Odcinek chcę zadedykować Neli, Ewelinie, Joasi i Adzie, przez które mam dziwne rozkminy na temat chłopców, no i podziękować Neli i Ewelinie za dzisiejszą poranną pogadankę na ich temat. Rozpływałam się ♥
- Brian, ja nadal nie mogę w to uwierzyć – powiedziała spoglądając na pierścionek. - Ale jestem zmęczona, może pojechalibyśmy już do hotelu?
- Poczekaj, chcę z tobą jeszcze zatańczyć – pocałował ją w dłoń i porwał do tańca. Dał znak kelnerowi i z głośników wydobyły się dźwięki „Always”. Tańczyli na środku restauracji. Sami. Wtuleni w siebie.
- And I will love you, baby - Always And I'll be there forever and a day - Always I'll be there till the stars don't shine Till the heavens burst and the words don't rhyme And I know when I die, you'll be on my mind And I'll love you always – wraz z refrenem Brian śpiewał Emmie słowa do ucha.
- Jestem padnięta – Emma rzuciła się na łóżko
- Może się położysz? - puścił do niej oczko
- Tak chyba zrobię. - posłała mu delikatny uśmiech i ruszyła w kierunku łazienki. Weszła do środka i poczuła przyjemne ciepło na nogach. No tak, podgrzewana podłoga robiła swoje. Nie wiedziała od czego zacząć. W końcu związała włosy i zmyła makijaż. Do teraz widoczne były ślady pobicia, miała delikatnie posiniaczone oczy i bliznę na policzku. Westchnęła i chwyciła za zamek sukienki. Nie odpięła go od razu, była zażenowana, bo wiedziała co zaraz ujrzy. Przełamała się i szybkim ruchem odsunęła zamek. Jej oczom ukazało się posiniaczone ciało, wklęsłe punkty na żebrach i dwie zszyte rany na biodrze i udzie. Zdjęła buty, bieliznę i weszła pod prysznic. Zacisnęła powieki i ścisnęła mocno zęby, odkręciła wodę, a jej łzy zlewały się ze strugami opadającej wody na jej twarz.
- Kochanie? - Brian zajrzał przez drzwi do łazienki.
- Wyjdź stąd! - krzyknęła
- Emma, ale …
- Powiedziałam, wyjdź! - uderzyła ręką o kabinę po czym wybuchnęła płaczem. Nie umiała poradzić sobie z niedawnymi wydarzeniami. Wstydziła się własnego ciała, a jeszcze bardziej wstydziła się go pokazać swojemu przyszłemu mężowi. To było absurdalne, ale bolało ją to jak ktoś na nią patrzył, wydawało jej się, że jest inna, nie jest taka jak inne kobiety. Ładna, zgrabna i elegancka. Wyszła spod prysznica, wytarła ciało hotelowym ręcznikiem i wsunęła na siebie długie szare dresy i koszulkę z Nirvaną. Wyszła z łazienki i unikając kontaktu wzrokowego z Brianem położyła się do łóżka, szczelnie otuliła ciało kołdrą, a gdy usłyszała, że mężczyzna zamknął drzwi do łazienki szybko wyjęła telefon z kieszeni spodni. Na ekranie widniała jedna nieprzeczytana wiadomość.
Odetchnęła. Cieszyła się w duchu, że już żadna kobieta z tamtych okolic nie zostanie potraktowana tak jak ona, że w końcu złapali tych zjebów, którzy wyrządzili jej taką krzywdę. Przez nich teraz już nigdy nie spojrzy na świat pozytywnie, zawsze gdzieś pojawią się czarne barwy, które będą odzwierciedlały jej przeszłość.
- Skarbie, dobrze się czujesz? - usłyszała cichy głos Briana nad uchem.
- Przepraszam – wyszeptała i przyciągnęła go do siebie za koszulkę. - Nie chcę być taka. Chcę być tą dziewczyną, którą poznałeś kiedyś, tą którą kochałeś całym sercem, teraz jestem inna. Wstydzę się siebie, swojego ciała i tego co stało się niedawno. Nie chcę żebyś się mnie brzydził. - szlochała
- Emma, uspokój się. O czym ty mówisz?
