23 mar 2014

26. Tylko Ty


Brak snu = nowy odcinek


Ja na prawdę stoję w samej bieliźnie i wtulam głowę w mojego ukochanego? Czy to znowu jakiś popieprzony wytwór mojej wyobraźni? Teraz to już niczym się nie zdziwię, ale napawam się tą chwilą jakby świat miał się zaraz skończyć. Wreszcie poczułam jego zapach, otulają mnie jego silne ramiona, Boże jak ja kocham tego faceta. Nie mogę bez niego żyć. On odpędza wszystkie moje demony.
- Kocham cię – wyszeptał mi do ucha. Chciałam mu odpowiedzieć „ja ciebie też” ale nie może mi to przejść przez gardło. Może to i nawet lepiej. W odpowiedzi pocałowałam go w szyję i wzięłam ubrania od Demi, która stała w drzwiach i od dłuższego czasu bacznie się nam przyglądała, jakby chciała pilnować żebym go nie zabiła.
Dlaczego on tak na mnie działa? Każda pieprzona cząstka mojego ciała odmawia mi posłuszeństwa przy jego obecności. Nie chcę zawieść się na nim kolejny raz, nie wiem czy wybaczę mu ten występek, ale w końcu łatwo ulegam ludziom.
- Dziękuję – szepnęłam w stronę Demi i rzuciłam jej się w ramiona.
- Mnie nie okłamiesz. Jestem twoją przyjaciółką – wyszeptała do mojego ucha.
- I aniołem stróżem – złożyłam soczystego buziaka na jej policzku – Jedźmy już – stanęłam w drzwiach z walizką, którą w natychmiastowym tempie przejął Brian. Uśmiechnęłam się w jego stronę i wyszłam na świeże powietrze. W końcu. Czas, który spędziłam w szpitalu wydawał mi się być wiecznością.
- Emma, ja wiem, że to nie na miejscu, ale mam coś dla ciebie – Brian stanął przed samochodem i wyciągnął pięść w moją stronę. Wyciągnęłam rękę i poczułam coś zimnego i ciężkiego. Kluczyki?
- Co to jest? – uniosłam jedną brew
- Klucze do domu. Naszego domu – uśmiechnął się
- Brian – łzy napłynęły mi do oczu – Nie… - popatrzyłam na niego przepraszająco
- Daję ci wolną rękę. Zrobisz z nimi co będziesz chciała. – pogłaskał mnie po policzku. Gwałtownie cofnęłam głowę i poczułam jak łza opada mi na policzek. Wytarłam ją szybkim ruchem dłoni i włożyłam klucze do kieszeni bluzy. Byłam przeciwna tej idei, ale może wszystko jeszcze jakoś się ułoży. Nie chcę na razie, żeby ktokolwiek ingerował w moje życie.  

Przyjechaliśmy do domu. Stanęłam w drzwiach i poczułam zapach normalnego jedzenia.
- Emma, możemy porozmawiać? – spytał Brian wchodząc do domu. Położył walizki na podłodze i wyciągnął rękę w moją stronę. Popatrzyłam na Demi, która swoim wzrokiem zachęcała mnie do pójścia z Brianem.
- O czym chcesz ze mną rozmawiać? – wypaliłam sucho siadając na łóżku w sypialni.
- Wiem, że może pomysł ze wspólnym mieszkaniem był zbyt odważnym posunięciem, ale potrzebowałem się stąd wyrwać. Nie chcę siedzieć rodzicom na głowie
- Brian, ja mam dwadzieścia lat – nie wiem czemu to powiedziałam
- Zdaję sobie z tego sprawę – popatrzył na mnie ze smutkiem w oczach – Emma …
- Po co to zrobiłeś? – przerwałam mu
- Ty nie wiesz jak to jest. Jak ktoś krzywdzi najważniejszą osobę w twoim życiu. Wiem, że moje ręce zabrudzone są krwią, ale przynajmniej mam świadomość, że zrobiłem to co chciałem. Obiecałem sobie, że go zabiję. Skrzywdził cię, cierpisz, przez niego nasz związek prawie się rozleciał.
- Brian, on się rozleciał – położyłam nacisk na ostatnie słowo. Popatrzył na mnie takim wzrokiem, który rozbił moje serce na milion kawałeczków. Było w nich tyle bólu, strachu i żalu. Zamknęłam oczy i poczułam jak łzy zlatują po moich gorących policzkach.
- Kocham cię – ruszył niemo ustami
- Przestań – odwróciłam wzrok i zakryłam sobie uszy. Oparłam łokcie na kolanach .
- Nie przeżyję – ugryzłam się w język, żeby przypadkiem nie powiedzieć mu jak bardzo go kocham. Dotknął mnie zimną ręką w policzek i kciukiem zatoczył kółko.
- Po co odstawiasz tą szopkę? Po co mówisz, że mnie kochasz skoro z pewnością tak nie jest. Jesteś zimnym draniem, nienawidzę kłamstwa. Zniosłabym najgorszą prawdę! Od czasu kiedy powiedziałeś, że mnie nie kochasz staram się o tobie nie myśleć. Pogodzić się z tą wiadomością. Czego ja od ciebie oczekiwałam? Miłości? Dobre sobie! – wstałam gwałtownie i wplotłam sobie palce we włosy. Kogo on chce oszukać?.
Po chwili słowa, które skierowałam w jego stronę otrzeźwiły mój umysł. Wyszłam z pokoju i poszłam w stronę starej sypialni Briana. Kurwa, Emma co ty robisz?. Położyłam się na łóżku i starałam się uspokoić. Gdy emocje opadły wstałam i poszłam do pokoju w którym znajdował się Brian. Zobaczyłam, że siedzi skulony na podłodze i szczypie się w ramię.
- Brian to nie jest sen – podeszłam do niego i złapałam go za rękę. Popatrzył na mnie swoimi czekoladowymi zapłakanymi oczami i wtedy coś we mnie pękło. On cierpi, a ja jeszcze bardziej pogłębiam to uczucie. Zacisnęłam szczękę, bo poczułam jak łzy cisną mi się do oczu. Klęknęłam przed nim i ujęłam go pod brodę. Złożyłam na jego ustach czuły pocałunek, w który włożyłam całą moją miłość, całe uczucie, którym go darzyłam. Poczułam smak jego słonych łez.
- Powiedz, że to nie prawda. Powiedz, że to wszystko tylko mi się przyśniło – oderwałam się od jego ust i ujęłam jego twarz w dłonie.
- Emma, kocham cię jak wariat, rozumiesz? Usłyszałem, że ktoś cię zgwałcił to poczułem się jak śmieć, poczułem się jakbym to ja wszystkiemu zawinił. Nie docierało to do mnie. Byłem pijany i …
- Cii – przyłożyłam mu palec do ust – Nigdy więcej. Kocham cię, rozumiesz? – nie uzyskałam odpowiedzi. Zobaczyłam tylko jak kąciki jego ust delikatnie się unoszą, a smutek w jego oczach przemienia się w radość.
- Chcę spróbować jeszcze raz. Tym razem będę starał się być jak najlepszy – przytulił się mocno do mojej piersi
- Nie chcę, żebyś starał się być jak najlepszy. Chcę żebyś był taki jaki jesteś. Nie zmieniaj się dla mnie. – pogłaskałam go po policzku i usiadłam między jego nogami.
- Jesteś moim słoneczkiem – przytulił mnie
- Dziękuję – wtuliłam się do jego piersi
- Za co?
Nie odezwałam się.
- Za co mi dziękujesz? – ponowił swoje pytanie
- Za to, że jesteś i że z miłości przyczyniłeś się tak okrutnego czynu
- Dla ciebie mógłbym nawet sobie odebrać życie – pogładził mnie po włosach.
- Nie pozwolę ci na to – weszłam na łóżko i wtuliłam się w pościel. Poczułam jak materac obok mnie się załamuje, więc Brian poszedł w moje ślady. Wtulił się do mnie i po chwili poczułam jak jego oddech zwolnił i miarowo otulał mój kark. Po chwili i ja zasnęłam.

Zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i moim oczom ukazał się Jack z bukietem róż.
- Witaj w domu – pocałował mnie w policzek i wręczył mi kwiaty. Wstawiłam go do wazonu i nalałam soku do szklanek.
- Opiekujesz się mamą? – popatrzyłam na niego upijając łyk soku.
- Nie przyszedłem tutaj żeby rozmawiać o mojej mamie. Emma, od samego początku mi się podobasz. Teraz wiem, że mam swoją szansę i ją wykorzystam – odłożył szklankę i wpił siew moje usta. Zaczęłam protestować i chciałam się mu wyrwać, ale był silniejszy.
- Jack! Przestań! – krzyknęłam
- Emma, jesteś taka cudowna – pocałował mnie w szyję
- Przestań! – próbowałam go odepchnąć.
- Jesteś taka cudowna – zaczął ściągać moją bluzkę. Napierał na mnie swoim nabrzmiałym kutasem. Nie było to przyjemne. Starałam się wyrwać, ale przytwierdził mnie do kanapy całym swoim ciałem.
- Brian! – krzyknęłam, ale nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Cholera gdzie on jest?
- Cichutko maleńka, teraz jesteś w dobrych rękach – włożył rękę do moich majtek, a ja mocno zacisnęłam oczy. Otworzyłam je po sekundzie, ale nie znajdowałam się na kanapie w salonie tylko w łóżku w sypialni. Było ciemno. Było mi ciężko. Kurwa znowu się zaczyna? Jakieś popieprzone sny, które nie są mile widziane. Cholera czemu mi tak ciężko!?. Poczułam jak ktoś mocno wypuścił powietrze prosto w moją twarz. Brian!
- Złaź – szturchnęłam go łokciem. – Złaź mówię – próbowałam go odepchnąć.
- Jeszcze chwila – wymamrotał.
- Nie ma chwila. Duszę się – wciągnęłam mocno powietrze
- Emma, przepraszam – ocknął się
- Ważysz tonę – odwróciłam się plecami do niego i udałam obrażoną. Pocałował mnie w policzek i zdjął mi spodnie. Sam leżał już w samych bokserkach i nakrył nas kołdrą.





20 mar 2014

25. To chyba jakieś żarty

- Dzień dobry, jak się pani czuje? – do mojej sali weszła  pielęgniarka trzymając tacę na której znajdowały się leki i jakaś obrzydliwa owsianka.
- Lepiej, w końcu dzisiaj jest dzień, w którym stąd wychodzę – uśmiechnęłam się sztucznie. W końcu wyrwę się z tego wariatkowa. Jeszcze tylko dzisiaj czeka mnie wizyta jakiegoś terapeuty.
- O godzinie jedenastej ma pani wizytę, więc proszę zjeść śniadanie i połknąć leki. Poczułam się jak małe dziecko. Zjadłam glutowatą papkę, a właściwie nie zjadłam tylko wylałam przez okno i połknęłam stos leków.

Wzięłam prysznic i ubrałam świeżą bieliznę.
- Kurwa, co to jest?! – krzyknęłam na całą łazienkę widząc potargane czerwone majtki całe w białej substancji, która najwyraźniej już zaschnęła. Czy to są te majtki, które…?. No kurwa, przecież je wyrzuciłam, to co one robiły w mojej walizce?. Odetchnęłam głęboko, bo w jednej sekundzie wszystkie zdarzenia sprzed miesiąca przeleciały przez moją głowę. Kurwa!. Usiadłam na podłodze, a właściwie zsunęłam się po ścianie  i bezsilnie przycupnęłam na zimne płytki. Dlaczego teraz? Myślałam, że mam to za sobą, że wszystkie te zdarzenia już nigdy do mnie nie powrócą, a one jak na złość przybyły ze zdwojoną siłą. Czułam na sobie nieprzyjemny chłód, który bił od kafelek, skuliłam się i zaczęłam płakać. Siedziałam w łazience. Nago. Otulała mnie wielka rozpacz. Cały czas w mojej głowie krążyły obrazy, głosy i szydercze śmiechy, tamta noc była teraz ze mną. Widziałam wszystko przed oczami. Wszystko wydawało się takie realne.

