9 kwi 2014

30. To wszystko.

Dwa dni później

Odebrałam telefon.
- Halo?
- Cześć kochanie! Słyszałam, że wychodzisz za mąż – oho, wyczuwam kłopoty skoro Demi o wszystkim wie
- Spokojnie, jeszcze nie powiedziałam tak
- Jak to nie?! Zwariowałaś? Przecież jesteście szczęśliwi
- Uspokój się, Demi ja nie wiem czy jestem na to gotowa, mam dwadzieścia lat i nie chcę zakładać rodziny.
- To, że się zaręczycie nie oznacza od razu, że musicie brać ślub i robić sobie dziecko. To jest dowód jego miłości.
- Nie chcę tego słuchać. Pogadamy później, bo Zacky przyszedł. Buziaki – odłożyłam telefon i otworzyłam drzwi od tarasu za którymi znajdował się Zacky.
- Jest Haner? – pocałował mnie w policzek i pędem wpadł do domu.
- Tak, na górze. Załatwia jakieś sprawy – ominęłam go i poszłam do kuchni.
- Brian, kurwa jesteśmy na okładce gazety! – krzyknął wbiegając po schodach
- Chyba nie mówisz poważnie! – Brian wyszedł z pokoju cały w skowronkach, a ja przyglądałam się uważnie całemu zajściu. – Emma, słyszysz? Kochanie! To dzięki tobie! – wziął mnie na ręce i okręcił parę razy. Zrobiło mi się nie dobrze i myślałam, że zwymiotuję zaraz na podłogę.
- Postaw mnie głupku! – wyrwałam się z jego objęć i wróciłam do wycierania mokrego szkła
- Emma jesteś cudowna – Zacky pocałował mnie w policzek i nie ukrywam, że ten gest wywołał we mnie niemałe wrażenie.
- Ale o co wam chodzi? Ja tylko odpowiedziałam na maila, którego dostaliście od wydawnictwa i umówiłam was na wywiad, więc to nie dzięki mnie jesteście na okładce
- Jak to nie? – pokazał mi okładkę, na której wytłuszczonym drukiem napisane było „Synyster Gates o życiu prywatnym. Będzie ślub?
- Brian, przyrzekam, zabiję cię, uduszę i wsadzę łyżkę w dupę, po co to powiedziałeś? – przez to wszystko jeszcze szklanka wypadła mi z ręki
- Niezdara – mruknął Zacky
- Mówiłeś coś? – założyłam ręce na piersi i żądałam wyjaśnień
- Teraz już nie masz wyjścia, musisz się zgodzić – on chyba sobie żartuje! Jeszcze mnie do tego zmusza.
- O nie mój drogi, tak nie będziemy sie bawić. I co? Myślisz, że zatrzymasz mnie przy sobie przez jeden głupi wywiad? – wzięłam się pod boki, a oczy napełniły sie łzami.
- Nie, skarbie. Nie mów tak, ja naprawdę cię kocham, nawet nie wiesz jak bardzo pragnę, żebyś stworzyła ze mną szczęśliwy związek – złapał mnie za ramiona, ale gwałtownie się wyrwałam
- Zacky, możesz wyjść? Mamy sobie codo wyjaśnienia z Brianem – wskazałam mu drogę wyjścia, posłuchał mnie i wyszedł. Jeden problem z głowy.
- Dlaczego tak się zachowujesz?
- Powiedziałam ci dlaczego! Nie dotarło do ciebie na lotnisku? Mam dość twojego towarzystwa. Wszędzie gdzie jestem jesteś też ty, to jest irytujące.