- Nie odchodź ode mnie, jesteś całym moim światem. Zostań przy mnie, ja wiem, że to co się wydarzyło wpłynie znacząco na nasz związek, ale nie odchodź.
- Nie mów tak. Nie odejdę. Nigdy. To, że nie możesz uprawiać seksu nie jest końcem świata, będę przy tobie bo cię kocham. A z przeszłością będziemy walczyć, zawsze będę cię wspierał. To co zrobiłem dzisiaj było tylko dowodem mojej miłości. Chcę zostać przy tobie na zawsze, kocham cię niewyobrażalnie mocno. - Wtulił Emmę w pierś. - Poradzimy sobie z tym, tak jak poradziliśmy sobie ze śmiercią Jamesa. Nie płacz maleńka – wstał i położył się obok niej na łóżku. Przytulił ją mocno i zaczął głaskać po głowie.
- Powiedz, że mnie kochasz, proszę. Powiedz, że nie jestem zdzirą.
- Przestań tak mówić. Jesteś najcudowniejszą kobietą na świecie. Kocham cię, nawet nie masz pojęcia jak mocno, nie chcę, żebyś kiedykolwiek miała o sobie takie zdanie. Zobacz ile jest kobiet na świecie, które przeszły przez to samo co ty, niektóre straciły życie, ty byłaś dzielna i walczyłaś. Słyszałem od Demi, że raz prawie im uciekłaś, ale dałaś radę. Zachowałem się wtedy jak pierdolony dupek, bo nie byłem przy tobie. Odjebało mi, po prostu byłem tak zrozpaczony i nie dochodziło to do mnie. Mój wewnętrzny ból zagłuszały wódka i narkotyki. Uświadomiłem sobie, że nie mogę bez ciebie żyć. Podciąłem sobie żyły, bo nic nie miało dla mnie sensu. Śmierć Jimmiego i … to. - przytulił ją mocniej.
- Dziękuję. - wyszeptała.
Stanęła przed masywnymi drzwiami. Rozejrzała się dookoła, nie było nikogo, uliczkę oświetlało tylko migające niebieskie światło. Popchnęła drzwi i znalazła się w środku. Ściany były w opłakanym stanie, odchodząca farba i porozrzucany tynk po podłodze dawały wrażenie opuszczonego psychiatryka. Bolały ją oczy od światła, które było zimne i nieprzyjemne. Weszła rozlatującymi się schodami na górę, przeszła przez uchylone drzwi, a jej uszom dobiegł cichy szmer. Weszła do najbliższego pomieszczenia i ujrzała leżącą na podłodze parę, która spała w swoich objęciach, obok nich leżały strzykawki i woreczki z białym proszkiem. Poszła do pokoju naprzeciwko, z którego wydobywał się szmer. Podeszła do mężczyzny, który właśnie zaciskał sobie pasek na ręce. Uderzył parę razy ręką w miejsce, gdzie znajdowały się żyły i szybkim ruchem wstrzyknął sobie w to miejsce zawartość strzykawki. Rozluźnił pasek i spojrzał na Emmę.
- Dużo tu nas, jeszcze mylą mi się imiona. Ludzie jak ludzie, trochę hipów, ale większość to narkomani z przekonania. Bez życia, zmarnowani, smutni. Rozmowy tylko o ćpaniu, wspomnienia. Rzadko się mówi o planach na przyszłość. Tutaj nie ma przyszłości. Trzeba przetrwać teraźniejszość na odwyku, by później znowu iść i zatracić się w ćpaniu, w narkotycznym śnie. Czego chcesz? -zapytał przyćmionym głosem. Zaśmiał się szyderczo. - Jak po działkę to tam – wskazał palcem na mężczyznę leżącego obok zabitego deskami okna. Emma posłusznie do niego podeszła i wyciągnęła rękę. Mężczyzna popatrzył na Emmę i uśmiechnął się do siebie. Zacisnął jej pasek na przedramieniu, poklepał parę razy i z całej siły wbił jej igłę w żyłę. Emma zawyła z bólu. Padła na podłogę. Usłyszała tylko śmiech mężczyzn.
