazy kaca. Muszę przyznać, że Zacky i Niki są jak dwie krople wody.
Nigdy nie przypuszczałem, że Demi zostanie … zakonnicą. Może dlatego, że zraziła się do mężczyzn. Dużo facetów zabiegało o jej względy, ale byłą nieugięta. I bardzo dobrze!
Matt i Joan są właśnie na podróży poślubnej. Nie miałem nigdy okazji posłuchać jej prawdziwego głosu, zawsze była cicha i nienaganna, czasem tylko przy dziewczynach dostawała kopa. Słyszałem jak Matt chwalił się chłopakom, że podobno w łóżku zachowuje się jak kocica.
Christ, Christ, Christ. Chłopak działa szybko, ma narzeczoną, która jest wdową i ma dziecko. Z tego co mi wiadomo ma na imię Evelyn, a jej pięcioletnia córka Alice. Stworzą doskonałą rodzinę, tak czuję, Johnny da im wszystko czego potrzebują.
Czasami żałuję, że nie ma mnie przy nich tam na dole. Z pewnością nie dopuściłbym, żeby Demi została zakonnicą, ja bym się nią odpowiednio zajął.
Teraz w spokoju mogę modlić się za swoich fanów, bo chłopcy mają wszystko czego im potrzeba, czasami widzę dużą zasługę ich sukcesach, wiem, że nie jestem skromny, bo to dzięki mnie odnoszą wszystkie sukcesy, codziennie czuwam nad nimi i daję im siłę. Staram się nimi opiekować, jestem ich aniołem stróżem.

  Jimmy „The Rev” Sullivan



To chyba czas dobiegł podziękowaniom, nie? :)

Przede wszystkim i na samym początku bardzo, ale to bardzo chcę podziękować wszystkim założycielkom grupy FF i SW. Jesteście niesamowite i gdyby nie Wy dalej siedziałabym cichutko i w ogóle nie komentowałabym Waszych opowiadań.

Joasiu Gates –To Twoje opowiadania zmotywowały mnie do napisania czegoś swojego, za każdym razem, gdy czytałam Twoje miałam tysiące myśli, które tylko na chwile pojawiały się w mojej głowie, a zaraz potem znikały. Po jakimś czasie nawet mogłam z Tobą porozmawiać, czego nigdy w życiu bym się nie spodziewała. Nawet nie jesteś świadoma tego jak bardzo wywróciłaś moim życiem. Dziękuję Ci, za to, że jesteś :*

Kasiu L – Do dzisiaj pamiętam Twoje pierwsze upomnienie. Nawet pod pierwszym odcinkiem :). Pamiętam nawet jak napisałaś w komentarzu, że „boję się pisać o tym co myślę” i wiesz co? Miałaś rację, doszłam do wniosku, że dopiero parę ostatnich odcinków napisałam tak prosto z serca, ale to dzięki Tobie uświadomiłam sobie jakie błędy popełniam. Dawałaś mi wielkie kopy w dupę za co bardzo, bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję <3

Pati – Czasami Twoje komentarze potrafiłam czytać po sto pięćdziesiąt razy, bo zawsze rozbawiały mnie do łez, Twoje rozkminy na temat opo niekiedy były tak rozbrajające, że ja nie wiedziałam o co chodzi. Powiem Ci, że niezły motywator z Ciebie i do tego przypominajka na fb. Bo dopiero jak pisałaś komentarz typu „Gdzie odcinek” ja spinałam tyłek i brałam się do roboty. Także wielkie propsy dla Ciebie wariatko :*

Zmorko – Ty bystrzaku, uwielbiam czytać to co tworzysz no i oczywiście Twoje komentarze są niezastąpione, czasami miałam wrażenie, że ty nawet wiesz lepiej ode mnie co będzie w fabule. A komentarze typu „:OO” mówiły same za siebie. Oczywiście dziękuję Ci za to, że poświęciłaś swój czas na przeczytanie tego opowiadania <3

Nelciu – Największa fanko Zackiego, zmotywowałaś mnie do pisania o nim (może nie w tym opowiadaniu, ale w następnym planuję go wepchnąć w nieco większej ilości rozdziałów) no i oczywiście jak już się domyśliłaś Nelly to odwzorowanie Twojej osoby, mam swoje małe tajemnice dlaczego tak, a nie inaczej. I oczywiście przez Twoje komentarze szczerzyłam siedo monitora jak głupi do sera. No i pamiętaj – masz cudownego synalka (tak, wiem, że wiesz, ale będę Ci to powtarzać jeszcze nie raz) <3

Ewelinko – Największa fanka Christa! Bardzo się cieszę, że dane mi było Ciebie poznać, wiedz, że Twoje ciepłe słowa motywują mnie do dalszej pracy, a między innymi przez takich ludzi jak Ty postanowiłam pisać drugie opowiadanie. Obiecuję Ci, że w Łodzi tak Cię wyściskam, że będziesz mnie miała dość <3

Kaśś - Skarbie moje, przepraszam z całego serduszka!!! Ale gdybym wiedziała, że też to czytasz to też znalazłabyś się na mojej liście, po prostu leciałam po komentujących. Co mam napisać? No jesteś wspaniała, nie ukrywajmy tego. Piszesz sama świetne opowiadania, nawet napisałaś ... książkę (szczęściaro). No i przede wszystkim dzielę się z Tobą największym chodzącym seksem na świecie, oczywiście mowa o panie Brianie Hanerze Juniorze :). Założyłaś świetną grupę na FB, z najcudowniejszymi dziewczynami na świecie i motywujesz je do pracy. No po prostu nasz skarb. Kocham Cię <3

No i chcę oczywiście podziękować wszystkim wspaniałym dziewczynom Adzie, Sylwii, Kasi G, Jenny, Ani B (bo też czasem się upominała o odcinki) i miliB (która ujawniła się tylko przy ostatnich odcinkach. Mam nadzieję, że będziesz ze mnę do końca w nowym opowiadaniu)

No, ale przede wszystkim chcę podziękować moim najwspanialszym dwóm dziewczynom. Paulinie i  Asi  gdyby nie one to dobrnęłabym tylko do połowy, bo to dzięki nim pisałam nowe odcinki, one dawały mi masę pomysłów, a przede wszystkim kopały mnie w dupę kiedy było trzeba. Tak naprawdę to one wykreowały Demi i Joan, one były moją inspiracją.
Kocham Was <3

Oczywiście wszystkim czytającym, ale nie ujawniającym się także dziękuję!!