- Proszę pani? – z mojej pojebanej wyobraźni wyrwał mnie kobiecy głos. Uniosłam głowę i zobaczyłam elegancką kobietę, która w jednej ręce trzyma notes, a drugą wyciąga w moją stronę. – Nazywam się Katherine McCartney i jestem psychologiem.
O. Kurwa. Mać. Terapeutka stoi nade mną, a ja siedzę skulona w łazience i w dodatku jestem cała goła.
- Mogłaby mi pani podać szlafrok? Czuję się niezręcznie – wypaliłam sucho, chyba zauważyłam na jej ustach lekki uśmiech. Podała mi szlafrok, którym jak najprędzej się owinęłam. – Z tego wszystkiego się nie przedstawiłam. Jestem Emma Stone – podałam jej rękę.
- Słyszałam Emmo, że jesteś ofiarą dość intymnego i brutalnego zdarzenia.
Wybuchnęłam płaczem. Nie wiem co się ze mną stało, ale coś we mnie pękło. Najwyżej już przestałam udawać twardzielkę i znowu zamieniłam się w kruchą Emmę.
- Ja… ja po prostu… nie wiem co się stało. – wydukałam. – Nigdy tak na to nie reagowałam – mocno wciągnęłam powietrze. Nie umiałam powstrzymać łez i lamentu. Dziwnie się czułam płacząc przy zupełnie nieznanej mi osobie, ale mówiłam sobie, że jest tutaj po to, żeby mi pomóc.
- Może opowiedz mi wszystko. Wypłacz się, wygadaj, a potem poradzimy coś na to. – otarła mi łzy. Wreszcie poczułam się w centrum uwagi, że ktoś chce mi pomóc, wysłuchać tego co mam do powiedzenia, a gest który wykonała bardzo mnie rozczulił. Opowiedziałam jej całe zdarzenie, którego byłam uczestniczką, a jak zerkałam na nią co jakiś czas ta pilnie słuchała i od czasu do czasu notowała moje słowa w notesie.  Opowiedziałam jej także o całej sytuacji z Brianem, w jakich relacjach teraz z nim jestem.
- Słuchaj, wiem, że to co teraz ci powiem może wydawać ci się śmieszne, ale i tak znosisz to zupełnie inaczej niż inne moje klientki. Twoja dzisiejsza reakcja wcale mnie nie zdziwiła. Żadnej kobiecie nie jest łatwo pogodzić się z tym, że jej ciało, przestrzeń intymna i osobista zostały naruszone. W tym momencie najważniejsze dla ciebie jest to, żebyś przebywała jak najwięcej w gronie ludzi, żebyś miała się komu wygadać, a przede wszystkim żebyś nie zrobiła sobie krzywdy. Wiesz jak łatwo popełnić samobójstwo będąc w takim stanie? Dzięki śpiączce – popatrzyłam na nią krzywo – Tak, tak. To dzięki śpiączce znosisz to w dość lekki sposób. Twoja pamięć została częściowo wymazana i nie odczuwasz tego tak drastycznie.
Co ona pierdoli? Jak nie odczuwam tego drastycznie? Z to co było w łazience? To mi siadło na psychikę, myślałam, że dam sobie z tym rade. Od razu po przebudzeniu podchodziłam do tego pełna apatii, było mi to obojętne, ale z każdym dniem zdawałam sobie sprawę co tak naprawdę się ze mną stało.
- Zaraz, zaraz, ale co to znaczy „znoszę to w dość lekki sposób”? – zapytałam pełna oburzenia. Buzowało we mnie. Miałam ochotę coś rozwalić. Zaraz wezmę ten jej notes i wypieprzę go przez okno.
- To co działo się z tobą dzisiaj rano było tylko połową tego co sie dzieje z kobietami po gwałcie. – odpowiedziała łagodnie.  Trochę mnie uspokoiła, ale nie mogłam uwierzyć, że może być gorzej. W duszy zaczęłam dziękować za takie szczęście jakim była śpiączka.
- A co jeśli to wszystko się nasili? Co jeśli skończę w wariatkowie, albo więzieniu, bo zabiję jakiegoś człowieka? – to ostatnie wydawało mi się absurdem, ale kto wie co może się wydarzyć.
Zaśmiała się. Ty się kurwa nie śmiej tylko mi odpowiedz, bo ja jestem przerażona.
- Nie zdarzyło się tak, że ofiara chciała kogoś zabić – wyjaśniła. Faktycznie czuje się jak ofiara. Ofiara losu oczywiście, bo co jak co ale chce wyrwać jaja tym chujom, ale nie mogę.
- Ale za to siebie chciała zabić – wymamrotałam. Niech ona sobie już idzie. Chce zostać sama i wypłakać siew poduszkę, bo ona rozumiała mnie najlepiej.
- Może warto wrócić do swojego partnera? – tak, namawiaj mnie żebym wróciła do tego dupka. Na pewno cię posłucham.
- A może nie? Powiedział, że mnie nie kocha, że mam spierdalać z jego życia – oburzyłam się. Widziałam, że na jej twarzy maluje się grymas.
- Z tego co wiem, to powiedział to w stanie upojenia alkoholowego
- W jakim stanie by nie był to powiedział. Czasu nie cofnie. – założyłam ręce pod piersi i popatrzyłam na drzwi. Ukazała się w nich Demi i o ile się nie mylę trzymała wielką czekoladę.
- On na pewno pomógłby ci w przejściu przez stan depresji – idź stąd głupia babo, ja chcę czekoladę. Wyciągnęłam szyję jak surykatka i pomachałam przyjaciółce. Chyba Kate zaczaiła o co biega i w końcu się ze mną pożegnała i dała mi wizytówkę, którą potargałam jak tylko wyszła za drzwi.
Wstałam z łóżka i pędem podbiegłam do Demi. Przytuliłam ją z całej siły.
- Przepraszam, wiesz jak mi ciebie brakowało? Będziesz mamusią. Będę ci pomagać przy bachorze – zaśmiałam się. O Boże! Ja się zaśmiałam! Poczułam się tak cudownie, bo w końcu mój anioł stróż mnie odwiedził z wielką tabliczką czekolady.
- Byłam u Zackiego. Powiedziałam mu o tym, że jestem w ciąży. – popatrzyłam na nią i rozdziawiłam buzię jak najszerzej potrafię.
- Chodźmy do sali, usiądziemy i pogadamy na spokojnie. – wzięłam ją za rękę i posadziłam na łóżko. Otworzyłyśmy czekoladę i zaczęłyśmy wsuwać.
- Co powiedział? – zapytałam wpychając sobie którąś z rzędu kostkę do ust.
- Że się nie spodziewał. Prawie zemdlał – zachichotała
- No ale co z Nelly? Jesteście razem? Będzie wychowywał dziecko? Kocha cie? Kiedy ślub? – nakręciłam się. Wszystko przez tą czekoladę.
- Emma, przystopuj z tym – powiedziała i wyrwała mi kostkę z ręki. Zajęczałam głośno.
- Oddawaj – wygięłam usta w podkówkę
- Nie. Zjadłaś prawie całą. A wracając do tego to nie chciałam, żeby przeze mnie rozstawał się z Nelly.
- Oni są razem? – krzyknęłam i gwałtownie wstałam
- Usiądź, kurwa, próbuje ci coś powiedzieć, a ty zachowujesz się jak wariatka.
- To mów, a nie owijasz w bawełnę, wiesz jak ja tego nienawidzę!
- Poszłam do niego i powiedziałam mu o dziecku – wzięłam kostkę czekolady i szybko wsadziłam sobie do ust. Poparzyła na mnie z zażenowaniem – Potem mu powiedziałam, że nie chcę żeby przeze mnie ich związek się rozlatywał, bo niedawno przecież się zaczął. Dałam mu wolną rękę i wybrał życie z Nelly. Ja sobie poradzę. Obiecał, że będzie się zajmował dzieckiem i że nie zostawi mnie gdy będę w potrzebie.
- To bardzo miłe z jego strony – uśmiechnęłam się.
- Kochanie, przyjechałam po ciebie, bo jedziemy do domku – złapała mnie za rękę
- Jestem spakowana, muszę się tylko przebrać
- To biegusiem – posłała mu buziaka. Jakie to urocze.
- Demi – stanęłam w drzwiach od łazienki – Ja nie mogę jechać do ciebie do domu – odezwałam się po chwili
- Brian? – nie odpowiedziałam, skinęłam twierdząco głową – Boże Emma przestań być taka. To jest nadal twój partner
- Kurwa nie chce tego słuchać! – zatkałam sobie uszy. Bolało mnie to jak ktoś nazywał go moim partnerem. Gdy przywoływałam wspomnienia z nim od razu wszystko schodziło do jego słów, które wypowiadał po pijaku. – On jest pieprzoną świnią. Nienawidzę go. – skłamałam.
- Ale z ciebie świnia i w dodatku kłamiesz – oburzyła się. Oj, chyba faktycznie przegięłam. Przecież to jej brat. Ale w końcu sama wyzywa go czasem od najgorszych.
- Nie kłamię! – rozpłakałam się. Nie mam siły, wszystko mnie przytłacza. – Dobra kurwa! Chce do Briana, chcę się z nim kochać! Nie, nawet nie! Chcę się z nim pieprzyć! – krzyknęłam trzasnęłam drzwiami od łazienki. Chyba ją zamurowało. I dobrze.
- Emma? – co znowu …
- Czego chcesz? – miałam wielką gulę w gardle.
- To prawda?
- Nie, kurwa. Zmyśliłam to, żeby się z ciebie ponabijać
- Chcesz z nim uprawiać seks jak jesteś po …
- Zamknij się! Nie wypowiadaj tego słowa! – przerwałam jej.
- Chcesz? – zapytała, a ja właśnie teraz zastanowiłam się nad tym czego pragnę. Pragnę przytulić się do Briana, chce poczuć jego silne ramiona. Nie jego kutasa. O dziwo.
- Nie – pociągnęłam nosem
- Otwórz. Chcę cię przytulić – otworzyłam drzwi i w samej bieliźnie przytuliłam ją z całej siły.
- Kocham cię. – wyszeptałam
- Ja ciebie też – usłyszałam. – Powiedz mi czego pragniesz. Tylko mów prawdę. Jestem twoją przyjaciółką.
- Rozbeczę się jak ci to powiem
- Mów. Jestem tu od tego, żeby cię pocieszyć
- Briana, pragnę go. Jego dotyku, czułych słów, ciepła i miłości. Kocham go z całego serca. Jest dupkiem, ale chcę – wybuchnęłam płaczem – chcę go teraz przy sobie.
- Poczekaj, przyniosę ci coś do ubrania. – pocałowała mnie w czoło i wyszła z łazienki. Usiadłam na toalecie i schowałam twarz w dłonie.
- Emma? – usłyszałam męski głos. Brian?
- Brian? – zapytałam podnosząc głowę – Brian! – krzyknęłam i wybuchnęłam spazmatycznym płaczem.
- Maleńka, co ja zrobiłem – serce chciało mi wyskoczyć z piersi. On tu jest. On tu naprawdę jest!. Nie, Emma, uspokój się. Nie daj się zwieść. Uklęknął przede mną i pogłaskał mnie. Zadrżałam. Zrób to jeszcze raz, proszę. Uniósł moją głowę i popatrzył w moje zapłakane oczy. Było we mnie tyle sprzecznych emocji, ale je wszystkie przeważała świadomość, że on tutaj jest, że trzyma moją brodę.
- Wyrwałeś mi serce z piersi, pokroiłeś je na kawałeczki i włożyłeś z powrotem. – urwałam listek papieru i otarłam łzy.
- Boże. Tak dawno ich nie widziałem. – cały czas patrzył w moje oczy. – Jak mogłem być takim dupkiem. Emma, kocham cię. Rozumiesz? Kocham jak wariat. Nie umiem bez ciebie żyć.
- Brian ja w to nie uwierzę – odepchnęłam jego rękę. Po co ja to zrobiłam? Idiotka!
- Wiem, wiem, że zachowałem się jak niepoważny dupek, kretyn. Wiem. Jestem świadomy swoich czynów.
- Kurwa Brian, co ty zrobiłeś? – popatrzyłam na jego blizny na nadgarstkach i całych przedramionach. Nie to nie możliwe, że mój sen powoli będzie się sprawdzał.
- Nie każ mi tego tłumaczyć – łza popłynęła z jego oka. Zacisnęłam zęby, żeby przypadkiem go nie przytulić. Zachowywałam się jak zimna suka, ale on zachował się tak samo wobec mnie. Tylko przypadkiem niech się ze mną nie zaręcza w szpitalnym kiblu. Ja na toalecie, a on na podłodze.
- Wiesz jak ja cierpiałam? Cierpię dalej. Niedawno do mnie dotarło, że tak naprawdę kilku facetów nieźle zabawiło się moim kosztem.
- Emma ja go zabiłem – moje serce stanęło.
- Co? Kogo? Brian?
- Gabe’a – łzy napłynęły mu do oczu, mnie tak samo.
- Kurwa mać ty jesteś świadomy, że możesz iść do pierdla?! – krzyknęłam. Byłam wściekła, a zarazem miałam ogromną ochotę mu podziękować.
- Emma ja to wiedziałem zanim to zrobiłem. – powiedział spokojnym tonem. Coś zaczęło świtać w mojej głowie.
- Kaucja? – zacisnęłam pięści. Czułam, że zaraz coś rozwalę. Nie odpowiedział. Skinął głową.
- Kurwa! – warknęłam. Boże jak ja go kocham. Nie wytrzymałam. Rozkleiłam się na dobre. Podeszłam do niego i przytuliłam go mocno. Z całej siły jaką dałam radę z siebie wycisnąć. Pocałował mnie w czubek głowy.
- Teraz jesteś bezpieczna, mała – przytulił mnie do swojej piersi.