- Co ty jej podałeś?
- Flunitrazepam
- To co? Dawaj, póki się nie ocknęła – Emma poczuła, że jej spodnie zostały usunięte, a jej bielizna gwałtownie zerwana.
- Dawaj Jeremy! - zaśmiał się jeden z nich. Poczuła silny ból w okolicach podbrzusza.
- Zostaw mnie! - krzyknęła gwałtownie podnosząc się do góry.
- Kochanie, spokojnie. Co się dzieje? - Brian zerwał się z łóżka
- Sen, to tylko zły sen. Nic, koszmar – złapała się za klatkę piersiową. Jej oczy napłynęły łzami. Brian delikatnie przytulił się do jej pleców. Odwróciła się i wtuliła głowę w jego tors.
- Już dobrze, jestem przy tobie. - pogłaskał ją po głowie delikatnie się kołysząc. Wzdrygnęła się i pocałowała go w szyję.
- Ja już nie mogę. Nie wytrzymam. - załkała
- Dasz radę jeszcze usnąć? Jest trzecia nad ranem.
- Potrzebuję się czegoś napić.
- Przy łóżku jest woda, chcesz?
- Potrzebuję czegoś mocniejszego. Jest tutaj może whiskey, albo tequilla? - wytarła oczy
- Coś jest. Poczekaj, zobaczę – wstał z łózka i podszedł do barku. - Jest to i to. Zrobię ci whiskey z lodem.
- Dziękuję, jesteś cudowny. - potarła rękę.
- Za tydzień wylatujemy w pierwszą trasę. Nie chcę cie zostawiać samej. Nie wiem czy Larry pozwoli na twój wyjazd z nami. - podał jej drinka
- Dam sobie radę. Demi zapisała mnie do terapeuty, będę do niego chodzić – powiedziała ze sztucznym uśmiechem. Tak naprawdę nie chciała, żeby Brian ją zostawiał. Wiedziała, że ta rozłąka nie skończy się dobrze, miała takie przeczucie.
- Kochanie, zobaczę co da się zrobić. A tak poza tym to Jack odszedł z zespołu, musimy znaleźć jak najprędzej nowego perkusistę.
- Jack co? Jak to? Nie … - zakrztusiła się drinkiem
- Nie wiem jaka była przyczyna. Nie powiedział nam.
- Kurwa. To pewnie przeze mnie. Wszystko zawsze dzieje sięz mojej winy, po prostu kurwa mnie to wszystko dobija – złapała się za czoło.
- Przestań, nic nie jest przez ciebie. - zapewniał ją.
- Mam takie przeczucie. Nie chcę, żeby działo się cokolwiek z waszym zespołem przeze mnie. Jestem zdenerwowana tą całą sytuacją. Gdyby nie moja głupota pewnie byłabym teraz normalna, nie wstydziłabym się swojego ciała, nie wstydziłabym się pokazać go tobie. To jest najgorsza bariera do przełamania. Nie wiem czy kiedykolwiek pokażę ci swoje ciało w pełnej okazałości, po prostu to jest trudne.
- Ja nie nalegam, ale możemy spróbować. Będę delikatny, znasz mnie. Jeżeli cokolwiek ci się nie spodoba powiedz dość, a przestanę. I nie mówię tutaj o seksie, bo wiem, że na to potrzebujesz więcej czasu, ale chodzi mi o przełamanie bariery wstydu. Uwierz mi, jesteś najpiękniejszą kobietą na ziemi, masz boksie ciało, kuszące krągłości i apetyczny tyłeczek. Zaufasz mi? - zapytał z nadzieją.
- Ja nie wiem czy jestem gotowa, ale czyń swoją powinność
- Nie chcę tego robić na siłę. Jeżeli nie podoba ci się ten pomysł po prostu mi powiedz – pogłaskał ją po policzku
- Wszystko jest okej, możesz działać – uśmiechnęła się niepewnie
- Na pewno?
- Bo się zaraz rozmyślę i gówno będziesz widział – dała mu pstryczka w nos. - Tylko jak powiem dość to przestajesz.
- Musisz się rozluźnić. Inaczej nie mogę nic zrobić.
