-
Dzień dobry, jak się pani czuje? – do mojej sali weszła pielęgniarka trzymając tacę na której
znajdowały się leki i jakaś obrzydliwa owsianka.
-
Lepiej, w końcu dzisiaj jest dzień, w którym stąd wychodzę – uśmiechnęłam się
sztucznie. W końcu wyrwę się z tego wariatkowa. Jeszcze tylko dzisiaj czeka
mnie wizyta jakiegoś terapeuty.
- O
godzinie jedenastej ma pani wizytę, więc proszę zjeść śniadanie i połknąć leki.
Poczułam się jak małe dziecko. Zjadłam glutowatą papkę, a właściwie nie zjadłam
tylko wylałam przez okno i połknęłam stos leków.
Wzięłam
prysznic i ubrałam świeżą bieliznę.
-
Kurwa, co to jest?! – krzyknęłam na całą łazienkę widząc potargane czerwone
majtki całe w białej substancji, która najwyraźniej już zaschnęła. Czy to są te
majtki, które…?. No kurwa, przecież je wyrzuciłam, to co one robiły w mojej
walizce?. Odetchnęłam głęboko, bo w jednej sekundzie wszystkie zdarzenia sprzed
miesiąca przeleciały przez moją głowę. Kurwa!. Usiadłam na podłodze, a właściwie
zsunęłam się po ścianie i bezsilnie
przycupnęłam na zimne płytki. Dlaczego teraz? Myślałam, że mam to za sobą, że
wszystkie te zdarzenia już nigdy do mnie nie powrócą, a one jak na złość
przybyły ze zdwojoną siłą. Czułam na sobie nieprzyjemny chłód, który bił od
kafelek, skuliłam się i zaczęłam płakać. Siedziałam w łazience. Nago. Otulała
mnie wielka rozpacz. Cały czas w mojej głowie krążyły obrazy, głosy i szydercze
śmiechy, tamta noc była teraz ze mną. Widziałam wszystko przed oczami. Wszystko
wydawało się takie realne.
-
Proszę pani? – z mojej pojebanej wyobraźni wyrwał mnie kobiecy głos. Uniosłam
głowę i zobaczyłam elegancką kobietę, która w jednej ręce trzyma notes, a drugą
wyciąga w moją stronę. – Nazywam się Katherine McCartney i jestem psychologiem.
O.
Kurwa. Mać. Terapeutka stoi nade mną, a ja siedzę skulona w łazience i w
dodatku jestem cała goła.
-
Mogłaby mi pani podać szlafrok? Czuję się niezręcznie – wypaliłam sucho, chyba
zauważyłam na jej ustach lekki uśmiech. Podała mi szlafrok, którym jak
najprędzej się owinęłam. – Z tego wszystkiego się nie przedstawiłam. Jestem
Emma Stone – podałam jej rękę.
-
Słyszałam Emmo, że jesteś ofiarą dość intymnego i brutalnego zdarzenia.
Wybuchnęłam
płaczem. Nie wiem co się ze mną stało, ale coś we mnie pękło. Najwyżej już
przestałam udawać twardzielkę i znowu zamieniłam się w kruchą Emmę.
- Ja…
ja po prostu… nie wiem co się stało. – wydukałam. – Nigdy tak na to nie
reagowałam – mocno wciągnęłam powietrze. Nie umiałam powstrzymać łez i lamentu.
Dziwnie się czułam płacząc przy zupełnie nieznanej mi osobie, ale mówiłam
sobie, że jest tutaj po to, żeby mi pomóc.
-
Może opowiedz mi wszystko. Wypłacz się, wygadaj, a potem poradzimy coś na to. –
otarła mi łzy. Wreszcie poczułam się w centrum uwagi, że ktoś chce mi pomóc,
wysłuchać tego co mam do powiedzenia, a gest który wykonała bardzo mnie
rozczulił. Opowiedziałam jej całe zdarzenie, którego byłam uczestniczką, a jak
zerkałam na nią co jakiś czas ta pilnie słuchała i od czasu do czasu notowała
moje słowa w notesie. Opowiedziałam jej
także o całej sytuacji z Brianem, w jakich relacjach teraz z nim jestem.
-
Słuchaj, wiem, że to co teraz ci powiem może wydawać ci się śmieszne, ale i tak
znosisz to zupełnie inaczej niż inne moje klientki. Twoja dzisiejsza reakcja
wcale mnie nie zdziwiła. Żadnej kobiecie nie jest łatwo pogodzić się z tym, że
jej ciało, przestrzeń intymna i osobista zostały naruszone. W tym momencie
najważniejsze dla ciebie jest to, żebyś przebywała jak najwięcej w gronie
ludzi, żebyś miała się komu wygadać, a przede wszystkim żebyś nie zrobiła sobie
krzywdy. Wiesz jak łatwo popełnić samobójstwo będąc w takim stanie? Dzięki
śpiączce – popatrzyłam na nią krzywo – Tak, tak. To dzięki śpiączce znosisz to
w dość lekki sposób. Twoja pamięć została częściowo wymazana i nie odczuwasz
tego tak drastycznie.