- Bezpieczna – powtórzyłam. 

17 mar 2014

Dodatek

Wbijajcie na nowego bloga, za niedługo pojawi się prolog.


Z tym blogiem mam zastój, pustka w głowie i takie tam.

Zapraszam, Dorota.




15 mar 2014

24. Prawda.



Ze względu na stan mojego zdrowia dodaję krótki odcinek, ale może w środku tygodnia pojawi się kolejny :) 

- Ty jesteś nienormalny czy nierozumny?
- O co ci chodzi?
- O co mi chodzi? Po co to zrobiłeś?
- Zasłużyła sobie
- Czym do cholery? 



Niedawno zwymiotowałam na kapcie szpitalne, ale nie jest mi ich szkoda, bo i tak ich nie lubiłam, jestem przykładem chodzącej śmierci, nie jem praktycznie nic, bo szpitalne jedzenie smakuje jak podeszwa gumiaka. Jutro powinnam zostać wypuszczona z tego wariatkowa, ale kto wie co im jeszcze strzeli do głowy i jakie badania będą chcieli mi zrobić. Powoli zaczynam czuć się jak ich królik doświadczalny. Ilość leków jaką tutaj dostaje jest nieprawdopodobnie wielka i czuję się jakby stały się częścią mojego pożywienia.