- Nie mogę – zrobiła smutną minę
- Zrobimy inaczej – włączył odtwarzacz, z którego wydobyły się smętne dźwięki, przyciemnił światło i zaczął masować braki Emmy. Poczuł, że się rozluźniła i przesunął dłonie na jej biodra. Momentalnie zesztywniała. Przygryzł wargę i powrócił do ponownego masowania barków. Druga próba zejścia na biodra okazała się sukcesem, bo Emma cały czas była rozluźniona. Włożył ręce pod koszulkę i delikatnie zaczął jeździć palcami po jej delikatnej skórze.
- Mam ciarki wariacie – zachichotała.
- To znaczy, że ci się podoba. Odniosłaś jakiś sukces. - pocałował ją w obojczyk.
- A której dziewczynie by się nie podobała taka przygoda z tobą? Twoje fanki na pewno dałyby wszystko za to, żebyś chociaż je dotknął. Nie mówiąc już nawet o tym, żebyś włożył im ręce pod koszulkę – zaśmiała się – Na pewno byłyby w siódmym niebie, a nie chcę nawet wspominać co by się działo jakbyś siedział z nimi na łóżku. Nie byłyby takimi łajzami jak ja, które boja się przed tobą rozebrać.
- Ale ja kocham taką łajzę, którą jesteś ty, bo przynajmniej trenuję na tobie moją cierpliwość. - zaśmiał się
- Ha ha ha ale śmieszne. Zagraj na moim brzuchu solówkę z, jak to się nazywało, afterlife?
- No już lecę – prychnął
- No proszę, bo tam tak zapierniczasz tymi palcami, że jak na to patrzę to czasem orgazmu dostaję – palnęła się w czoło – O czym ja gadam w ogóle – zaśmiała się
- Ja mam taką gorącą kobietę w łóżku i ja nie mogę nic z nią zrobić? To jest czysta niesprawiedliwość – założył ręce pod piersi.
- Oj no już się tak nie dąsaj, przyjdzie jeszcze na to czas. Teraz jestem zmęczona, a to whiskey spotęgowało we mnie uczucie senności. I jeszcze do tego wygaduję głupoty – pokręciła głową, położyła się na swojej połówce i zgasiła światło. Brian wtulił siew jej ciało i obydwoje zasnęli.
- Witamy Państwa w hotelu Pont Royal. Jest godzina dziewiąta rano, szwedzki stół z posiłkami znajduje się na pierwszym piętrze. Smacznego. - telewizor oświetlił cały pokój i wypełnił go głośnym zgiełkiem
- Oni sobie chyba żartują – Brian przetarł twarz
- Bri? O co tu chodzi? - wybełkotała Emma
- Pobudka słoneczko. Dziewiąta, a my mamy śniadanie – pocałował ją w skroń
- Przynieś mi tutaj. - przykryła głowę kołdrą.
- O nie nie, masz być gotowa za pół godziny i schodzimy na śniadanie, potem gdzieś pójdziemy. - Brian wstał z łóżka i podszedł do walizki, z której wyciągnął czarną koszulkę bez rękawów i czarne spodnie. Sprawnie zmienił piżamę na ubranie codzienne i zerwał z Emmy kołdrę.
- Palancie co robisz? Ja tutaj śpię! Nie lubię cię mój przyszły mężu – pokazała mu język i okryła się prześcieradłem.
- Palancie? Ja ci dam palancie – podszedł do niej i zaczął ją łaskotać.
- A, ała moje żebra, to boli – mówiła przez śmiech
- do łazienki, ja ci coś przygotuję do ubrania – klepnął ją w tyłek. Odpłaciła się mu siarczystym ciosem w policzek.
- Nie klep mnie, bo … nie. Nie życzę sobie tego. Nie jestem koniem, żeby mnie tak popędzać – jej głos nabrał poważnego tonu.
- Przepraszam – syknął przez zęby pocierając policzek. Emma pocałowała go w miejsce, w które go uderzyła i poszła do łazienki. Stanęła w drzwiach i odwróciła się w stronę Briana
- Kocham twoją piękną buźkę, nie mam serca jej bić, ale czasami zasługujesz – posłała mu buziaka. Brian wywrócił oczami i podszedł do drzwi, bo rozległo się pukanie.