- Jutro wyjeżdżamy w trasę, będziesz miała miesiąc, żeby wszystko sobie przemyśleć – obniżył ton i poszedł w stronę garderoby. I dobrze, niech sobie jedzie, nie potrzebuje jego zasranego towarzystwa, a tym bardziej nie potrzebuję jego litości. Raz mi wyrządził krzywdę, więcej razy nie dam się oszukać. Z jednej strony czuję się jak zwykła suka, która nie ma uczuć, a z drugiej strony myślę, że to co zrobiłam wyjdzie mi na rękę, nie potrafię żyć w taki sposób. Przerasta mnie to, że mężczyzna, z którym jestem w związku zajmuje wysoką pozycję w świecie sław, ma dużo fanek i jeździ w trasy. To wszystko jest dla mnie niezrozumiałe, nigdy nie myślałam, że moje ubogie życie obróci się o sto osiemdziesiąt stopni. Każda kobieta marzy o takim życiu, ja także marzyłam, do tej pory, ale teraz chcę się z niego wycofać.
- Nad czym tak myślisz? – Demi złapała mnie od tyłu za biodra
- Nie strasz mnie – złapałam się za serce
- Patrz co mam! – wyciągnęła zza pleców butelkę wina, oczy momentalnie mi się zaświeciły i w mgnieniu oka siedziałyśmy na kanapie z winem w kieliszkach.
            Byłyśmy już po drugiej butelce, którą znalazłam w barku i nawet nie miałyśmy siły wstać. Cały czas śmiałyśmy się z byle czego.
- Powinnaś pić w ciąży? – czknęłam
- No właśnie nie, ale … - popatrzyłam na płynącą po jej policzku łzę.
- Demi?! Co ty zrobiłaś?! – momentalnie się ocknęłam  
- Boże, Emma ja poroniłam! – wybuchnęłam płaczem i schowała się w moich ramionach
- Co się stało? – czułam, że i mi zbiera się na płacz
- Nie wiem, po prostu stałam pod prysznicem i zaczęłam krwawić. Zadzwoniłam do tego ginekologa, który mieszka obok mnie. Potem powiedział, że poroniłam. Dopiero teraz to do mnie dotarło, wcześniej byłam w szoku
- Kurwa! – złapałam się za czoło – Chodź, położymy się do łóżka, spokojnie – pocałowałam ją w czoło – Zacky wie?
- Nie, nie chcę mu tego mówić
- Ale to jest jego dziecko, powinnaś mu powiedzieć
- Nie teraz, chodźmy do łóżka. Gdzie jest Brian?
- Pojechał do Matta, pokłóciliśmy się
- Emma, błagam tylko od niego nie odchodź, potrzebujesz go, tak samo jak on potrzebuje ciebie – gdyby to było takie proste …
- Zobaczymy jak to wszystko się potoczy – złapałam ją za rękę i poszłyśmy do sypialni
            Obudziło mnie słońce, które świeciło wprost na moje oczy, poczułam jeszcze skutki wczorajszej nocy, czyli miałam mega kaca. Wstałam i powlekłam się do kuchni po całą paczkę aspiryny, tosty z pomidorem i serem i wodę z lodem. Na stole w kuchni ujrzałam gotowe już śniadanie i kartkę obok. Odetchnęłam, bo wiedziałam, że to wszystko sprawka Briana. Miałam negatywne myśli związane z załączonym listem, po prostu bałam się jego treści, ale przełamałam się i zaczęłam czytać.