Co
ona pierdoli? Jak nie odczuwam tego drastycznie? Z to co było w łazience? To mi
siadło na psychikę, myślałam, że dam sobie z tym rade. Od razu po przebudzeniu
podchodziłam do tego pełna apatii, było mi to obojętne, ale z każdym dniem
zdawałam sobie sprawę co tak naprawdę się ze mną stało.
- Zaraz,
zaraz, ale co to znaczy „znoszę to w dość lekki sposób”? – zapytałam pełna
oburzenia. Buzowało we mnie. Miałam ochotę coś rozwalić. Zaraz wezmę ten jej
notes i wypieprzę go przez okno.
- To
co działo się z tobą dzisiaj rano było tylko połową tego co sie dzieje z
kobietami po gwałcie. – odpowiedziała łagodnie. Trochę mnie uspokoiła, ale nie mogłam
uwierzyć, że może być gorzej. W duszy zaczęłam dziękować za takie szczęście
jakim była śpiączka.
- A
co jeśli to wszystko się nasili? Co jeśli skończę w wariatkowie, albo
więzieniu, bo zabiję jakiegoś człowieka? – to ostatnie wydawało mi się absurdem,
ale kto wie co może się wydarzyć.
Zaśmiała
się. Ty się kurwa nie śmiej tylko mi odpowiedz, bo ja jestem przerażona.
- Nie
zdarzyło się tak, że ofiara chciała kogoś zabić – wyjaśniła. Faktycznie czuje się
jak ofiara. Ofiara losu oczywiście, bo co jak co ale chce wyrwać jaja tym
chujom, ale nie mogę.
- Ale
za to siebie chciała zabić – wymamrotałam. Niech ona sobie już idzie. Chce
zostać sama i wypłakać siew poduszkę, bo ona rozumiała mnie najlepiej.
-
Może warto wrócić do swojego partnera? – tak, namawiaj mnie żebym wróciła do
tego dupka. Na pewno cię posłucham.
- A
może nie? Powiedział, że mnie nie kocha, że mam spierdalać z jego życia –
oburzyłam się. Widziałam, że na jej twarzy maluje się grymas.
- Z
tego co wiem, to powiedział to w stanie upojenia alkoholowego
- W
jakim stanie by nie był to powiedział. Czasu nie cofnie. – założyłam ręce pod
piersi i popatrzyłam na drzwi. Ukazała się w nich Demi i o ile się nie mylę
trzymała wielką czekoladę.
- On
na pewno pomógłby ci w przejściu przez stan depresji – idź stąd głupia babo, ja
chcę czekoladę. Wyciągnęłam szyję jak surykatka i pomachałam przyjaciółce.
Chyba Kate zaczaiła o co biega i w końcu się ze mną pożegnała i dała mi
wizytówkę, którą potargałam jak tylko wyszła za drzwi.
Wstałam
z łóżka i pędem podbiegłam do Demi. Przytuliłam ją z całej siły.
-
Przepraszam, wiesz jak mi ciebie brakowało? Będziesz mamusią. Będę ci pomagać
przy bachorze – zaśmiałam się. O Boże! Ja się zaśmiałam! Poczułam się tak cudownie,
bo w końcu mój anioł stróż mnie odwiedził z wielką tabliczką czekolady.
-
Byłam u Zackiego. Powiedziałam mu o tym, że jestem w ciąży. – popatrzyłam na
nią i rozdziawiłam buzię jak najszerzej potrafię.
-
Chodźmy do sali, usiądziemy i pogadamy na spokojnie. – wzięłam ją za rękę i
posadziłam na łóżko. Otworzyłyśmy czekoladę i zaczęłyśmy wsuwać.
- Co
powiedział? – zapytałam wpychając sobie którąś z rzędu kostkę do ust.
- Że się
nie spodziewał. Prawie zemdlał – zachichotała
- No
ale co z Nelly? Jesteście razem? Będzie wychowywał dziecko? Kocha cie? Kiedy
ślub? – nakręciłam się. Wszystko przez tą czekoladę.
-
Emma, przystopuj z tym – powiedziała i wyrwała mi kostkę z ręki. Zajęczałam
głośno.
-
Oddawaj – wygięłam usta w podkówkę
-
Nie. Zjadłaś prawie całą. A wracając do tego to nie chciałam, żeby przeze mnie
rozstawał się z Nelly.
- Oni
są razem? – krzyknęłam i gwałtownie wstałam
-
Usiądź, kurwa, próbuje ci coś powiedzieć, a ty zachowujesz się jak wariatka.
- To
mów, a nie owijasz w bawełnę, wiesz jak ja tego nienawidzę!
-
Poszłam do niego i powiedziałam mu o dziecku – wzięłam kostkę czekolady i
szybko wsadziłam sobie do ust. Poparzyła na mnie z zażenowaniem – Potem mu
powiedziałam, że nie chcę żeby przeze mnie ich związek się rozlatywał, bo
niedawno przecież się zaczął. Dałam mu wolną rękę i wybrał życie z Nelly. Ja
sobie poradzę. Obiecał, że będzie się zajmował dzieckiem i że nie zostawi mnie
gdy będę w potrzebie.
- To
bardzo miłe z jego strony – uśmiechnęłam się.
-
Kochanie, przyjechałam po ciebie, bo jedziemy do domku – złapała mnie za rękę
-
Jestem spakowana, muszę się tylko przebrać
- To
biegusiem – posłała mu buziaka. Jakie to urocze.
-
Demi – stanęłam w drzwiach od łazienki – Ja nie mogę jechać do ciebie do domu –
odezwałam się po chwili
-
Brian? – nie odpowiedziałam, skinęłam twierdząco głową – Boże Emma przestań być
taka. To jest nadal twój partner
-
Kurwa nie chce tego słuchać! – zatkałam sobie uszy. Bolało mnie to jak ktoś
nazywał go moim partnerem. Gdy przywoływałam wspomnienia z nim od razu wszystko
schodziło do jego słów, które wypowiadał po pijaku. – On jest pieprzoną świnią.
Nienawidzę go. – skłamałam.
- Ale
z ciebie świnia i w dodatku kłamiesz – oburzyła się. Oj, chyba faktycznie
przegięłam. Przecież to jej brat. Ale w końcu sama wyzywa go czasem od
najgorszych.
- Nie
kłamię! – rozpłakałam się. Nie mam siły, wszystko mnie przytłacza. – Dobra kurwa!
Chce do Briana, chcę się z nim kochać! Nie, nawet nie! Chcę się z nim pieprzyć!
– krzyknęłam trzasnęłam drzwiami od łazienki. Chyba ją zamurowało. I dobrze.
-
Emma? – co znowu …
-
Czego chcesz? – miałam wielką gulę w gardle.
- To
prawda?
-
Nie, kurwa. Zmyśliłam to, żeby się z ciebie ponabijać
-
Chcesz z nim uprawiać seks jak jesteś po …
-
Zamknij się! Nie wypowiadaj tego słowa! – przerwałam jej.
-
Chcesz? – zapytała, a ja właśnie teraz zastanowiłam się nad tym czego pragnę.
Pragnę przytulić się do Briana, chce poczuć jego silne ramiona. Nie jego
kutasa. O dziwo.
- Nie
– pociągnęłam nosem
-
Otwórz. Chcę cię przytulić – otworzyłam drzwi i w samej bieliźnie przytuliłam
ją z całej siły.
-
Kocham cię. – wyszeptałam
- Ja
ciebie też – usłyszałam. – Powiedz mi czego pragniesz. Tylko mów prawdę. Jestem
twoją przyjaciółką.
-
Rozbeczę się jak ci to powiem
-
Mów. Jestem tu od tego, żeby cię pocieszyć
-
Briana, pragnę go. Jego dotyku, czułych słów, ciepła i miłości. Kocham go z
całego serca. Jest dupkiem, ale chcę – wybuchnęłam płaczem – chcę go teraz przy
sobie.
-
Poczekaj, przyniosę ci coś do ubrania. – pocałowała mnie w czoło i wyszła z
łazienki. Usiadłam na toalecie i schowałam twarz w dłonie.
-
Emma? – usłyszałam męski głos. Brian?
-
Brian? – zapytałam podnosząc głowę – Brian! – krzyknęłam i wybuchnęłam
spazmatycznym płaczem.
-
Maleńka, co ja zrobiłem – serce chciało mi wyskoczyć z piersi. On tu jest. On
tu naprawdę jest!. Nie, Emma, uspokój się. Nie daj się zwieść. Uklęknął przede
mną i pogłaskał mnie. Zadrżałam. Zrób to jeszcze raz, proszę. Uniósł moją głowę
i popatrzył w moje zapłakane oczy. Było we mnie tyle sprzecznych emocji, ale je
wszystkie przeważała świadomość, że on tutaj jest, że trzyma moją brodę.
-
Wyrwałeś mi serce z piersi, pokroiłeś je na kawałeczki i włożyłeś z powrotem. –
urwałam listek papieru i otarłam łzy.
-
Boże. Tak dawno ich nie widziałem. – cały czas patrzył w moje oczy. – Jak mogłem
być takim dupkiem. Emma, kocham cię. Rozumiesz? Kocham jak wariat. Nie umiem
bez ciebie żyć.
-
Brian ja w to nie uwierzę – odepchnęłam jego rękę. Po co ja to zrobiłam? Idiotka!
-
Wiem, wiem, że zachowałem się jak niepoważny dupek, kretyn. Wiem. Jestem
świadomy swoich czynów.
-
Kurwa Brian, co ty zrobiłeś? – popatrzyłam na jego blizny na nadgarstkach i
całych przedramionach. Nie to nie możliwe, że mój sen powoli będzie się sprawdzał.
- Nie
każ mi tego tłumaczyć – łza popłynęła z jego oka. Zacisnęłam zęby, żeby
przypadkiem go nie przytulić. Zachowywałam się jak zimna suka, ale on zachował się
tak samo wobec mnie. Tylko przypadkiem niech się ze mną nie zaręcza w
szpitalnym kiblu. Ja na toalecie, a on na podłodze.
- Wiesz
jak ja cierpiałam? Cierpię dalej. Niedawno do mnie dotarło, że tak naprawdę kilku
facetów nieźle zabawiło się moim kosztem.
-
Emma ja go zabiłem – moje serce stanęło.
- Co?
Kogo? Brian?
-
Gabe’a – łzy napłynęły mu do oczu, mnie tak samo.
-
Kurwa mać ty jesteś świadomy, że możesz iść do pierdla?! – krzyknęłam. Byłam
wściekła, a zarazem miałam ogromną ochotę mu podziękować.
-
Emma ja to wiedziałem zanim to zrobiłem. – powiedział spokojnym tonem. Coś
zaczęło świtać w mojej głowie.
-
Kaucja? – zacisnęłam pięści. Czułam, że zaraz coś rozwalę. Nie odpowiedział.
Skinął głową.
-
Kurwa! – warknęłam. Boże jak ja go kocham. Nie wytrzymałam. Rozkleiłam się na
dobre. Podeszłam do niego i przytuliłam go mocno. Z całej siły jaką dałam radę
z siebie wycisnąć. Pocałował mnie w czubek głowy.
-
Teraz jesteś bezpieczna, mała – przytulił mnie do swojej piersi.
-
Bezpieczna – powtórzyłam.
Aż mi serce stanęło jak ona usłyszała w tej łazience głos Briana. Serio ciarki mnie przeszły. Makabra jakaś. Nie wiem jakim cudem ona mu to zapomni, ale Bri może być nawet dendrofilem, i tak jest tutaj super ^^
OdpowiedzUsuńRany Miśku! I co ja mam Ci napisac? Normalnie aż się poryczałam na końcu. Co teraz z nimi będzie? Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży!
OdpowiedzUsuńUuuu O.O Wowowwowow. Fchuj nie wiem co napisać w tym momencie. Jak się prześpię to rozłożę to na czynniki pierwsze. Ale wowowwow.
OdpowiedzUsuńDobra. Wiem, że miałam dokończyć ten komentarz, ale nie zrobię tego, bo wyszłoby, że znowu narzekam i jęczę, że mi coś nie pasuje, a ostatnio robię to u wszystkich. Tak więc czekam z niecierpliwością na następny, bo ja już nic nie ogarniam^^ Bardzo, bardzo podoba mi się za to perspektywa E. Mam nadzieję, że nadal będziesz kontynuowała pisanie z jej puntu widzenia.
UsuńBuziole, Pat:)
Ooooooooooo.....
OdpowiedzUsuńCzyli jednak tak dobrze udawała że jest silna...dobrze że jej w końcu puściły hamulce bo jeszcze by sobie coś zrobiła, a tak to się wypłacze i może z pomocą Demi i Bri wyjdzie z tego.
Demi-Zacky-Nelly...hmmm...trzymam kciuki żeby udało im się zachować zdrową relację, w końcu tu chodzi o dziecko, jego dobro najważniejsze!
Coś czułam z kościach, że jak Demi wyszła to się Bri pojawi i aż mnie ciary przeszły... Zabił Gabe'a?? Serio?? BRAWO!!!! Należało mu się!!!! Mam nadzieję że nie poniesie za to żadnych konsekwencji! Takie COŚ nie powinno żyć!!!!
Mam nadzieję, że ich miłość pomoże im obojgu przetrwać ten cięzki czas!!
Czekam na następny!! Paa :*