- Siema stary, kurwa ale jestem padnięty. Masz coś do żarcia? - Zacky wpadł do pokoju ciągnąc za sobą Matta i Johnnego.
- Co wy tu kurwa robicie? - zapytał Brian
- Przyjaciela byśmy nie odwiedzili? - Zacky poklepał go po ramieniu. - A tak na serio to mamy tutaj spotkanie z perkusistami, a przy okazji pomyśleliśmy, że cię odwiedzimy – wyszczerzył się
- Tak, tak akurat tutaj musicie mieć spotkanie z perkusistami. Jaka ironia losu – prychnął – Akurat jak ja jestem z Emmą to musieliście tutaj przyjechać – wywrócił oczami i wziął się pod boki
- No i jak stary? Zgodziła się czy puściła cię z torbami? - zaśmiał się Matt biorąc łyka whiskey.
- Mnie by się oparła? Matt, ty sobie żartujesz. Mój urok osobisty zabija wszystkie dziewczyny – zaśmiał się – A tak poza tym to ty planujesz coś z Joan?
- Hahaha poczekaj, jeszcze nie tak prędko, zobaczymy jak gotuje – pokazał mu język
- Jesteś jakiś zjebany – Zacky puknął się w czoło
- Przecież żartuję misiu ptysiu – Matt opadł na kanapę i włączył telewizor.
- Jak się czuje Emma? - Johnny odezwał się po chwili
- Nie najgorzej, aczkolwiek miała chwile słabości, teraz wszystko jest w porządku. - podszedł do Zackiego i złapał go za tyłek – Mmm jak zwykle mięciutki – zaśmiał się
- Ej, łapy precz od niego – zawołała Emma wychodząc z łazienki
- O co chodzi? W końcu przybraliśmy miano Synacky – zaśmiał się
- Naszego się nie da złączyć, ale i tak wyglądamy ładnie – pokazała mu język i złapała go za dłoń.
- Em, zapomniałbym. Jesteś na okładce magazynu – Johnny zachichotał i podał Emmie czasopismo.
- Chyba sobie żartują głupie ciule! - krzyknęła - „Czyżby kolejna dama na pięć minut? Synyster Gates i jego nowa dziewczyna” - przeczytała.
- Kiedy ten numer się ukazał? - Brian podniósł jedną brew
- Wczoraj, ale to aż dziwne, że wcześniej was razem nie widzieli. Chociaż całkiem logiczne skoro na ponad pół roku słuch o nas zaginął. - Zacky założył ręce pod piersi. Zadzwonił telefon. Zacky odebrał i po chwili stwierdził, że muszą jechać na przesłuchania.
- Brian jedziesz z nami? - zapytał Matt
- Mamy plany z Emmą, chyba, że chcesz jechać na przesłuchania? - zwrócił siew stronę dziewczyny
- Możemy jechać. Zawsze chciałam zobaczyć jak to wygląda – uśmiechnęła się.
- To zbieraj się i zaraz wychodzimy – Brian dał jej pstryczka w nos.
Jechali godzinę, na miejscu zauważyli całą gromadę ludzi, którzy stali przed studiem , w którym miało odbyć się przesłuchanie, większość z nich stała z pałeczkami i robiła nimi różne triki.
- Chyba lepiej by było gdybyśmy zajechali od tyłu, bo oni nas rozszarpią – Zacky otworzył szeroko oczy.
- Nie ma tutaj dziewczyn, to możecie być spokojni – uśmiechnęła się Emma
- No, uważaj, bo faceci są czasem gorsi – Matt pokręcił głową.
Stanęli przed tylnymi drzwiami i weszli do środka. Usiedli za szybą, która oddzielała pomieszczenie jury od pomieszczenia z perkusją. Wszedł pierwszy kandydat. Usiadł za perkusją i zaczął grać to co kazali mu chłopcy. Emma nic z tego nie rozumiała, ale bardziej skupiała się na tym czy są przystojni czy nie. Nadeszła kolej na dwudziestego trzeciego z kolei.