Skarbie,
Mam nadzieję, że śniadanie będzie smakować, a kac nie będzie taki upierdliwy jak dotychczas.
Proszę Cię, zastanów się jeszcze raz nad przyszłością, liczę na to, że będzie w niej trochę miejsca dla mnie, bo nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.
Uważam, że jesteś rozsądna i podejmiesz decyzję kierując się rozumem. Przemyśl to wszystko.
Kocham Cię nad życie, będę kochał do końca świata i zrobię dla Ciebie wszystko.
Twój Brian.

On wie jak mną zmanipulować, jestem pewna, że chciał tym osiągnąć cel, ale nie mogę na to pozwolić. Pieprzony Synyster Gates!. Do tyłu kartki przyklejony był wywiad z gazety, którego nawet nie miałam okazji przeczytać. Może dowiem się czegoś więcej?. Wzięłam dwie tabletki środków przeciwbólowych i popiłam dużym łykiem zimnej wody. W trakcie jedzenia tosta czytałam fragment wywiadu.

D: Jesteście znanymi gitarzystami, każdy wasz fan stara się wam dorównać, a każda fanka piszczy   na wasz widok. Są jakieś szanse na to, żeby jedna z nich została wybranką sławnego gitarzysty?

SG: Każdy nasz fan jest dla nas najważniejszy na świecie, za wszelką cenę chcemy poznawać ich opinie na  temat nowych utworów, czy albumów. Co do naszych fanek to cieszymy się, że możemy zaprowadzać mętlik w ich życiu, ale tutaj jest problem, bo ja jak i Zacky jesteśmy szczęśliwymi partnerami, mamy wspaniałe kobiety, a fanki niestety muszą obejść się smakiem

ZV: Chyba każdy facet chciałby być tak rozchwytywany jak my (śmiech)

D: A może moglibyście zdradzić nieco ze swojego życia prywatnego? Planujecie w bliskim czasie ożenić się, czy może zaręczyć?

ZV: Wiesz, gdyby to wszystko było takie proste, a to trzeba odpowiednio zaplanować. Nie zaręczyłbym się na środku lotniska, bo to jest mało romantyczne (śmiech)

SG: Czy to była jakaś aluzja?

D: Może jesteście chętni, aby podzielić się tą informacją?

SG: Czemu nie. Największy błąd jaki w życiu zrobiłem to zaręczyny na lotnisku. To wszystko przez presję czasu, gdybym miał drugą szansę to zrobiłbym zupełnie inaczej, ale czasami trzeba być innym niż wszyscy

D: Wybranka musi być szczęściarą. Życzę szczęścia w dalszym życiu. Nasz czas dobiega końca, dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi.