- Dzień dobry, jak się spało? – do mojej sali weszła uśmiechnięta pielęgniarka i nie kwapiąc się podała mi mój stos leków, które łyknęłam na dwa razy i popiłam obrzydliwą wodą z kranu.
- Nie najgorzej – odburknęłam – Aczkolwiek mogłoby być lepiej.
- Czekają panią jeszcze badania usg, jesteśmy trochę zaniepokojeni pani stanem zdrowia, tylko proszę niczym się nie przejmować – odwróciła się na pięcie i wyszła, nie zdziwiłam się jej postawie, bo odkąd jestem przytomna nie spotkałam tutaj żadnej miłej pielęgniarki.

Ale zaraz, cholera, ona powiedziała, że badania usg? – starałam się przywołać stare wydarzenia – Nie, to jest niemożliwe, przecież zabezpieczałam się z Brianem, chyba, że … - wymazałam te myśli z mojej głowy, to nie może być prawdziwe. Jak najszybciej wzięłam garść drobnych i poleciałam do budki telefonicznej, która znajdowała się na korytarzu. Wykręciłam tak dobrze znany mi numer i za każdym sygnałem coraz bardzie się niepokoiłam.

- Halo? – usłyszałam
- Demi, szybko przyjedź do mnie, potrzebuję twojej pomocy, przy okazji podjedź do apteki i kup mi ze trzy testy ciążowe.  – wyszeptałam. Nie chciałam, żeby nasza rozmowa odbywała się przy świadkach, bo nie ukrywam, ale był to dla mnie dość krępujący temat.
- Em, co się dzieje?
- Przyjedziesz to wszystko ci opowiem – powiedziałam szybko i odłożyłam słuchawkę.

Wróciłam do swojej sali, nie minęło pięć minut, a Demi była już u mnie. Musiała chyba czekać na odzew ode mnie pod szpitalem, bo to jest niemożliwe, że z domu przyjechała tak szybko.

-Em, mów szybko co się dzieje! – krzyknęła w progu. Rzuciła mi się na szyję i podała pakunek z trzema opakowaniami testów.
- Właśnie nie wiem co się dzieje, muszę jak najszybciej się dowiedzieć o co tu chodzi. Dzisiaj przyszła do mnie pielęgniarka i powiedziała, że muszę iść na usg, bo martwią się moim stanem zdrowia.
 - Chodź – pociągnęła mnie za rękę i ruszyłyśmy w stronę łazienki.

- Demi ja się boję, zrób go ze mną
- Boże, ty jesteś ułomna. – pokręciła głową i wyrwała mi jedno z opakowań z testem. Wypakowała wszystko i zaczęła czytać instrukcję. Poszłam w jej ślady.
Po dziesięciu minutach testy były zrobione, zostało tylko poczekać chwilę i poznać bolesną prawdę.

- Co jak się okaże, że będę w ciąży? – zapytałam mocno ściskając instrukcję.
- Będziesz szczęśliwą matką, a tak przy okazji, Brian się odzywał?
Prychnęłam, ale tak naprawdę w duchu nieprawdopodobnie mocno odczuwałam brak jego obecności. Brakowało mi jego czekoladowych oczu, subtelnego głosu, pięknego, mocnego zapachu, a prze wszystkim delikatnego dotyku, którego tak bardzo kochałam.
- Nie. I z pewnością ma mnie głęboko w dupie
- To dlaczego całymi dniami nie wychodzi z pokoju? Nie wychodzi z chłopakami na próby? Emma, on ma dwadzieścia osiem lat, a zachowuje się jak dziesięciolatek.
- Sam mi powiedział, że mnie nie kocha, to co ja mam zrobić? Paść u jego stóp? Nie mam zamiaru, chcę żyć pełnią życia. Już raz wystarczająco mocno mnie skrzywdzono, a za to co odwalił może obwiniać wyłącznie siebie.
- Ale on był pijany jak to powiedział!
- Demi, to mnie nie obchodzi. Powiedział to powiedział. – odetchnęłam głęboko, bo wolałam nie przywoływać  związanych z nim myśli.
- Emma, masz jedną kreskę, a ja mam dwie. Któraś z nas jest w ciąży. Teraz to nawet ja się boje.
- Co oznacza jedna kreska?! Dawaj mi to – wyrwałam jej instrukcję i ze zdenerwowaniem zaczęłam przeglądać rysunki.
- Tu! Popatrz – wskazała palcem obrazek.
- Jedna kreska, wynik negatywny. Dwie kreski, pozytywny – popatrzyłam na Demi z oczami wielkości jabłek.
- Kurwa, kurwa, kurwa – zakryła sobie twarz dłońmi.
- Demi o czym ja nie wiem? Przecież ostatni raz był z …
- Zacharym – dokończyła
- Ale to było cztery miesiące temu
- To było dwa dni temu – zobaczyłam, że na jej twarzy maluje się grymas.
- Co? Jakie dwa dni temu?! Demi! – potrząsnęłam ją za barki
- Dwa dni temu. Ja i Zacky. Uprawialiśmy seks – rzuciła testem o ścianę.
- Ty jesteś niepoważna? On wyrządził ci krzywdę, a ty przyjmujesz go z otartymi ramionami?
- Nie rozumiesz tego.  Ja go kocham.
- Myślałam, że jesteś bardziej rozsądna, chyba się myliłam. – podniosłam test z posadzki i wyszłam z łazienki zostawiając Demi samą.
- Dlaczego mnie zostawiłaś? – zapytała wchodząc do mojego pokoju.
- Co ty w ogóle robisz? Nie myślałam, że kiedyś dasz się tak omotać facetowi.
- Przez cały miesiąc, gdy byłaś w śpiączce ja i on codziennie się spotykaliśmy, wytłumaczyliśmy sobie wszystko i teraz między nami jest już dobrze. Ciążę usunę, nie chcę siedzieć mu na głowie.
- Zdurniałaś do reszty? Urodzisz to dziecko, a Zacky i tak się o nim dowie.
- Nie mów mu – złapała mnie za rękę  i ścisnęła
- To jest jego dziecko! Ma prawo o tym wiedzieć.
- To ja powiem Brianowi, że za nim tęsknisz i chcesz żeby był przy tobie
- Nie chcę – skłamałam. – Demi przestań zachowywać się jak małe dziecko.
- To ty przestań na mnie wymuszać
- Ja tylko chce żeby Zacky dowidział się, że jest ojcem.
- To mu powiedz. Ja nie mam zamiaru.
- A żebyś wiedziała, że powiem.
- Super – wstała z łóżka i wyszła z sali trzaskając drzwiami.