Zapraszam na mojego obecnego bloga : While we waiting for a miracle

30. To wszystko.

Dwa dni później

Odebrałam telefon.
- Halo?
- Cześć kochanie! Słyszałam, że wychodzisz za mąż – oho, wyczuwam kłopoty skoro Demi o wszystkim wie
- Spokojnie, jeszcze nie powiedziałam tak
- Jak to nie?! Zwariowałaś? Przecież jesteście szczęśliwi
- Uspokój się, Demi ja nie wiem czy jestem na to gotowa, mam dwadzieścia lat i nie chcę zakładać rodziny.
- To, że się zaręczycie nie oznacza od razu, że musicie brać ślub i robić sobie dziecko. To jest dowód jego miłości.
- Nie chcę tego słuchać. Pogadamy później, bo Zacky przyszedł. Buziaki – odłożyłam telefon i otworzyłam drzwi od tarasu za którymi znajdował się Zacky.
- Jest Haner? – pocałował mnie w policzek i pędem wpadł do domu.
- Tak, na górze. Załatwia jakieś sprawy – ominęłam go i poszłam do kuchni.
- Brian, kurwa jesteśmy na okładce gazety! – krzyknął wbiegając po schodach
- Chyba nie mówisz poważnie! – Brian wyszedł z pokoju cały w skowronkach, a ja przyglądałam się uważnie całemu zajściu. – Emma, słyszysz? Kochanie! To dzięki tobie! – wziął mnie na ręce i okręcił parę razy. Zrobiło mi się nie dobrze i myślałam, że zwymiotuję zaraz na podłogę.
- Postaw mnie głupku! – wyrwałam się z jego objęć i wróciłam do wycierania mokrego szkła
- Emma jesteś cudowna – Zacky pocałował mnie w policzek i nie ukrywam, że ten gest wywołał we mnie niemałe wrażenie.
- Ale o co wam chodzi? Ja tylko odpowiedziałam na maila, którego dostaliście od wydawnictwa i umówiłam was na wywiad, więc to nie dzięki mnie jesteście na okładce
- Jak to nie? – pokazał mi okładkę, na której wytłuszczonym drukiem napisane było „Synyster Gates o życiu prywatnym. Będzie ślub?
- Brian, przyrzekam, zabiję cię, uduszę i wsadzę łyżkę w dupę, po co to powiedziałeś? – przez to wszystko jeszcze szklanka wypadła mi z ręki
- Niezdara – mruknął Zacky
- Mówiłeś coś? – założyłam ręce na piersi i żądałam wyjaśnień
- Teraz już nie masz wyjścia, musisz się zgodzić – on chyba sobie żartuje! Jeszcze mnie do tego zmusza.
- O nie mój drogi, tak nie będziemy sie bawić. I co? Myślisz, że zatrzymasz mnie przy sobie przez jeden głupi wywiad? – wzięłam się pod boki, a oczy napełniły sie łzami.
- Nie, skarbie. Nie mów tak, ja naprawdę cię kocham, nawet nie wiesz jak bardzo pragnę, żebyś stworzyła ze mną szczęśliwy związek – złapał mnie za ramiona, ale gwałtownie się wyrwałam
- Zacky, możesz wyjść? Mamy sobie codo wyjaśnienia z Brianem – wskazałam mu drogę wyjścia, posłuchał mnie i wyszedł. Jeden problem z głowy.
- Dlaczego tak się zachowujesz?
- Powiedziałam ci dlaczego! Nie dotarło do ciebie na lotnisku? Mam dość twojego towarzystwa. Wszędzie gdzie jestem jesteś też ty, to jest irytujące.
- Jutro wyjeżdżamy w trasę, będziesz miała miesiąc, żeby wszystko sobie przemyśleć – obniżył ton i poszedł w stronę garderoby. I dobrze, niech sobie jedzie, nie potrzebuje jego zasranego towarzystwa, a tym bardziej nie potrzebuję jego litości. Raz mi wyrządził krzywdę, więcej razy nie dam się oszukać. Z jednej strony czuję się jak zwykła suka, która nie ma uczuć, a z drugiej strony myślę, że to co zrobiłam wyjdzie mi na rękę, nie potrafię żyć w taki sposób. Przerasta mnie to, że mężczyzna, z którym jestem w związku zajmuje wysoką pozycję w świecie sław, ma dużo fanek i jeździ w trasy. To wszystko jest dla mnie niezrozumiałe, nigdy nie myślałam, że moje ubogie życie obróci się o sto osiemdziesiąt stopni. Każda kobieta marzy o takim życiu, ja także marzyłam, do tej pory, ale teraz chcę się z niego wycofać.
- Nad czym tak myślisz? – Demi złapała mnie od tyłu za biodra
- Nie strasz mnie – złapałam się za serce
- Patrz co mam! – wyciągnęła zza pleców butelkę wina, oczy momentalnie mi się zaświeciły i w mgnieniu oka siedziałyśmy na kanapie z winem w kieliszkach.
            Byłyśmy już po drugiej butelce, którą znalazłam w barku i nawet nie miałyśmy siły wstać. Cały czas śmiałyśmy się z byle czego.
- Powinnaś pić w ciąży? – czknęłam
- No właśnie nie, ale … - popatrzyłam na płynącą po jej policzku łzę.
- Demi?! Co ty zrobiłaś?! – momentalnie się ocknęłam  
- Boże, Emma ja poroniłam! – wybuchnęłam płaczem i schowała się w moich ramionach
- Co się stało? – czułam, że i mi zbiera się na płacz
- Nie wiem, po prostu stałam pod prysznicem i zaczęłam krwawić. Zadzwoniłam do tego ginekologa, który mieszka obok mnie. Potem powiedział, że poroniłam. Dopiero teraz to do mnie dotarło, wcześniej byłam w szoku
- Kurwa! – złapałam się za czoło – Chodź, położymy się do łóżka, spokojnie – pocałowałam ją w czoło – Zacky wie?
- Nie, nie chcę mu tego mówić
- Ale to jest jego dziecko, powinnaś mu powiedzieć
- Nie teraz, chodźmy do łóżka. Gdzie jest Brian?
- Pojechał do Matta, pokłóciliśmy się
- Emma, błagam tylko od niego nie odchodź, potrzebujesz go, tak samo jak on potrzebuje ciebie – gdyby to było takie proste …
- Zobaczymy jak to wszystko się potoczy – złapałam ją za rękę i poszłyśmy do sypialni
            Obudziło mnie słońce, które świeciło wprost na moje oczy, poczułam jeszcze skutki wczorajszej nocy, czyli miałam mega kaca. Wstałam i powlekłam się do kuchni po całą paczkę aspiryny, tosty z pomidorem i serem i wodę z lodem. Na stole w kuchni ujrzałam gotowe już śniadanie i kartkę obok. Odetchnęłam, bo wiedziałam, że to wszystko sprawka Briana. Miałam negatywne myśli związane z załączonym listem, po prostu bałam się jego treści, ale przełamałam się i zaczęłam czytać.