SG: Dzięki

            Ten wywiad był jednym z najgorszych jakie przeczytałam, ale przynajmniej nieźle się uśmiałam. Jednak poczułam się jak ostatnia świnia, bo osądziłam Briana o coś czego nawet nie powiedział. Nosz kurwa mać! Zawsze to ja wychodzę na ostatnią debilkę, która wszystko musi odkręcać.
- Masz też dla mnie śniadanie? – odwróciłam siei zobaczyłam Demi, która przeciągając się schodzi na dół
- Jak się czujesz?
- Jak gówno zmielone z podeszwą trampkawywróciłam oczami i podsunęłam talerz w jej stronę
- Demi, chcę się wycofać zanim będzie za późno.
- Wycofać? Z czego?
- Z życia Briana
- Nie, nie, nie, nie, kurwa masz walczyć! Masz się starać.
- A co jeżeli powiem, że go nie kocham?
- A nie kochasz? – bałam sie tego pytanie, sama nie wiem co do niego czuję. Teraz to już nie jest tak jak dawniej, gdy go widziałam miałam tak zwane motylki w brzuchu, każdy jego dotyk przyprawiał mnie o dreszcze, a jego spojrzenie paraliżowało moje ciało.
- Mam mieszane uczucia
- Dziewczyno, on robi dla ciebie wszystko
- Dotarło do mnie wszystko. Wiem, że nie jestem już taka jak kiedyś, nie umiem kochać, czuję się kurwa gorsza od innych kobiet, nie mogę mu dać wszystkiego co chce. Po co mu taka osoba, która nic tylko narzeka?
- Ja-pier-do-le. Ocknij się, to nie jest sen, to prawdziwe życie. Musisz walczyć o lepsze jutro, masz wspaniałego mężczyznę, który chce dla ciebie jak najlepiej, a ty masz wątpliwości? Chcesz do końca życia być sama? Chcesz wszystko zaprzepaścić? Powinnaś teraz kurwa do niego jechać i zrobić sobie z nim dziecko.
- Chyba cię pojebało. Nie chcę żadnego bachora!
- To powiedzieć mu, że go kochasz. Ten gest go rozczuli. – kalkulowałam wszystkie za i przeciw. Z jednej strony zgadzałam się ze słowami Demi, a z drugiej nie umiałam się wytłumaczyć sama przed sobą, nie wiem co czuję, nie wiem kogo kocham i nie wiem jak mam żyć.
- Dobra, mam zajebistego kaca, ale idę ci zabukować bilety na pierwszy lot do Oslo.
- Nie, poczekaj. Muszę wszystko przemyśleć. Nie wiem czy chcę się z nim widzieć.
- Czyli mam nie zamawiać?
- Nie.
            Po dwóch godzinach siedziałam w samolocie i piłam już zimną kawę. Jakim cudem ja się dałam namówić na lot do Norwegii. Z tego co wiem zespół będzie tam przez trzy dni. Obliczyłam, że będę lecieć siedemnaście godzin z dwoma przesiadkami. Chłopcy na pewno nie dotarli jeszcze na miejsce, bo wylatywali o godzinie ósmej, a jest trzynasta, więc jest możliwość, że spotkam ich na lotnisku w Nowym Jorku.
            Całkiem wykończona oklapnęłam na krzesło na lotnisku w Nowym Jorku. Ani śladu po chłopakach, więc musieli wylecieć wcześniejszym samolotem.
- Kurwa stary! Wyobraź sobie, że Nelly zgodziła się wyjść z mnie za mąż – usłyszałam głos Zackiego. Odwróciłam się za siebie i ujrzałam Briana, który odosobniony szedł ze słuchawkami w uszach i nie zwracał uwagi na otaczający go świat. Podejść do niego spokojnie, czy rzucić się mu na szyję jak wariatka? Druga opcja jest bardziej ekstremalna, dlatego ją zastosuję. Zostawiłam bagaż na stołku i pognałam do niego wskakując mu na plecy.
- Dobra dam ci autograf tylko ze mnie zejdź! – wydawał się zdenerwowany
- Dobrze najlepszy gitarzysto na świecie – pocałowałam go w policzek udając napaloną fankę.
- Kurwa Emma! To ty! – jego humor od razu się poprawił, wziął mnie na ręce i okręcił parę razy
- Kocham cię, ale co do zaręczyn to zaczekajmy jakiś czas – pocałowałam go w usta. Musiał jeść przed chwilą lizaka, bo jego usta były słodkie i smakowały jak truskawka
- Dobrze skarbie, nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że przy mnie jesteś.
- I tak wyjeżdżam za niedługo do Long Beach.
- Dlaczego?
- Nie chcę wam przeszkadzać w trasie
- Śmieszna jesteś! Jedziesz z nami – Zacky poklepał mnie po ramieniu