- Ten ma fajne włosy – zachichotała Emma – Ale przystojny to on nie jest – wykrzywiła twarz.
- Jak masz na imię? - zapytał Matt
- Richard. Jestem z Kaliforni, moja matka śpiewa w chórze, a mój ojciec gra na gitarze.
- Dobra, nie gadaj tylko graj – Zacky wskazał na perkusję. - Może na początek Almost Easy
- Czemu akurat to? - zapytał po cichu Matt
- Nie widziałeś jak Jimmy tam wymiatał? - odpowiedział. Matt tylko na niego popatrzył i wzruszył ramionami. Po skończonym utworze chłopcy kazali zagrać mu jeszcze fragment Afterlife i początek Welcome To The Family.
- Stary, on jest całkiem dobry – Zacky przygryzł wargę.
- Weźmiemy go na rozmowę, damy mu piwko, usiądziemy sobie, tylko trzeba jeszcze iść i powiedzieć pozostałym, że już wybraliśmy. - Matt wyjął piwo z plecaka.
- Johnny idź – Zacky uśmiechnął się do niego
- Zawsze ja! Zawsze biedny gnomek! - wygiął usta w podkówkę.
- Ja pójdę, siedź gnomciu – Emma złapała go za ramię i wyszła.
- Richard, podejdź do nas. - powiedział Matt
- Słuchaj, jesteś cholernie dobry w te klocki – powiedział Brian podając mu otwieracz i butelkę z piwem
- Pochodzę z muzycznej rodziny, mój ojciec zawsze chciał żebym grał na jakimś instrumencie, próbowałem grać na organach, gitarze, ale najbardziej zaintrygowała mnie gra na perkusji, zacząłem grać w wieku dziewięciu lat, więc trochę lat mam za sobą – uśmiechnął się – Ludzie w mojej szkole nazywają mnie Arin, od mojego drugiego imienia. Jestem jaki jestem, chudy patyk, trochę nie pasuję do waszej piątki pod względem budowy ciała, ale myślę, że będę do was pasował pod względem stylu gry – upił łyk piwa
- Arin, stary. Witaj w zespole – Zacky poklepał go po plecach
- Jestem w szoku, że w ogóle mogę się z wami spotkać na takim przesłuchaniu, bo jesteście moimi idolami od x czasu, słucham was na okrągło, a to, że będę w waszym zespole jeszcze bardziej mną wstrząsnęło, wielkie dzięki. - uścisnął dłoń każdemu z nich – A co to za dziewczyna, która z wami jest?
- Narzeczona Gatesa – prychnął Matt
- Ładna – wyszczerzył ząbki
- Ej, łapy precz – Brian syknął
- Spokojnie, ja już mam towarzyszkę życia – wziął kolejnego łyka.
- Słuchajcie, poznałam dziewczynę, która jest gitarzystką w mało znanym zespole. Ma na imię Nelly i strasznie chciała was poznać. A szczególnie ciebie Zacky – Emma stanęła w przejściu
- Dobra, możesz ją przyprowadzić, ale tylko parę zdjęć i niech idzie – Zacky wywrócił oczami.
- Cz … cześć – dziewczyna stanęła w drzwiach. Była jeszcze drobniejsza od Emmy, ubrana cała na czarno, ale miała koszulkę która przykuła wzrok Zackiego.
- Masz koszulkę z mojego sklepu? - zapytał z niedowierzaniem
- Ja .. jasne, ale miałam straszne problemy, żeby ją zamówić, bo mylili zamówienia i przychodziły albo za duże albo za małe, do tego często mylili kolory – założyła ręce pod piersi
- To ty jesteś tą problemową Nelly, o której mi mówili – Zacky uśmiechnął się i podszedł do niej, złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie. Przytulił ją z całej siły.
- O Boże – powiedziała i osunęła się na podłogę.
- Ona zemdlała, debilu po co ją tak ściskałeś? - Matt podbiegł do dziewczyny. - Zrób jej usta – usta to jak się obudzi to jeszcze raz zemdleje, zobaczysz – Matt głośno się zaśmiał.
- Ha ha ha bardzo śmieszne, śmiej się z małej dziewczynki, która nam tutaj prawie umarła – Johnny wywrócił oczami.
- Zacky zajmij się nią, bo zaraz tutaj oszaleję – Brian złapał się za głowę. Zacky posłusznie wziął dziewczynę na ręce i położył ją na kanapie. Przyłożył ucho do jej ust i usłyszał oddech.
- Oddycha, tylko zemdlała. Przynieście mi mokrą chusteczkę i wodę – rozkazał. - Boże, ja zwariuję z tymi fankami. Popatrzył na jej delikatną twarz i pogłaskał ją po policzku. Znał ją, bo wysłała do niego maila z groźbami. Cały czas jego pracownicy mylili się w wysyłce koszulek.
- Trzymaj to – Brian podał mu wodę i chusteczkę. Zacky nalał wodę na szmatkę i przyłożył dziewczynie do czoła, opryskał jej twarz wodą i zauważył, że staje się przytomna.
- Jestem w niebie – powiedziała i znów opadła bez sił.
- Poczekaj, chcę z tobą jeszcze zatańczyć – pocałował ją w dłoń i porwał do tańca. Dał znak kelnerowi i z głośników wydobyły się dźwięki „Always”. Tańczyli na środku restauracji. Sami. Wtuleni w siebie.
- And I will love you, baby - Always And I'll be there forever and a day - Always I'll be there till the stars don't shine Till the heavens burst and the words don't rhyme And I know when I die, you'll be on my mind And I'll love you always – wraz z refrenem Brian śpiewał Emmie słowa do ucha.
- Jestem padnięta – Emma rzuciła się na łóżko
- Może się położysz? - puścił do niej oczko
- Tak chyba zrobię. - posłała mu delikatny uśmiech i ruszyła w kierunku łazienki. Weszła do środka i poczuła przyjemne ciepło na nogach. No tak, podgrzewana podłoga robiła swoje. Nie wiedziała od czego zacząć. W końcu związała włosy i zmyła makijaż. Do teraz widoczne były ślady pobicia, miała delikatnie posiniaczone oczy i bliznę na policzku. Westchnęła i chwyciła za zamek sukienki. Nie odpięła go od razu, była zażenowana, bo wiedziała co zaraz ujrzy. Przełamała się i szybkim ruchem odsunęła zamek. Jej oczom ukazało się posiniaczone ciało, wklęsłe punkty na żebrach i dwie zszyte rany na biodrze i udzie. Zdjęła buty, bieliznę i weszła pod prysznic. Zacisnęła powieki i ścisnęła mocno zęby, odkręciła wodę, a jej łzy zlewały się ze strugami opadającej wody na jej twarz.
- Kochanie? - Brian zajrzał przez drzwi do łazienki.
- Wyjdź stąd! - krzyknęła
- Emma, ale …
- Powiedziałam, wyjdź! - uderzyła ręką o kabinę po czym wybuchnęła płaczem. Nie umiała poradzić sobie z niedawnymi wydarzeniami. Wstydziła się własnego ciała, a jeszcze bardziej wstydziła się go pokazać swojemu przyszłemu mężowi. To było absurdalne, ale bolało ją to jak ktoś na nią patrzył, wydawało jej się, że jest inna, nie jest taka jak inne kobiety. Ładna, zgrabna i elegancka. Wyszła spod prysznica, wytarła ciało hotelowym ręcznikiem i wsunęła na siebie długie szare dresy i koszulkę z Nirvaną. Wyszła z łazienki i unikając kontaktu wzrokowego z Brianem położyła się do łóżka, szczelnie otuliła ciało kołdrą, a gdy usłyszała, że mężczyzna zamknął drzwi do łazienki szybko wyjęła telefon z kieszeni spodni. Na ekranie widniała jedna nieprzeczytana wiadomość.
„Emm, policja złapała tych skurwieli. Możesz spać spokojnie, umówiłam Cię do terapeuty, myślę, że to dobre rozwiązanie, nie krzywdź Briana, on Cię bardzo kocha. A tak przy okazji to gratuluję kochanie. Demi”
- Skarbie, dobrze się czujesz? - usłyszała cichy głos Briana nad uchem.