Skarbie,
Mam nadzieję, że śniadanie będzie smakować, a kac nie będzie taki upierdliwy jak dotychczas.
Proszę Cię, zastanów się jeszcze raz nad przyszłością, liczę na to, że będzie w niej trochę miejsca dla mnie, bo nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.
Uważam, że jesteś rozsądna i podejmiesz decyzję kierując się rozumem. Przemyśl to wszystko.
Kocham Cię nad życie, będę kochał do końca świata i zrobię dla Ciebie wszystko.
Twój Brian.

On wie jak mną zmanipulować, jestem pewna, że chciał tym osiągnąć cel, ale nie mogę na to pozwolić. Pieprzony Synyster Gates!. Do tyłu kartki przyklejony był wywiad z gazety, którego nawet nie miałam okazji przeczytać. Może dowiem się czegoś więcej?. Wzięłam dwie tabletki środków przeciwbólowych i popiłam dużym łykiem zimnej wody. W trakcie jedzenia tosta czytałam fragment wywiadu.

D: Jesteście znanymi gitarzystami, każdy wasz fan stara się wam dorównać, a każda fanka piszczy   na wasz widok. Są jakieś szanse na to, żeby jedna z nich została wybranką sławnego gitarzysty?

SG: Każdy nasz fan jest dla nas najważniejszy na świecie, za wszelką cenę chcemy poznawać ich opinie na  temat nowych utworów, czy albumów. Co do naszych fanek to cieszymy się, że możemy zaprowadzać mętlik w ich życiu, ale tutaj jest problem, bo ja jak i Zacky jesteśmy szczęśliwymi partnerami, mamy wspaniałe kobiety, a fanki niestety muszą obejść się smakiem

ZV: Chyba każdy facet chciałby być tak rozchwytywany jak my (śmiech)

D: A może moglibyście zdradzić nieco ze swojego życia prywatnego? Planujecie w bliskim czasie ożenić się, czy może zaręczyć?

ZV: Wiesz, gdyby to wszystko było takie proste, a to trzeba odpowiednio zaplanować. Nie zaręczyłbym się na środku lotniska, bo to jest mało romantyczne (śmiech)

SG: Czy to była jakaś aluzja?

D: Może jesteście chętni, aby podzielić się tą informacją?

SG: Czemu nie. Największy błąd jaki w życiu zrobiłem to zaręczyny na lotnisku. To wszystko przez presję czasu, gdybym miał drugą szansę to zrobiłbym zupełnie inaczej, ale czasami trzeba być innym niż wszyscy

D: Wybranka musi być szczęściarą. Życzę szczęścia w dalszym życiu. Nasz czas dobiega końca, dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi.

SG: Dzięki

            Ten wywiad był jednym z najgorszych jakie przeczytałam, ale przynajmniej nieźle się uśmiałam. Jednak poczułam się jak ostatnia świnia, bo osądziłam Briana o coś czego nawet nie powiedział. Nosz kurwa mać! Zawsze to ja wychodzę na ostatnią debilkę, która wszystko musi odkręcać.
- Masz też dla mnie śniadanie? – odwróciłam siei zobaczyłam Demi, która przeciągając się schodzi na dół
- Jak się czujesz?
- Jak gówno zmielone z podeszwą trampkawywróciłam oczami i podsunęłam talerz w jej stronę
- Demi, chcę się wycofać zanim będzie za późno.
- Wycofać? Z czego?
- Z życia Briana
- Nie, nie, nie, nie, kurwa masz walczyć! Masz się starać.
- A co jeżeli powiem, że go nie kocham?
- A nie kochasz? – bałam sie tego pytanie, sama nie wiem co do niego czuję. Teraz to już nie jest tak jak dawniej, gdy go widziałam miałam tak zwane motylki w brzuchu, każdy jego dotyk przyprawiał mnie o dreszcze, a jego spojrzenie paraliżowało moje ciało.
- Mam mieszane uczucia
- Dziewczyno, on robi dla ciebie wszystko
- Dotarło do mnie wszystko. Wiem, że nie jestem już taka jak kiedyś, nie umiem kochać, czuję się kurwa gorsza od innych kobiet, nie mogę mu dać wszystkiego co chce. Po co mu taka osoba, która nic tylko narzeka?
- Ja-pier-do-le. Ocknij się, to nie jest sen, to prawdziwe życie. Musisz walczyć o lepsze jutro, masz wspaniałego mężczyznę, który chce dla ciebie jak najlepiej, a ty masz wątpliwości? Chcesz do końca życia być sama? Chcesz wszystko zaprzepaścić? Powinnaś teraz kurwa do niego jechać i zrobić sobie z nim dziecko.
- Chyba cię pojebało. Nie chcę żadnego bachora!
- To powiedzieć mu, że go kochasz. Ten gest go rozczuli. – kalkulowałam wszystkie za i przeciw. Z jednej strony zgadzałam się ze słowami Demi, a z drugiej nie umiałam się wytłumaczyć sama przed sobą, nie wiem co czuję, nie wiem kogo kocham i nie wiem jak mam żyć.
- Dobra, mam zajebistego kaca, ale idę ci zabukować bilety na pierwszy lot do Oslo.
- Nie, poczekaj. Muszę wszystko przemyśleć. Nie wiem czy chcę się z nim widzieć.
- Czyli mam nie zamawiać?
- Nie.
            Po dwóch godzinach siedziałam w samolocie i piłam już zimną kawę. Jakim cudem ja się dałam namówić na lot do Norwegii. Z tego co wiem zespół będzie tam przez trzy dni. Obliczyłam, że będę lecieć siedemnaście godzin z dwoma przesiadkami. Chłopcy na pewno nie dotarli jeszcze na miejsce, bo wylatywali o godzinie ósmej, a jest trzynasta, więc jest możliwość, że spotkam ich na lotnisku w Nowym Jorku.
            Całkiem wykończona oklapnęłam na krzesło na lotnisku w Nowym Jorku. Ani śladu po chłopakach, więc musieli wylecieć wcześniejszym samolotem.
- Kurwa stary! Wyobraź sobie, że Nelly zgodziła się wyjść z mnie za mąż – usłyszałam głos Zackiego. Odwróciłam się za siebie i ujrzałam Briana, który odosobniony szedł ze słuchawkami w uszach i nie zwracał uwagi na otaczający go świat. Podejść do niego spokojnie, czy rzucić się mu na szyję jak wariatka? Druga opcja jest bardziej ekstremalna, dlatego ją zastosuję. Zostawiłam bagaż na stołku i pognałam do niego wskakując mu na plecy.
- Dobra dam ci autograf tylko ze mnie zejdź! – wydawał się zdenerwowany
- Dobrze najlepszy gitarzysto na świecie – pocałowałam go w policzek udając napaloną fankę.
- Kurwa Emma! To ty! – jego humor od razu się poprawił, wziął mnie na ręce i okręcił parę razy
- Kocham cię, ale co do zaręczyn to zaczekajmy jakiś czas – pocałowałam go w usta. Musiał jeść przed chwilą lizaka, bo jego usta były słodkie i smakowały jak truskawka
- Dobrze skarbie, nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że przy mnie jesteś.
- I tak wyjeżdżam za niedługo do Long Beach.
- Dlaczego?
- Nie chcę wam przeszkadzać w trasie
- Śmieszna jesteś! Jedziesz z nami – Zacky poklepał mnie po ramieniu

Rok później, 28 luty

            Chyba zwariowałam. Brian zawrócił mi w głowie tak bardzo, że postanowiłam zrobić najbardziej zwariowaną rzecz na świecie, nie byłam pewna czy cały ten pomysł był dobrym rozwiązaniem, ale nie chciałam tracić czasu. Za godzinę mieliśmy lot do Irlandii, gdzie będziemy dopiero jutro rano.
- Zaraz się spóźnimy. Odkąd masz nową fryzurę muszę na ciebie czekać pół godziny dłużej niż zazwyczaj. Ruszaj tyłek! – krzyknęłam siedząc na walizkach
- W ogóle nie wiem co to za pomysł wyjeżdżać do Irlandii na wycieczkę. Normalni ludzie siedzą w domu na dupach
- Ale my nie jesteśmy normalni – złapałam się za czoło i westchnęłam – Ile jeszcze?
- Chwile
            Właśnie prawie spóźniliśmy się na samolot. Wiedziałam, że tak będzie, bo pan pożal się Boże piękniś musi idealnie ułożyć sobie fryzurę, którą i tak rozwaliłam jednym przeciągnięciem palców.
- Wiedziałam, że tak będzie
- O co ci chodzi, przecież jesteśmy w samolocie
- Następnym razem zamawiam ekipę i wynoszą cię z domu siłą. Nie będę się z tobą użerać
- Głuptas – zaśmiał się
- Frajer – walnęłam go w udo
- Mała małpa! – szturchnął mnie w ramię
- Koci cyc – uderzyłam go w krocze z pięści, ale nie z całej siły.
- Ał – pisnął i zwinął się w kulkę
- Wygrałam – rozsiadłam się wygodnie na fotelu i wzięłam gazetę do rąk
- Nie prawda – powiedział cienkim głosem
- Niee, wcale – co jak co, ale sarkazm miałam wrodzony
- Poczekaj aż wysiądziemy – wyszeptał

- Jaki hotel nam załatwiłaś?
Staliśmy w centrum Dublina i rozglądaliśmy się na wszystkie strony.
- Mam adres, ale nie to jest teraz najważniejsze. Musimy dotrzeć do jednego miejsca w przeciągu piętnastu minut, a jeżeli tego nie zrobimy będziemy mieli przesrane
- To na co czekasz?
            Tłukąc sie taksówkami, autobusami i podziemnymi przejściami dotarliśmy na miejsce.
Weszliśmy do „Nieziemskiego Ogrodu Marzeń” i usiedliśmy na ławce, która znajdowała się obok małego jeziorka. Cały ogród był strzeżony. Wciągnęłam mocno powietrze i zabrałam się do spełnienia „najbardziej zwariowanej rzeczy na świecie”.
- Brian – usiadłam mu na kolanach i pocałowałam w czubek głowy. Moje serce chyba jeszcze nigdy nie biło tak mocno jak teraz. – Może to co teraz zrobię wyda ci się dziwne, ale chcę żebyś wiedział, że mi na tobie zależy, że kocham cię całym sercem. Jak wiemy jest 29 luty, więc jest to jedyny czas, gdy ja mogę to zrobić – uklęknęłam przed nim i ujęłam jego dłoń. – Wyjdziesz za mnie? – uśmiechnęłam się i mocno zacisnęłam oczy. Poczułam tylko jak Brian wyrywa swoją rękę i wciąga mnie z powrotem na kolana.
- Nie musiałaś tego robić
- Ale chciałam, to znaczy chcę, bo jesteś dla mnie najważniejszy.
- Kocham cię i oczywiście, że za ciebie wyjdę. – zdjął mnie z kolan i klęknął przede mną, wyciągnął pudełeczko i wsunął pierścionek na moją dłoń. To były najbardziej zwariowane zaręczyny jakie mogłam sobie wyobrazić.