Zmartwiłam się, bo wiem, że Demi jest nieobliczalna i może zrobić coś głupiego. Z drugiej strony cieszyłam się że nie jestem w ciąży. Jak ja spojrzałabym Brianowi w oczy? Zapadłabym się pod ziemię. Z resztą nie wiem czy w ogóle kiedykolwiek chcę spojrzeć mu w oczy, nie po tym co mi zrobił. Uczucie, którym go darzyłam delikatnie przygasało, ale nie zapowiadało się, że szybko zniknie. Wzięłam chusteczkę i otarłam oczy. Nie zauważyłam nawet kiedy łzy zaczęły napływać mi do oczu.
Kogo ja oszukiwałam? Oczywiście, że chciałam, żeby Bri był przy mnie, żeby dawał mi swoją miłość.

- Emma? – z moich rozmyślań wyrwał mnie męski głos. Odwróciłam się w stronę drzwi i ujrzałam Jacka.
- Jack! Stęskniłam się! – rzuciłam się mu na szyję.
Szybko zilustrowałam jego ubiór i stwierdziłam, że nic nie podnieca mnie tak bardzo jak garnitur i czarna koszula wpuszczona w spodnie, bosko, czułam się w raju. Miałam ochotę pożreć jego idealnie zbudowane ciało.



- Mam coś dla ciebie – pocałował mnie w policzek i wręczył mi pudełko moich ulubionych maślanych ciastek.
- Jesteś cudowny – musiałam wyglądać komicznie, bo przeskakiwałam z nogi na nogę przyciskając pudełko do piersi.
- Cudowny może nie, ale lubię cię uszczęśliwiać.
Na prawdę? To tacy faceci jeszcze istnieją? Chyba jestem w raju, albo to znowu mi się śni.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się i wtuliłam się do jego piersi. Odchylił dwoma palcami moją brodę i popatrzył mi się prosto w oczy. Moje serce chciało wyskoczyć mi z piersi, ale stałam dzielnie i starałam się utrzymać na nogach. Zagłębił palce w moje włosy i musnął moje usta. Był taki subtelny, jego wargi były miękkie i gorące. Zesztywniałam. Oderwał się od mnie i popatrzył na mnie przepraszająco. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale przylgnęłam do jego warg i delikatnie go ugryzłam.
- Ał, Emma, to boli – oderwał się gwałtownie.
A więc nie każdy facet jest tak odporny jak Brian. Jego mogłam gryźć do woli, a ten nawet by nie pisnął. Przestań o nim myśleć skarciłam się w myślach. Dlaczego chociaż raz nie mogę cieszyć się chwilą? Cały czas on siedział mi w głowie.
- Przepraszam – powiedziałam pół głosem.
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Chciałam. – zerknęłam na jego usta.
Chyba odebrał to jako zaproszenie, bo natychmiastowym ruchem przyciągnął mnie do siebie i pocałował z dziką namiętnością. Przejechał językiem po moich wargach co mnie przeraziło. Oderwałam się od niego i usiadłam na łóżku.
- Jack, nie mogę – wyszeptałam
- Rozumiem – kąciki jego ust lekko się podniosły.
Byłam mu wdzięczna za jego wyrozumiałość. Tym jednym słowem zyskał moje zaufanie, wiedziałam, że on stara się o moje szczęście.
- Odszedłeś z zespołu?
- Nie miałem innego wyboru. Nie dałbym rady koncertować, moja mama jest chora, potrzebuje opieki.
- Przykro mi – złapałam go za dłoń
- Ale bardzo się cieszę, że byłem w tym zespole przez miesiąc. Inaczej nie poznałbym ciebie.
Uśmiechnęłam się. Nie umiałam mu odpowiedzieć, zdążyłam zauważyć, że każdy temat sprowadza do jednego. Do mnie.
- Jak ci się układa z Hanerem?
- Nijak. Nie był u mnie odkąd się obudziłam. Nie chcę go widzieć.
- Nie opowiadaj bzdur. Na pewno chcesz go zobaczyć.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Bystry, przystojny, elegancki, inteligentny. Gdzieś ty się podziewał?
- Dlaczego tak sądzisz? – nie chciałam sie przyznać, wolałam usłyszeć jego wersję.
- Kochasz go. To widać, gdy żyjecie w zgodzie jesteś zupełnie inna. Szczęśliwsza, pełna życia. Wszystko układałaś pod niego, tworzyliście idealny związek, ale pojawiłem się ja i wszystko się zepsuło. Po prostu chciałem mieć cię tylko dla siebie, ale wyszło gorzej niż myślałem. Ten gwałt, śpiączka. To wszystko mnie przerasta, ciebie z pewnością też. Daj mu jeszcze jedną szansę.
- Jack, on powiedział, że mnie nie kocha. Te słowa zraniły mnie bardziej niż jakiekolwiek inne. Jakbyś się czuł jakby osoba, którą kochasz najbardziej na świecie powiedziała ci takie słowa? Postaw się w mojej sytuacji.
- Ja chcę tylko pomóc, nie chcę bardziej mieszać. Chyba powinienem już iść
- Nie, zostajesz tutaj. Nie mieszasz się, pomagasz mi teraz, nie siedzę sama. Demi dzisiaj się na mnie obraziła, a ja nie mogę nic z tym zrobić. Chociaż ty przy mnie zostań.
- Dobrze, zostanę.
- Dziękuję.

10 mar 2014

23. Sen?!

Emma, Emma kocham cię

-Nelly, ocknij się – wołał Zacky
-Ona jest w szoku, zaraz odzyska przytomność – zaśmiał się Brian

Kocham Cię, kochanie wróć do mnie. Słyszysz mnie? Daj mi jakiś znak. Jesteś silna, daj mi w końcu znak, że przy mnie jesteś.

-Co jest w ZV takiego, że każda fanka na jego widok mdleje? - zaśmiał się Johnny
-Ma fajną dupcię – Brian złapał Zackiego za tyłek
-I śliczne oczy – Emma pokiwała głową
-I fajnie gra na gitarze – Matt im wtórował
-Ej, bo się zarumienięZacky założył ręce za siebie.

Proszę, nie zostawiaj mnie. Już tak długo tutaj leżysz. Daj mi jakiś znak. Emma!

-Ej ona chyba się cuci. - Zacky pochylił się nad dziewczyną.
-Pocałuj ją to zemdleje trzeci raz – Matt zachichotał
-Te, panie zabawny, może byś przyniósł wody? - Zacky wywrócił oczami
-Dobra romantyku, zaraz będzie – Matt odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę ubikacji.
-Nelly, słyszysz mnie? - Zacky złapał ją za dłoń
-Chyba tak – powiedziała słabym głosem.

Emma, powiedz to jeszcze raz! Słyszysz mnie? Błagam!