Rok później, 28 luty

            Chyba zwariowałam. Brian zawrócił mi w głowie tak bardzo, że postanowiłam zrobić najbardziej zwariowaną rzecz na świecie, nie byłam pewna czy cały ten pomysł był dobrym rozwiązaniem, ale nie chciałam tracić czasu. Za godzinę mieliśmy lot do Irlandii, gdzie będziemy dopiero jutro rano.
- Zaraz się spóźnimy. Odkąd masz nową fryzurę muszę na ciebie czekać pół godziny dłużej niż zazwyczaj. Ruszaj tyłek! – krzyknęłam siedząc na walizkach
- W ogóle nie wiem co to za pomysł wyjeżdżać do Irlandii na wycieczkę. Normalni ludzie siedzą w domu na dupach
- Ale my nie jesteśmy normalni – złapałam się za czoło i westchnęłam – Ile jeszcze?
- Chwile
            Właśnie prawie spóźniliśmy się na samolot. Wiedziałam, że tak będzie, bo pan pożal się Boże piękniś musi idealnie ułożyć sobie fryzurę, którą i tak rozwaliłam jednym przeciągnięciem palców.
- Wiedziałam, że tak będzie
- O co ci chodzi, przecież jesteśmy w samolocie
- Następnym razem zamawiam ekipę i wynoszą cię z domu siłą. Nie będę się z tobą użerać
- Głuptas – zaśmiał się
- Frajer – walnęłam go w udo
- Mała małpa! – szturchnął mnie w ramię
- Koci cyc – uderzyłam go w krocze z pięści, ale nie z całej siły.
- Ał – pisnął i zwinął się w kulkę
- Wygrałam – rozsiadłam się wygodnie na fotelu i wzięłam gazetę do rąk
- Nie prawda – powiedział cienkim głosem
- Niee, wcale – co jak co, ale sarkazm miałam wrodzony
- Poczekaj aż wysiądziemy – wyszeptał

- Jaki hotel nam załatwiłaś?
Staliśmy w centrum Dublina i rozglądaliśmy się na wszystkie strony.
- Mam adres, ale nie to jest teraz najważniejsze. Musimy dotrzeć do jednego miejsca w przeciągu piętnastu minut, a jeżeli tego nie zrobimy będziemy mieli przesrane
- To na co czekasz?
            Tłukąc sie taksówkami, autobusami i podziemnymi przejściami dotarliśmy na miejsce.
Weszliśmy do „Nieziemskiego Ogrodu Marzeń” i usiedliśmy na ławce, która znajdowała się obok małego jeziorka. Cały ogród był strzeżony. Wciągnęłam mocno powietrze i zabrałam się do spełnienia „najbardziej zwariowanej rzeczy na świecie”.
- Brian – usiadłam mu na kolanach i pocałowałam w czubek głowy. Moje serce chyba jeszcze nigdy nie biło tak mocno jak teraz. – Może to co teraz zrobię wyda ci się dziwne, ale chcę żebyś wiedział, że mi na tobie zależy, że kocham cię całym sercem. Jak wiemy jest 29 luty, więc jest to jedyny czas, gdy ja mogę to zrobić – uklęknęłam przed nim i ujęłam jego dłoń. – Wyjdziesz za mnie? – uśmiechnęłam się i mocno zacisnęłam oczy. Poczułam tylko jak Brian wyrywa swoją rękę i wciąga mnie z powrotem na kolana.
- Nie musiałaś tego robić
- Ale chciałam, to znaczy chcę, bo jesteś dla mnie najważniejszy.
- Kocham cię i oczywiście, że za ciebie wyjdę. – zdjął mnie z kolan i klęknął przede mną, wyciągnął pudełeczko i wsunął pierścionek na moją dłoń. To były najbardziej zwariowane zaręczyny jakie mogłam sobie wyobrazić.


THE END









PS. Epilog będzie za jakiś czas. W nim będą przedstawione losy innych bohaterów.

3 komentarze:

  1. Koniec końców miłość zwycięża, a baba mądrzeje :) Słodka konkluzja, super zakończenie, ich naprawdę popapranych relacji L(

    OdpowiedzUsuń
  2. Demi poroniła??? OMG dlaczego????? :((((((((((((((
    E. mnie na początku tego rozdziału trochę wkurzała. No ma takiego kochanego Bri, a coś jej nie pasuje? Co on jej zrobił, poza tym, że ją kocha i oświadczył się (pomijam sposób w jaki to uczynił^^). Na szczęście poszła po rozum do głowy i wszystko skończyło się tak, jak powinno skończyć. Looooovvvveeeee foREVer <3333
    Zaskoczyłaś mnie z tymi oświadczynami E.^^ Kiedyś oglądałam film, w którym była mowa o tej irlandzkiej tradycji i fajnie, że sama ją tutaj wprowadziłaś.
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń