20 mar 2014

25. To chyba jakieś żarty

- Dzień dobry, jak się pani czuje? – do mojej sali weszła  pielęgniarka trzymając tacę na której znajdowały się leki i jakaś obrzydliwa owsianka.
- Lepiej, w końcu dzisiaj jest dzień, w którym stąd wychodzę – uśmiechnęłam się sztucznie. W końcu wyrwę się z tego wariatkowa. Jeszcze tylko dzisiaj czeka mnie wizyta jakiegoś terapeuty.
- O godzinie jedenastej ma pani wizytę, więc proszę zjeść śniadanie i połknąć leki. Poczułam się jak małe dziecko. Zjadłam glutowatą papkę, a właściwie nie zjadłam tylko wylałam przez okno i połknęłam stos leków.

Wzięłam prysznic i ubrałam świeżą bieliznę.
- Kurwa, co to jest?! – krzyknęłam na całą łazienkę widząc potargane czerwone majtki całe w białej substancji, która najwyraźniej już zaschnęła. Czy to są te majtki, które…?. No kurwa, przecież je wyrzuciłam, to co one robiły w mojej walizce?. Odetchnęłam głęboko, bo w jednej sekundzie wszystkie zdarzenia sprzed miesiąca przeleciały przez moją głowę. Kurwa!. Usiadłam na podłodze, a właściwie zsunęłam się po ścianie  i bezsilnie przycupnęłam na zimne płytki. Dlaczego teraz? Myślałam, że mam to za sobą, że wszystkie te zdarzenia już nigdy do mnie nie powrócą, a one jak na złość przybyły ze zdwojoną siłą. Czułam na sobie nieprzyjemny chłód, który bił od kafelek, skuliłam się i zaczęłam płakać. Siedziałam w łazience. Nago. Otulała mnie wielka rozpacz. Cały czas w mojej głowie krążyły obrazy, głosy i szydercze śmiechy, tamta noc była teraz ze mną. Widziałam wszystko przed oczami. Wszystko wydawało się takie realne.

- Proszę pani? – z mojej pojebanej wyobraźni wyrwał mnie kobiecy głos. Uniosłam głowę i zobaczyłam elegancką kobietę, która w jednej ręce trzyma notes, a drugą wyciąga w moją stronę. – Nazywam się Katherine McCartney i jestem psychologiem.
O. Kurwa. Mać. Terapeutka stoi nade mną, a ja siedzę skulona w łazience i w dodatku jestem cała goła.
- Mogłaby mi pani podać szlafrok? Czuję się niezręcznie – wypaliłam sucho, chyba zauważyłam na jej ustach lekki uśmiech. Podała mi szlafrok, którym jak najprędzej się owinęłam. – Z tego wszystkiego się nie przedstawiłam. Jestem Emma Stone – podałam jej rękę.
- Słyszałam Emmo, że jesteś ofiarą dość intymnego i brutalnego zdarzenia.
Wybuchnęłam płaczem. Nie wiem co się ze mną stało, ale coś we mnie pękło. Najwyżej już przestałam udawać twardzielkę i znowu zamieniłam się w kruchą Emmę.
- Ja… ja po prostu… nie wiem co się stało. – wydukałam. – Nigdy tak na to nie reagowałam – mocno wciągnęłam powietrze. Nie umiałam powstrzymać łez i lamentu. Dziwnie się czułam płacząc przy zupełnie nieznanej mi osobie, ale mówiłam sobie, że jest tutaj po to, żeby mi pomóc.
- Może opowiedz mi wszystko. Wypłacz się, wygadaj, a potem poradzimy coś na to. – otarła mi łzy. Wreszcie poczułam się w centrum uwagi, że ktoś chce mi pomóc, wysłuchać tego co mam do powiedzenia, a gest który wykonała bardzo mnie rozczulił. Opowiedziałam jej całe zdarzenie, którego byłam uczestniczką, a jak zerkałam na nią co jakiś czas ta pilnie słuchała i od czasu do czasu notowała moje słowa w notesie.  Opowiedziałam jej także o całej sytuacji z Brianem, w jakich relacjach teraz z nim jestem.
- Słuchaj, wiem, że to co teraz ci powiem może wydawać ci się śmieszne, ale i tak znosisz to zupełnie inaczej niż inne moje klientki. Twoja dzisiejsza reakcja wcale mnie nie zdziwiła. Żadnej kobiecie nie jest łatwo pogodzić się z tym, że jej ciało, przestrzeń intymna i osobista zostały naruszone. W tym momencie najważniejsze dla ciebie jest to, żebyś przebywała jak najwięcej w gronie ludzi, żebyś miała się komu wygadać, a przede wszystkim żebyś nie zrobiła sobie krzywdy. Wiesz jak łatwo popełnić samobójstwo będąc w takim stanie? Dzięki śpiączce – popatrzyłam na nią krzywo – Tak, tak. To dzięki śpiączce znosisz to w dość lekki sposób. Twoja pamięć została częściowo wymazana i nie odczuwasz tego tak drastycznie.
Co ona pierdoli? Jak nie odczuwam tego drastycznie? Z to co było w łazience? To mi siadło na psychikę, myślałam, że dam sobie z tym rade. Od razu po przebudzeniu podchodziłam do tego pełna apatii, było mi to obojętne, ale z każdym dniem zdawałam sobie sprawę co tak naprawdę się ze mną stało.
- Zaraz, zaraz, ale co to znaczy „znoszę to w dość lekki sposób”? – zapytałam pełna oburzenia. Buzowało we mnie. Miałam ochotę coś rozwalić. Zaraz wezmę ten jej notes i wypieprzę go przez okno.
- To co działo się z tobą dzisiaj rano było tylko połową tego co sie dzieje z kobietami po gwałcie. – odpowiedziała łagodnie.  Trochę mnie uspokoiła, ale nie mogłam uwierzyć, że może być gorzej. W duszy zaczęłam dziękować za takie szczęście jakim była śpiączka.
- A co jeśli to wszystko się nasili? Co jeśli skończę w wariatkowie, albo więzieniu, bo zabiję jakiegoś człowieka? – to ostatnie wydawało mi się absurdem, ale kto wie co może się wydarzyć.
Zaśmiała się. Ty się kurwa nie śmiej tylko mi odpowiedz, bo ja jestem przerażona.
- Nie zdarzyło się tak, że ofiara chciała kogoś zabić – wyjaśniła. Faktycznie czuje się jak ofiara. Ofiara losu oczywiście, bo co jak co ale chce wyrwać jaja tym chujom, ale nie mogę.
- Ale za to siebie chciała zabić – wymamrotałam. Niech ona sobie już idzie. Chce zostać sama i wypłakać siew poduszkę, bo ona rozumiała mnie najlepiej.
- Może warto wrócić do swojego partnera? – tak, namawiaj mnie żebym wróciła do tego dupka. Na pewno cię posłucham.
- A może nie? Powiedział, że mnie nie kocha, że mam spierdalać z jego życia – oburzyłam się. Widziałam, że na jej twarzy maluje się grymas.
- Z tego co wiem, to powiedział to w stanie upojenia alkoholowego
- W jakim stanie by nie był to powiedział. Czasu nie cofnie. – założyłam ręce pod piersi i popatrzyłam na drzwi. Ukazała się w nich Demi i o ile się nie mylę trzymała wielką czekoladę.
- On na pewno pomógłby ci w przejściu przez stan depresji – idź stąd głupia babo, ja chcę czekoladę. Wyciągnęłam szyję jak surykatka i pomachałam przyjaciółce. Chyba Kate zaczaiła o co biega i w końcu się ze mną pożegnała i dała mi wizytówkę, którą potargałam jak tylko wyszła za drzwi.
Wstałam z łóżka i pędem podbiegłam do Demi. Przytuliłam ją z całej siły.
- Przepraszam, wiesz jak mi ciebie brakowało? Będziesz mamusią. Będę ci pomagać przy bachorze – zaśmiałam się. O Boże! Ja się zaśmiałam! Poczułam się tak cudownie, bo w końcu mój anioł stróż mnie odwiedził z wielką tabliczką czekolady.
- Byłam u Zackiego. Powiedziałam mu o tym, że jestem w ciąży. – popatrzyłam na nią i rozdziawiłam buzię jak najszerzej potrafię.
- Chodźmy do sali, usiądziemy i pogadamy na spokojnie. – wzięłam ją za rękę i posadziłam na łóżko. Otworzyłyśmy czekoladę i zaczęłyśmy wsuwać.
- Co powiedział? – zapytałam wpychając sobie którąś z rzędu kostkę do ust.
- Że się nie spodziewał. Prawie zemdlał – zachichotała
- No ale co z Nelly? Jesteście razem? Będzie wychowywał dziecko? Kocha cie? Kiedy ślub? – nakręciłam się. Wszystko przez tą czekoladę.
- Emma, przystopuj z tym – powiedziała i wyrwała mi kostkę z ręki. Zajęczałam głośno.
- Oddawaj – wygięłam usta w podkówkę
- Nie. Zjadłaś prawie całą. A wracając do tego to nie chciałam, żeby przeze mnie rozstawał się z Nelly.
- Oni są razem? – krzyknęłam i gwałtownie wstałam
- Usiądź, kurwa, próbuje ci coś powiedzieć, a ty zachowujesz się jak wariatka.
- To mów, a nie owijasz w bawełnę, wiesz jak ja tego nienawidzę!
- Poszłam do niego i powiedziałam mu o dziecku – wzięłam kostkę czekolady i szybko wsadziłam sobie do ust. Poparzyła na mnie z zażenowaniem – Potem mu powiedziałam, że nie chcę żeby przeze mnie ich związek się rozlatywał, bo niedawno przecież się zaczął. Dałam mu wolną rękę i wybrał życie z Nelly. Ja sobie poradzę. Obiecał, że będzie się zajmował dzieckiem i że nie zostawi mnie gdy będę w potrzebie.
- To bardzo miłe z jego strony – uśmiechnęłam się.
- Kochanie, przyjechałam po ciebie, bo jedziemy do domku – złapała mnie za rękę
- Jestem spakowana, muszę się tylko przebrać
- To biegusiem – posłała mu buziaka. Jakie to urocze.
- Demi – stanęłam w drzwiach od łazienki – Ja nie mogę jechać do ciebie do domu – odezwałam się po chwili
- Brian? – nie odpowiedziałam, skinęłam twierdząco głową – Boże Emma przestań być taka. To jest nadal twój partner
- Kurwa nie chce tego słuchać! – zatkałam sobie uszy. Bolało mnie to jak ktoś nazywał go moim partnerem. Gdy przywoływałam wspomnienia z nim od razu wszystko schodziło do jego słów, które wypowiadał po pijaku. – On jest pieprzoną świnią. Nienawidzę go. – skłamałam.
- Ale z ciebie świnia i w dodatku kłamiesz – oburzyła się. Oj, chyba faktycznie przegięłam. Przecież to jej brat. Ale w końcu sama wyzywa go czasem od najgorszych.
- Nie kłamię! – rozpłakałam się. Nie mam siły, wszystko mnie przytłacza. – Dobra kurwa! Chce do Briana, chcę się z nim kochać! Nie, nawet nie! Chcę się z nim pieprzyć! – krzyknęłam trzasnęłam drzwiami od łazienki. Chyba ją zamurowało. I dobrze.
- Emma? – co znowu …
- Czego chcesz? – miałam wielką gulę w gardle.
- To prawda?
- Nie, kurwa. Zmyśliłam to, żeby się z ciebie ponabijać
- Chcesz z nim uprawiać seks jak jesteś po …
- Zamknij się! Nie wypowiadaj tego słowa! – przerwałam jej.
- Chcesz? – zapytała, a ja właśnie teraz zastanowiłam się nad tym czego pragnę. Pragnę przytulić się do Briana, chce poczuć jego silne ramiona. Nie jego kutasa. O dziwo.
- Nie – pociągnęłam nosem
- Otwórz. Chcę cię przytulić – otworzyłam drzwi i w samej bieliźnie przytuliłam ją z całej siły.
- Kocham cię. – wyszeptałam
- Ja ciebie też – usłyszałam. – Powiedz mi czego pragniesz. Tylko mów prawdę. Jestem twoją przyjaciółką.
- Rozbeczę się jak ci to powiem
- Mów. Jestem tu od tego, żeby cię pocieszyć
- Briana, pragnę go. Jego dotyku, czułych słów, ciepła i miłości. Kocham go z całego serca. Jest dupkiem, ale chcę – wybuchnęłam płaczem – chcę go teraz przy sobie.
- Poczekaj, przyniosę ci coś do ubrania. – pocałowała mnie w czoło i wyszła z łazienki. Usiadłam na toalecie i schowałam twarz w dłonie.
- Emma? – usłyszałam męski głos. Brian?
- Brian? – zapytałam podnosząc głowę – Brian! – krzyknęłam i wybuchnęłam spazmatycznym płaczem.
- Maleńka, co ja zrobiłem – serce chciało mi wyskoczyć z piersi. On tu jest. On tu naprawdę jest!. Nie, Emma, uspokój się. Nie daj się zwieść. Uklęknął przede mną i pogłaskał mnie. Zadrżałam. Zrób to jeszcze raz, proszę. Uniósł moją głowę i popatrzył w moje zapłakane oczy. Było we mnie tyle sprzecznych emocji, ale je wszystkie przeważała świadomość, że on tutaj jest, że trzyma moją brodę.
- Wyrwałeś mi serce z piersi, pokroiłeś je na kawałeczki i włożyłeś z powrotem. – urwałam listek papieru i otarłam łzy.
- Boże. Tak dawno ich nie widziałem. – cały czas patrzył w moje oczy. – Jak mogłem być takim dupkiem. Emma, kocham cię. Rozumiesz? Kocham jak wariat. Nie umiem bez ciebie żyć.
- Brian ja w to nie uwierzę – odepchnęłam jego rękę. Po co ja to zrobiłam? Idiotka!
- Wiem, wiem, że zachowałem się jak niepoważny dupek, kretyn. Wiem. Jestem świadomy swoich czynów.
- Kurwa Brian, co ty zrobiłeś? – popatrzyłam na jego blizny na nadgarstkach i całych przedramionach. Nie to nie możliwe, że mój sen powoli będzie się sprawdzał.
- Nie każ mi tego tłumaczyć – łza popłynęła z jego oka. Zacisnęłam zęby, żeby przypadkiem go nie przytulić. Zachowywałam się jak zimna suka, ale on zachował się tak samo wobec mnie. Tylko przypadkiem niech się ze mną nie zaręcza w szpitalnym kiblu. Ja na toalecie, a on na podłodze.
- Wiesz jak ja cierpiałam? Cierpię dalej. Niedawno do mnie dotarło, że tak naprawdę kilku facetów nieźle zabawiło się moim kosztem.
- Emma ja go zabiłem – moje serce stanęło.
- Co? Kogo? Brian?
- Gabe’a – łzy napłynęły mu do oczu, mnie tak samo.
- Kurwa mać ty jesteś świadomy, że możesz iść do pierdla?! – krzyknęłam. Byłam wściekła, a zarazem miałam ogromną ochotę mu podziękować.
- Emma ja to wiedziałem zanim to zrobiłem. – powiedział spokojnym tonem. Coś zaczęło świtać w mojej głowie.
- Kaucja? – zacisnęłam pięści. Czułam, że zaraz coś rozwalę. Nie odpowiedział. Skinął głową.
- Kurwa! – warknęłam. Boże jak ja go kocham. Nie wytrzymałam. Rozkleiłam się na dobre. Podeszłam do niego i przytuliłam go mocno. Z całej siły jaką dałam radę z siebie wycisnąć. Pocałował mnie w czubek głowy.
- Teraz jesteś bezpieczna, mała – przytulił mnie do swojej piersi.

- Bezpieczna – powtórzyłam. 

5 komentarzy:

  1. Aż mi serce stanęło jak ona usłyszała w tej łazience głos Briana. Serio ciarki mnie przeszły. Makabra jakaś. Nie wiem jakim cudem ona mu to zapomni, ale Bri może być nawet dendrofilem, i tak jest tutaj super ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Rany Miśku! I co ja mam Ci napisac? Normalnie aż się poryczałam na końcu. Co teraz z nimi będzie? Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuuu O.O Wowowwowow. Fchuj nie wiem co napisać w tym momencie. Jak się prześpię to rozłożę to na czynniki pierwsze. Ale wowowwow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra. Wiem, że miałam dokończyć ten komentarz, ale nie zrobię tego, bo wyszłoby, że znowu narzekam i jęczę, że mi coś nie pasuje, a ostatnio robię to u wszystkich. Tak więc czekam z niecierpliwością na następny, bo ja już nic nie ogarniam^^ Bardzo, bardzo podoba mi się za to perspektywa E. Mam nadzieję, że nadal będziesz kontynuowała pisanie z jej puntu widzenia.
      Buziole, Pat:)

      Usuń
  4. Ooooooooooo.....
    Czyli jednak tak dobrze udawała że jest silna...dobrze że jej w końcu puściły hamulce bo jeszcze by sobie coś zrobiła, a tak to się wypłacze i może z pomocą Demi i Bri wyjdzie z tego.

    Demi-Zacky-Nelly...hmmm...trzymam kciuki żeby udało im się zachować zdrową relację, w końcu tu chodzi o dziecko, jego dobro najważniejsze!

    Coś czułam z kościach, że jak Demi wyszła to się Bri pojawi i aż mnie ciary przeszły... Zabił Gabe'a?? Serio?? BRAWO!!!! Należało mu się!!!! Mam nadzieję że nie poniesie za to żadnych konsekwencji! Takie COŚ nie powinno żyć!!!!

    Mam nadzieję, że ich miłość pomoże im obojgu przetrwać ten cięzki czas!!

    Czekam na następny!! Paa :*

    OdpowiedzUsuń