-Emma, co ci się dzieje? - zapytał Brian stając przed nią.
-Tak słyszę cię – odpowiedziała

Emma, kochanie! Boże obudziłaś się, kocham cię, byłem przy tobie cały czas. Kochanie otwórz oczy. Proszę.
-Brian? - zapytała osłabiona
-Tak, jestem przy tobie – poczuła kroplę na dłoni.
-Gdzie ja jestem? - zapytała
-W szpitalu – odpowiedział – Tak bardzo się martwiłem, skarbie.
-Co ja tutaj robię? - otworzyła oczy i ujrzała jasne światło. Jaśniejsze niż dotychczas.
-Nie dawałaś oznak życia, cały czas jestem przy tobie, kotku, jak się cieszę – Brian pocałował ją w usta.
-Co się dzieje? Cała się trzęsę – powiedziała
-Poczekaj, okryję cię kołdrą – powiedział i naciągnął jej kołdrę pod samą szyję.
-Brian, co się dzieje? - zapytała zdezorientowana
-Muszę iść po siostrę. Zaraz zadzwonię do Demi, poczekaj sekundkę tygrysku – pocałował ją w czoło.
Emma nie wiedziała co się dzieje. Znalazła siew szpitalu, z niewiadomych powodów, jedyne co pamięta to to, że byli w Paryżu i jakaś Nelly zemdlała. A gdzie jej pierścionek?. Pomacała się po palcu. Nie było jej pierścionka!.
-Brian!! - krzyknęła
-Proszę leżeć spokojnie. Cieszę się, że pani do nas wróciła. Zostanie pani u nas jeszcze parę dni na obserwacji. - oznajmiła pielęgniarka wchodząc do sali.
-Brian, gdzie mój pierścionek? - zapytała ze łzami w oczach.
-Jaki pierścionek? - zapytał zdezorientowany
-Od ciebie, ten który dostałam w Paryżu – pokazała mu dłoń
-W jakim Paryżu? Od miesiąca leżałaś tutaj w śpiączce – ujął jej dłoń i przyłożył ją do warg.
-Jakiej śpiączce? - zapytała
-Nie pamiętasz? Zgw … zgwałcili cię – posmutniał – Przyjechałaś z Demi i Joan do szpitala. Potem straciłaś przytomność i nie mogli cię dobudzić. Zapadłaś w śpiączkę. Dawali ci miesiąc, albo rok.
-Co? To nie może być prawda – przyłożyła sobie dłoń do ust, a z jej oczu popłynęła struga łez.
-Co się stało? - zapytał Brian
-Zaręczyny, Paryż, Nelly. To wszystko był jeden pieprzony sen?! - zapytała
-Nic z tego nie rozumiem – wzruszył ramionami.
-Jack nadal jest z wami w zespole? - zapytała
-Tak, jest. Za tydzień wyjeżdżamy w trasę. - powiedział smutno.
-Gdzie jest Demi? - zapytała
-Wysłałem jej smsa, powinna być za chwilę.
-Emma, moje kochanie, Boże, obudziłaś się! - krzyknęła Demi
-O wilku mowa – wymamrotał pod nosem – Zostawię was same. Emma, napędziłaś mi stracha skarbie.
-Demi, kurwa mów co się tu dzieje, bo chyba się zaraz wkurwię – popatrzyła spode łba
-Pamiętasz to jak jechałyśmy do szpitala? Po gwałcie – zapytała
-Pamiętam.
-A, właśnie. Byłam na policji. Złapali tych skurwieli. I wiesz co się kurwa okazało? Że ten popierodolony Gabe załatwił sobie kolegów, którzy mieli ci to zrobić – poczerwieniała
-Gabe?! Co? To jest niemożliwe – zaczęła głośno oddychać
-Tak, to przez niego, znajdę go to go rozpierdolę. Przysięgam, a jak nie ja to Brian. - zacisnęła dłonie w pięści
-Poczekaj, czyli od gwałtu minęło …
-Minął miesiąc. Leżysz tutaj okrągły miesiąc
-Ożesz kurwa. Pierdolone sny, kurwa! - krzyknęła
-Jakie sny?
-Kurwa przez ten cały pojebany czas śniłam, miałam jebany sen, w którym Brian wywalił mnie z domu, potem podciął sobie żyły, pojechaliśmy do Paryża i mi się oświadczył – łzy spływały jej po policzkach
-Co? - Demi spytała z niedowierzaniem
-No, jedno wielkie gówno.
-Jack był u ciebie parę razy i pytał się jak się czujesz. Miał straszne wyrzuty sumienia.
-Właśnie! Jack! Muszę z nim porozmawiać. Możesz do niego zadzwonić? Proszę
-Zadzwonię, ale muszę z tobą jeszcze porozmawiać. Brian przychodził do ciebie codziennie i opowiadał ci co robił, jak mijały mu dnie.
-To miłe z jego strony. Powiedz mi czy znajome jest ci imię Nelly? - była ciekawa odpowiedzi
-Coś mi Brian wspominał, że jakaś Nelly to córka Larrego, wielka fanka Zackiego – zaśmiała się
-Skoro tobie Brian o tym mówił to mnie też musiał. Po prostu w tym śnie pojawiła się jakaś Nelly.
-Tak, na pewno ci o niej opowiadał. On mówił ci o wszystkim, grał ci na gitarze, nie wpuszczał nikogo do sali.
-Nawet ciebie?
-Mi i Joan jeszcze odpuszczał. - zachichotała. - Zadzwonię do tego Jacka.
-Dziękuję – posłała jej buziaka.
-Słuchaj, jutro zjawi się tutaj terapeuta. Pogadasz z nim o tym co się stało.
-To mi chyba dobrze zrobi – uśmiechnęła się blado.
Demi zadzwoniła do Jacka. Mężczyzna był zdziwiony propozycją, ale z tego co mówiła Demi był bardzo ucieszony.