THE END









PS. Epilog będzie za jakiś czas. W nim będą przedstawione losy innych bohaterów.

5 kwi 2014

29. Nie ma tytułu

            Nienawidzę latać samolotami, przyprawiają mnie o mdłości, jeszcze jak pomyślę o tym, że za parę godzin zobaczę mojego ojca to bardziej robi mi się niedobrze i chcę wrócić, ale niestety, nie ma odwrotu. Sama tego chciałam, ale jestem ciekawa dlaczego akurat teraz sobie o mnie przypomniał, czyżby mój ojciec zaczerpnął jakiś informacji o mnie z internetu? Na co drugim portalu pisali o naszym związku z Brianem i o mojej śpiączce. Chujowa sprawa.
            Stewardessa zaczęła coś ogłaszać, ale w ogóle jej nie słuchałam, pomimo zakazu załogi włączyłam telefon i sprawdziłam powiadomienia, byliśmy jeszcze na ziemi, więc miałam zasięg i dostęp do internetu. Nieodebrane połączenie i wiadomość. Oczywiście od nikogo innego jak od Briana.

Jak będziesz bezpieczna to daj znać, martwię się. Mam nadzieję, że wrócisz jak najszybciej.

W trakcie lotu włożyłam słuchawki do uszu i rozluźniłam się przy dźwiękach muzyki klasycznej, a dokładniej Pletnev’a. Zasnęłam, a gdy się obudziłam, lądowaliśmy. Nie da się przy tym spać, bo żołądek podchodzi do gardła i każdy wygląda jak kurczak dławiący się podeszwą gumiaka.
            Chyba go widzę. Stoi i patrzy się na mnie. Nie mam okularów, ale potrafię rozpoznać te rysy twarzy, które są identyczne jak moje, to jest mój ojciec? Wygląda jak wychudzony, biedny, zbity pies. Mogę się założyć, że cuchnie od niego alkoholem.
- Emma? – zapytał wyciągając ręce na znak „chodź i mnie przytul”. Fuj.
- Cześć tato –musiałam się wysilić żeby przeszło mi to przez gardło, tak samo ciężko było mi wymusić uśmiech na twarzy, ale o dziwo mój … ten mężczyzna był zadbany, ogolony i pachniał korzennymi perfumami. Coś tu jest nie tak. Może jego wygląd świadczy o ogromnym stresie, a z resztą pieprzyć to.
- Jesteś bardzo chuda – tu ma racje
- Ty też nie wyglądasz na dobrze karmionego – cholera o czym ja mam z nim rozmawiać? Z tego wszystkiego rozbolał mnie brzuch i czułam, że zaraz pozbędę się zawartości mojego żołądka  na czyjeś niewinne niczemu buty.
- Może pojedziemy od razu do mojego domu? Zostawisz walizkę, wykąpiesz się, bo pewnie masz ochotę na porządną kąpiel. Co ty na to? – chyba nie wierzę. On jest dla mnie miły?! ON?!
- Może nie owijajmy w bawełnę. Po co mnie tu ściągnąłeś? – drażniła mnie ta myśl, więc nie pozostało mi nic innego jak tylko o to spytać.
- Chciałem poznać moją córkę – podrapał się w nos – Ślicznie wyglądasz – a jednak ma coś na sumieniu.
- Powiedz prawdę – położyłam mu rękę na ramieniu przy okazji przezwyciężając swoje obrzydzenie do tego człowieka. Wiedziałam, że tym gestem owinę go sobie wokół palca.
- Powiedziałem prawdę – cholera, mój patent nie zadziałał, ale nie patrzył mi w oczy, co było podejrzane.
- Pieniądze? – popatrzyłam na niego, a on spojrzał na podłogę. Wiedziałam!!. Po prostu kurwa wiedziałam – Ile?
- Dwanaście tysięcy – odwróciłam się i poszłam sprawdzać samoloty powrotne do Kalifornii.
- Emma, proszę cię wysłuchaj mnie – złapał mnie za ramię.
- Ty nie pomyślałeś o mnie? O moich potrzebach? Zjawiasz się w moim życiu tylko dlatego, że nie masz już od kogo pożyczyć pieniędzy! – bardziej stwierdziłam niż zapytałam – Mam dwadzieścia lat, ale ty masz to w dupie. Miałeś w dupie moje osiemnaste urodziny, miałeś w dupie moje dzieciństwo. To największe skurwysyństwo z jakim się spotkałam. I ty jeszcze masz czelność ściągać mnie tutaj i prosić o pieniądze? O nie! Dziwię się tym naiwniakom, którzy ci je pożyczyli. Żegnam pana, może pan zapomnieć, że posiadał kiedyś córkę – miałam w dupie, że ludzie na lotnisku patrzą się na mnie jak na wariatkę, łzy napłynęły mi do oczu, wzięłam walizkę i podbiegłam do stanowiska z odlotami. Zamówiłam pierwszy lepszy odlot do Kalifornii, który okazał się być jutro o jedenastej. Trudno, poczekam.
            Podeszłam do automatu po czwartą już kawę. Czułam jak moje serce uderza mocniej niż zazwyczaj, jak on mógł? Co za pieprzony skurwysyn! Na chuj mu te pieniądze? Pewnie wciągnął się w długi i teraz szuka naiwniaków, którzy pożyczą mu pieniądze. Dlaczego moje przypuszczenia właśnie sprowadzały się na tą drogę? Jednak się nie myliłam. Nie miałam nawet czasu na zastanowienie się nad tym wszystkim, nad Brianem, nad jego dzieckiem i nad moim dalszym życiem. Co ja zrobię jak oni wyjadą w trasę? Czuję, że im w tym przeszkadzam, a nawet nie wtrącam się w ich zespół. I ciekawa jestem co Brian pomyślał o tym jak zobaczył list i piosenkę. Poczułam, że muszę do niego zadzwonić. Wyjęłam telefon i wybrałam jego numer. Odebrał po trzech sygnałach, co mnie zdziwiło, bo była już dość późna pora.
- Halo?
- Brian? Nie jesteś zły?
- Na ciebie? Z jakiej racji?
- List, piosenka
- Kochanie … - westchnął – Nie mam być o co zły, po prostu dziwi mnie fakt, że byłaś z Jimmim tak … blisko.
- Blisko? To był mój najlepszy przyjaciel.
- Ale przyjaciele nie mówią sobie, że się kochają.
Zamilknęłam.
- Masz dowód, że ja kiedykolwiek to do niego powiedziałam?
- Przepraszam, nie powinienem był … – ktoś dotknął mojego ramienia. Podskoczyłam ze strachu i upuściłam telefon. Powoli odwróciłam się do tyłu i ujrzałam … Briana?!
- Co? – skrzywiłam się
- Nie mogę bez ciebie wytrzymać – wtulił się we mnie i westchnął.
- Brian? Co ty tu robisz? – zapytałam podnosząc ręce do góry, chciałam go przytulić, ale chyba jest mi winny wyjaśnienia.
- Nie chciałem cię zadręczać telefonami, więc tutaj przyleciałem
- Ja pierdziele, to jest chyba najlepsza niespodzianka jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła – pisnęłam.
- Naprawdę? – uśmiechnął się
- Nie – powiedziałam już całkiem poważnie
- O co ci chodzi?
- No kurwa czuje się jakbyś zaburzał moją przestrzeń osobistą, osaczasz mnie, mam tego dość. Zacky powiedział dzisiaj, a raczej wczoraj bardzo mądre słowa. Nie dajesz sobie ze mną spokoju. Cały czas twój świat kręci się wokół mojego.
- Ale Emma, ja …
- Nie tłumacz się. Po prostu wyjedź w trasę i daj mi spokój. – odetchnęłam, bo w końcu wyrzuciłam z siebie całą złość, szkoda mi, że Brian na tym ucierpiał, ale czuję, że ten wyjazd nam obojgu zrobi dobrze. Odeszłam od niego, a mój telefon zawibrował w kieszeni.

Kocham Cię  

Uśmiechnęłam się mimowolnie. Głupek! On wie jak mną zmanipulować, odwróciłam się na pięcie, podeszłam do niego i pocałowałam go w usta, po czym już się od niego nie oderwałam, bo przyciągnął mnie do siebie z całej siły i zaczął namiętnie całować. Wziął mnie na ręce i poszedł przed siebie. Co on chce zrobić?
Jednym kopniakiem otworzył drzwi od łazienki i posadził mnie na blacie, na którym znajdowały się umywalki. Przyciągnęłam go do siebie, bo poczułam, że jestem nieźle napalona. Miałam ochotę na kawałek jego ciała. Co ja gadam. Miałam ochotę na całe jego ciało. Zamknęliśmy łazienkę od środka, tak żeby nikt nie mógł wejść.
Jednym szybkim ruchem ręki odpiął mi stanik. Pisnęłam cicho, bo nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji. Zatopiłam dłonie w jego ułożonych włosach, które i tak po chwili wróciły do rozwichrzonej fryzury. Delikatnie dotknęłam go w krocze i przejechałam palcami po jego nabrzmiałym członku. Cholera, ale ten facet na mnie działał. Zaczęłam szarpać się z jego paskiem.
- Odepnij to, bo ja nie wiem jak – wydyszałam i mocno ścisnęłam swoje piersi.
Odpiął pasek zdecydowanym ruchem, a spodnie opadły mu do kostek. Został w bokserkach, seksownych, białych bokserkach, w których jego penis wydawał się jeszcze większy. Zaraz zwariuję jak mnie nie przeleci. Zarzuciłam mu nogi na ramiona i zsunęłam legginsy.
            Z całej siły wbiłam mu paznokcie w plecy i przejechałam po całej długości, aż zasyczał z bólu. Krzyknęłam, a moje ciało powykręcało się na wszystkie strony, zaraz po tym wypełniła mnie gorąca substancja. O Boże, jak dobrze.
- Mała to było zajebiste – wymruczał całując mnie w usta.