-Em, obudziłaś się! - powiedział Jack wchodząc do pokoju. Podał jej maskotkę i usiadł na szpitalnym krześle obok łózka.
-Zostawię was samych – powiedziała Demi wychodząc z sali
-Dziękuję za misia, to bardzo miłe. Ale chciałam z tobą porozmawiać.
-Emma, zanim coś powiesz to chcę, żebyś wiedziała, że jest mi strasznie przykro, bo poniekąd to moja wina.
-Właśnie o tym chcę porozmawiać. Jack, ja wiem, że przed tym całym gównem byłam z tobą na kolacji, ale nie chcę, żebyś miał przez to wyrzuty sumienia. Sama się uparłam, że chcę zostać. Ty oferowałeś mi pomoc, ale wiesz jaka jestem, uparta do granic możliwości, nie bierz tego na siebie, bo to naprawdę nie jest twoja wina.
-Chciałbym w to wierzyć, ale jesteś … - nie dokończył
-Kim jestem?
-Jesteś dla mnie kimś ważnym. Zobaczyłem cie po raz pierwszy i od razu ci zaufałem, zaczęło mi na tobie zależeć, a gdy stało się to byłem zdruzgotany, nie wiesz nawet jak jest mi przykro z tego powodu.
-Jack ja nie wiedziałam. - powiedziała z zapartym tchem.
-Nie chcę cię stracić, uwierz mi.
-Przestań, proszę. Jestem z Brianem, to jest mój chłopak.
-Emma, ja to doskonale wiem. Wiem także, że on bardzo cię kocha, ale tylko raz. Ten jeden raz.
-Ja … wyjdź, proszę – powiedziała
-Emma, chcę odejść z zespołu – powiedział
-Kurwa to jest pierdolone deja vu. - krzyknęła
-O czym ty mówisz?
-Wyjdź, po prostu wyjdź. Zadzwonię do ciebie jak ochłonę. - złapała się za głowę i opadła na poduszki. Nie wierzyła, że była w śpiączce.
-Widziałam, że Jack wyszedł. O czym z nim rozmawiałaś? - zapytała
-O niczym – skłamała.
-Chciałam mu powiedzieć, żeby się nie zadręczał tym co się stało.
-Demi, skąd wiesz, że to sprawka Gabe'a?
-Byłam na komisariacie, byli tam Adam, David, Mark, Philip i Tom.
-No i co?
-I to oni za tym stoją!! Ich aresztowali za gwałt.
-Co? - Emma gwałtownie zerwała się z łóżka
-Leż skarbie. - powiedziała
Aparatura Emmy zaczęła głośno pikać, dziewczyna osunęła się na poduszki, a na salę szybko wpadły siostry i lekarz. Kazali przesunąć się Demi i zaczęli reanimować Emmę. Przestała oddychać.
-Brian? - Demi zadzwoniła do Hanera
-Co jest? - zapytał
-Przyjedź szybko do szpitala. Emmę reanimują – powiedziała szybko.
-Będę za dwie minuty.

Brian przyjechał do szpitala i podbiegł szybko pod salę, w której znajdowała się Emma. Złapał Demi za rękę i z przerażonym wzrokiem opadł bezsilnie na krzesła w poczekalni.
-Co się stało?
-Powiedziałam jej o …
-Kurwa rozmawialiśmy o tym, tak? Demi ty jesteś nierozumna? Dopiero jak będzie w domu, ale nie wielka przyjaciółka, która chciała wszystko wyjaśnić wcześniej. Kurwa ona jest za słaba! - krzyknął
-Przestań się wydzierać pieprzony debilu.
-Jak mam się przestać wydzierać jak do ciebie nie dochodzi to co ja mówię. - uderzył pięścią o udo. - Rozpierdolę tego chuja przez którego ona tutaj jest. Znajdę go i wyrwę mu flaki.
-No, no. Pierdol, pierdol ja posłucham. Jak staniesz przed nim i przed jego napakowanymi kolegami to się zesrasz w gacie. Rycerz od siedmiu boleści się znalazł.
-Przestań mamrotać, bo już mnie wkurwiasz.
-To stąd idź, droga wolna.
-Nie, tutaj ważą się losy Emmy. Nie zostawię jej z twojego powodu.
-I dobrze. - krzyknęła i usiadła obrażona na krzesło. Brian przeszedł całą salę wzdłuż i usiadł jak najdalej od Demi.
-Gdzie są chłopcy? - zapytała
-Matt z Joan są w Rio, a Zacky zabawia Nelly.
-Mogą państwo wejść na salę. Pacjentka jest przytomna, ale proszę dać jej odpocząć – powiadomiła ich pielęgniarka wychodząca z sali Emmy.
-Ty idź pierwsza.

-Em, jak się czujesz? - spytała delikatnym głosem.
-Demi ja im nie wybaczę. - kaszlnęła
-Też bym im nie wybaczyła.
-Chodzi mi tutaj też o Briana.
-Dlaczego?
-Boję się. Po prostu w tym śnie Brian powiedział, że się puściłam, on wtedy chciał żebym się od was wyprowadziła.
Demi zacisnęła zęby. Nie chciała, żeby jej przyjaciółka znała prawdę. Nie umiała skłamać, ani powiedzieć prawdy.
-On to zrobił, prawda? To nie był sen? - Demi nie odpowiedziała. Wzruszyła ramionami i spuściła wzrok.
-Nie wiem co mam powiedzieć- zaczęła
-Nic nie mów. Twoje milczenie jest bardzo wymowne
-Przepraszam.
-Nie masz za co, to ja jestem dociekliwa, teraz mam za swoje.
-Emma, nie odrzucaj go, on naprawdę bardzo cię kocha. - złapała ją za rękę
-Po tym wszystkim co mi zrobił mam go nie odrzucać? Teraz to mam w dupie jego uczucia. Myślałam, że to moja wyobraźnia leci w chuja, ale widzę, że rzeczywistość jest gorsza niż przypuszczałam.
-Nie mów tak. Rozmawiałam z nim na ten temat i … - nie dokończyła
-Tak, tak. Żałował tego co zrobił, że tak powiedział, bla, bla, bla. Pierdolenie. Po chuj to mówił skoro teraz mu tak przykro? Niech trzyma jęzor za zębami.
-Może i masz rację. - zastanowiła się – Tylko nie chcę żeby wasz związek rozleciał się przeze mnie.
-Demi, dostałam drugą szansę od życia. Teraz to wszystko może potoczyć się zupełnie inaczej. Brian myśli, że skoro jest sławnym gitarzystą i dużo zarabia to zostanę u jego boku. Niedoczekanie. Nie jestem taka głupia. - fuknęła.
-Mam go zawołać? - zapytała niepewnie
-Wręcz przeciwnie. Powiedz mu, że ma mi się nie pokazywać na oczy. - powiedziała stanowczo.
-Em, ja cię nie poznaję – wytrzeszczyła oczy.
-Bo co? Umiem zadbać o własne dobro? Phi, napisz do Jacka, żeby zjawił się tu jutro w południe. Muszę go przeprosić.
-Uważasz, że to w porządku w stosunku do Briana?
-Demi, nie bądź śmieszna. Powiedział, że mnie nie kocha, a teraz tego żałuje. Absurdalne i żenujące. - prychnęła i założyła ręce pod piersi.
-Minął miesiąc odkąd on tak powiedział. Potem codziennie tutaj przychodził i się tobą opiekował.
-Muszę to wszystko przemyśleć. To nie jest tak, że przestałam go kochać. Jest dla mnie ważny, ale nie wybaczę mu tego co powiedział. Chcę trochę czasu na poukładanie tego wszystkiego, na oddzielenie rzeczywistości od snu.
-Dobrze skarbie, odpocznij, a ja pójdę zadzwonić do Jacka. Pogadam przy okazji z Brianem.
-Jesteś kochana – posłała jej buziaka.
Nadal nie mogła się pogodzić z tym, że to wszystko było tylko snem. To wydawało się takie realistyczne, ale dzięki temu może zmienić swoje życie, podjąć inne decyzje. Dostała drugą szansę, którą miała zamiar dobrze wykorzystać. Nie chciała popełniać dwa razy tych samych błędów.




To teraz mogę się zabrać za czytanie i komentowanie Waszych (mówię do Patki i Kasi) :D