            Wyjęłam truskawki z torebki i zaczęłam je wsuwać, byłam cholernie głodna.
- Zjedz to – popatrzyłam na zapiekanego tosta z serem i pomidorem.
- Skąd wiedziałeś, że to uwielbiam?
- Robiłaś sobie takie w domu jak byłaś na kacu – zaśmiał się
- Angielskie tosty są najlepsze na świecie, a jak się je na lotnisku to są jeszcze lepsze – pocałowałam go w policzek i wsunęłam mu truskawkę do ust. Pocałował mnie z języczkiem.
- Mmm smakujesz truskawkami – zamruczałam – Daj jeszcze – Pocałowałam go i ugryzłam w język
- Ała! – skrzywił się
- Wybacz, myślałam, że to można jeść, bo smakowało przepysznie – uśmiechnęłam się i zaczęłam zajadać mojego tosta.
- A ty z tą trasą mówiłaś poważnie?
- Jak najbardziej. Jedź, zabaw się – uśmiechnęłam się
- A ty?
- Znajdę jakąś pracę, może pójdę na studia
- Studia?
- Fotograficzne
- Będziesz mogła jeździć z nami w trasy jako nasz osobisty fotograf – zaśmiałam się
- Chciałbyś – pokazałam mu język – Myślę, że ta trasa dobrze nam zrobi. Tylko łapy precz od napalonych fanek!
- Jedyną napaloną fankę mam przed sobą – cmoknął mnie w policzek
- Zaraz, zaraz, to, że lubię tylko jedną piosenkę nie znaczy, że jestem waszą fanką – skrzywiłam się – Jak się czuje Michelle?
- Nie wiem. Uparła się, że to moje dziecko, ale ja tak nie uważam. Niech spada, za dużo krzywd mi wyrządziła.
- Ale jednak dalej coś do niej czujesz – chyba go zabiłam tym pytaniem
- Emma ja …
- Przyznaj się, już nie chodzi o mnie, tylko ty okłamujesz samego siebie.
- Dobra, miałem to zrobić w bardziej uroczysty sposób, ale nie pozostaje mi nic innego jak tylko zrobić to na lotnisku, wybacz.
- Co zrobić? – przełknęłam gryz tosta. Klęknął przede mną i wyjął z kurtki czerwone opakowanie w kształcie serca. No chyba zaraz jebnę. Zaśmiałam się na całe gardło, nie umiałam się opanować. W pewnym momencie przypomniało mi się to jak pierwszy raz zobaczyłam go nago, jak uciekał z łazienki do pokoju, jego bokserki w gąski i to jak panicznie boi się pszczół, w końcu ma na nie uczulenie.

- Emmo Stone, możesz przestać się śmiać i wyjść za mnie? – otworzył pudełko, a moim oczom ukazał się ten sam pierścionek, który był w moim śnie. Czy to jest przypadek? Nie wiem, ale otworzyłam szczękę. Momentalnie przestałam się śmiać, a mój ostatni gryz tosta wylądował na podłodze.  




2 kwi 2014

28. Now I think I understand

Witaj Emmo,

            Ostatnimi czasy zastanawiam się jak do Ciebie dotrzeć. Rozmawiałem niedawno z Twoją ciocią, która zawiadomiła mnie o Twojej przeprowadzce, niestety nie znam numeru domu pod którym mieszkasz, więc wysyłam ten list na stary adres.
            Z pewnością mnie nie pamiętasz, a być może nawet nie znasz, bo wyjechałem do Phoenix, gdy miałaś dwa lata, nie było nam dane życie razem. Minęło osiemnaście lat odkąd tutaj mieszkam, wiem, że jesteś już dorosła, być może masz narzeczonego, nie wiem jak do Ciebie dotrzeć.
            Pewnie zastanawiasz się dlaczego postanowiłem napisać. Wciąż czuję, że mam córkę, która jest ode mnie kilkanaście mil, wciąż czuję na sobie odpowiedzialność za Ciebie, wiem, że postąpiłem źle, ale nie dawałem sobie rady, miałem ciężką sytuację finansową, która nie pozwalała mi na dalszy pobyt w Kalifornii.
            Mam dla Ciebie propozycję, chciałbym, żebyś przyleciała do mnie w jak najbliższym czasie. Mielibyśmy okazję porozmawiać, jak ojciec z córką, gdybyś zdecydowała się na przyjazd w kopercie są pieniądze na bilet i moja wizytówka.
Pozdrawiam,
Richard Stone

  
            Po tylu latach mój ojciec postanowił odezwać się do mnie. Nie jestem na niego zła, nie traktuję go jak obiekt do nienawiści. To jest mój ojciec. Zaskoczył mnie jego list, bo byłam pewna, że się nie odezwie, nie zjawi się w moim życiu. Siedziałam w sypialni i czytałam ten list po raz siódmy, kiedy usłyszałam dość głośną wymianę zdań w salonie. Podeszłam bliżej drzwi i kątem oka zobaczyłam jak Zacky stoi oparty o ścianę i tłumaczy coś Brianowi
- … stary, kurwa nie zauważyłeś, że teraz wszystko kręci się wokół niej? Emma to, Emma tamto, a nie zastanowiłeś się na tym jak będzie z naszym zespołem?
- Kurwa tego zespołu miało już nie być, a nie rozumiesz, że ona jest dla mnie najważniejsza?
- Ocknij się stary! We wszystkim nam przeszkadza, mieliśmy jechać w trasę, to nie, bo Emma jest w śpiączce, teraz też nie, bo pan Haner chce przy niej być. Czy ty siebie słyszysz? – nie rozumiem o co im chodzi, przecież ja nie zatrzymuję Briana przy sobie.
- Ja już nie wiem.
- Spójrz – jestem ciekawa co on mu pokazał
- Co to jest? – krzyknął, a jego głos się załamał, tak jakby miał sie zaraz rozpłakać
- To jest ósmy miesiąc – jaki kurwa ósmy miesiąc?! O co tutaj chodzi?
- To jest niemożliwe. Dlaczego wysłała to właśnie tobie, a nie mi?
- Nie wiem, powiedziała tylko tyle, że mam to przekazać tobie, może nie chciała bezpośredniego kontaktu z tobą, bo bała się jak zareagujesz.
- Muszę do niej zadzwonić. Daj mi chwilę – o nie, słyszę jak Brian wchodzi na górę. Muszę się schować, tylko gdzie? Szafa! Nie zbyt dobre rozwiązanie. Wgramoliłam się między ubrania i starałam sie oddychać jak najciszej.
- Michelle? – słyszałam jak drzwi do pokoju się uchylają, a zaraz potem zatrzaskują.- Słuchaj, nie wiem co ty odpierdalasz, ale nie mam zamiaru bawić się w tatuśka … Dobrze, ale … Daj mi dojść do słowa … Nie obchodzi mnie to … Chcesz zrujnować całe moje życie? … Jak ty niby widzisz mnie w roli ojca? … Nie mam pewności, że jest to moje dziecko, wiesz z jakiego powodu zakończył się nasz związek – o kurwa, on ma z nią dziecko. Starałam się nie rozbeczeć i zakryłam sobie usta dłonią i poczułam jak moje oczy robią sie wilgotne – Słuchaj, jestem w szczęśliwym związku i nie rozpierdolisz tego dzieckiem, które z pewnością nie jest moje … Osiem miesięcy temu spałaś też z innymi przypadkowymi facetami w barze … Kurwa nie becz, bo ci to nic nie da … Dobrze, pojadę … Będę tam za chwilę – nie, Brian, kurwa nie jedź tam – A i jeszcze jedno, trzymaj się z daleka od mojego związku. Nie zobaczymy się już. – co? To w takim razie gdzie on jedzie jak nie na spotkanie z Michelle? O nie, kurwa, nie tak wyobrażałam sobie ten związek. Muszę odpocząć. Od Briana, od wszystkich.

            Zdecydowałam się na wyjazd do mojego ojca, wszystkie formalności są już załatwione, Brian nie wie, że wyjeżdżam, pojechał gdzieś i z pewnością szybko nie wróci, więc miałam chwilę na spakowanie walizki i wyjechanie z domu.
            Na samym końcu zostało mi wygrzebanie listu od Jimmiego z poszewki poduszki. Powiesiłam je na drzwiach i wyszłam z domu.

***

            Po telefonie Michelle natychmiast pojechałem do Central Parku na spotkanie z Valary, nie chciałem widzieć się z Mich, bo wiem, że znowu brałaby mnie na litość i sprzedawałaby mi tanie teksty, po których znowu bym uległ. Przywoływałaby stare wspomnienia, na samą myśl o nich mam ciarki na całym ciele. Nie spodziewałem się, że w przeciągu tak krótkiego czasu mogę zostać ojcem, jeszcze nawet nie mam pewności czy to dziecko jest moje.
            Jakież było moje zdziwienie, gdy Valary pokazała się z Michelle, miałem ochotę spierdalać stamtąd jak najszybciej, ale musiałem wyjaśnić sobie parę spraw.
- Cześć kochanie – zaczyna się, kurwa. Uwiesiła mi się na szyi i dała mi całusa w policzek, którego nadmiar wytarłem w rękaw.
- Cześć – mruknąłem
- Val, możesz nas zostawić samych? – o nie kurwa, kurwa, kurwa. Szlag by to trafił.
- Nie, jednak wolę, żeby ona w tym uczestniczyła – chyba się wywinąłem, ale usłyszałem głośny jęk, który wydała Michelle. – Chcę sprostować tą sytuację. Nie wiem czyje jest to dziecko, ale jedno wiem na pewno. Nie zostawię Emmy, kocham ją nad życie i pojechałbym za nią nawet na koniec świata, także z mojej strony to wszystko, wybaczcie, ale się spieszę – odmachałem na odchodne i pobiegłem szybko do samochodu. Nie dałem im nawet dojść do słowa, ale przynajmniej mam świadka, że odrzuciłem zaloty Michelle.
            W drodze do domu wstąpiłem jeszcze do kwiaciarni i kupiłem bukiet czerwonych róż. Chciałem sprawić przyjemność Emmie. Tak bardzo ją kocham, jest moim największym skarbem, ona dała mi nadzieje na lepsze jutro, gdyby nie ta mała duszyczka to chyba bym oszalał, jak dziś pamiętam jak weszła do naszego studia, byłem nią oczarowany, chciałem porwać ją w ramiona i obronić przed całym światem, wydała mi się taka krucha i delikatna, ale gdy poznałem ją lepiej miała niezłą gadanę.
            Wszedłem do domu i na drzwiach odgradzających pokój od przedpokoju wisiała koperta z napisem Brian otworzyłem ją i ze środka wypadły dwie kartki. Jedna była jak z psu z pyska wyjęta, a druga była wykonana z papeterii w mini deathbaty. O co tu chodzi? Otworzyłem tą ładniejszą i przeczytałem list, który jak zaraz się zorientowałem był od Emmy.

Brian,
Wiem, że może nie powinnam tego robić, ale chcę odpocząć od tego wszystkiego, słyszałam Twoją dzisiejszą rozmowę z Zackym, nie chcę być przeszkodą w Twoim życiu. Pozdrów Michelle. Wracam za parę dni. Jedź z chłopakami w trasę.
Emma

PS. Specjalnie wybrałam papeterię w deathbaty, bo chciałam, żebyś ten list przeczytał pierwszy. Mam nadzieję, że mi się udało.
PS2. Przepraszam, że zaraz odkryjesz całą prawdę i, że nie dowidziałeś się o niej ode mnie.

Moje serce przyspieszyło, bo nie wiedziałem czego mam się spodziewać po drugim liście. Nie wiem gdzie pojechała Emma i mam nadzieję, że jest bezpieczna. Nie chcę jej szukać, bo uważam, że powinna poukładać sobie to wszystko. Zadzwonię do niej. Otworzyłem drugi list

Mój promyczku,
Zrób z tym co chcesz. Mam tylko jedną prośbę, powiedz chłopakom, że to Ty jesteś autorką tego tekstu, możesz powiedzieć im prawdę, ale dopiero po jakimś czasie. Chcę, żeby pogodzili się z moją śmiercią. Pamiętaj, że zawsze będziesz w moim sercu.
Mam do Ciebie zaufanie, wiem, że zrobisz z tego użytek. Kocham Cię Emmo, Jimmy.

Fiction

Now I think I understand
How this world can overcome a man
Like a friend we saw it through
In the end I gave my life for you

Gave you all I had to give
Found a place for me to rest my head
While I may be hard to find
Heard there's place just on the other side

Not that I could
Or that I would
Let it burn!
Under my skin
Let it burn!

Left this life to set me free
Took a piece of you inside of me
All this hurt can finally fade
Promise me you'll never feel afraid


Jedyne co przychodziło mi do głowy to to, że Emma okłamała mnie i przy okazji cały zespół. To nie była jej piosenka. To piosenka od Jimmiego. Mojego Jimmiego, który jest gdzieś na górze i patrzy na mnie. Co mam teraz robić? Przy okazji ten list wyglądał jakby Em i Jimmy byli ze sobą blisko, aż za bardzo.