- Przepraszam – wyszeptała i przyciągnęła go do siebie za koszulkę. - Nie chcę być taka. Chcę być tą dziewczyną, którą poznałeś kiedyś, tą którą kochałeś całym sercem, teraz jestem inna. Wstydzę się siebie, swojego ciała i tego co stało się niedawno. Nie chcę żebyś się mnie brzydził. - szlochała
- Emma, uspokój się. O czym ty mówisz?
- Nie odchodź ode mnie, jesteś całym moim światem. Zostań przy mnie, ja wiem, że to co się wydarzyło wpłynie znacząco na nasz związek, ale nie odchodź.
- Nie mów tak. Nie odejdę. Nigdy. To, że nie możesz uprawiać seksu nie jest końcem świata, będę przy tobie bo cię kocham. A z przeszłością będziemy walczyć, zawsze będę cię wspierał. To co zrobiłem dzisiaj było tylko dowodem mojej miłości. Chcę zostać przy tobie na zawsze, kocham cię niewyobrażalnie mocno. - Wtulił Emmę w pierś. - Poradzimy sobie z tym, tak jak poradziliśmy sobie ze śmiercią Jamesa. Nie płacz maleńka – wstał i położył się obok niej na łóżku. Przytulił ją mocno i zaczął głaskać po głowie.
- Powiedz, że mnie kochasz, proszę. Powiedz, że nie jestem zdzirą.
- Przestań tak mówić. Jesteś najcudowniejszą kobietą na świecie. Kocham cię, nawet nie masz pojęcia jak mocno, nie chcę, żebyś kiedykolwiek miała o sobie takie zdanie. Zobacz ile jest kobiet na świecie, które przeszły przez to samo co ty, niektóre straciły życie, ty byłaś dzielna i walczyłaś. Słyszałem od Demi, że raz prawie im uciekłaś, ale dałaś radę. Zachowałem się wtedy jak pierdolony dupek, bo nie byłem przy tobie. Odjebało mi, po prostu byłem tak zrozpaczony i nie dochodziło to do mnie. Mój wewnętrzny ból zagłuszały wódka i narkotyki. Uświadomiłem sobie, że nie mogę bez ciebie żyć. Podciąłem sobie żyły, bo nic nie miało dla mnie sensu. Śmierć Jimmiego i … to. - przytulił ją mocniej.
- Dziękuję. - wyszeptała.
Stanęła przed masywnymi drzwiami. Rozejrzała się dookoła, nie było nikogo, uliczkę oświetlało tylko migające niebieskie światło. Popchnęła drzwi i znalazła się w środku. Ściany były w opłakanym stanie, odchodząca farba i porozrzucany tynk po podłodze dawały wrażenie opuszczonego psychiatryka. Bolały ją oczy od światła, które było zimne i nieprzyjemne. Weszła rozlatującymi się schodami na górę, przeszła przez uchylone drzwi, a jej uszom dobiegł cichy szmer. Weszła do najbliższego pomieszczenia i ujrzała leżącą na podłodze parę, która spała w swoich objęciach, obok nich leżały strzykawki i woreczki z białym proszkiem. Poszła do pokoju naprzeciwko, z którego wydobywał się szmer. Podeszła do mężczyzny, który właśnie zaciskał sobie pasek na ręce. Uderzył parę razy ręką w miejsce, gdzie znajdowały się żyły i szybkim ruchem wstrzyknął sobie w to miejsce zawartość strzykawki. Rozluźnił pasek i spojrzał na Emmę.
- Dużo tu nas, jeszcze mylą mi się imiona. Ludzie jak ludzie, trochę hipów, ale większość to narkomani z przekonania. Bez życia, zmarnowani, smutni. Rozmowy tylko o ćpaniu, wspomnienia. Rzadko się mówi o planach na przyszłość. Tutaj nie ma przyszłości. Trzeba przetrwać teraźniejszość na odwyku, by później znowu iść i zatracić się w ćpaniu, w narkotycznym śnie. Czego chcesz? -zapytał przyćmionym głosem. Zaśmiał się szyderczo. - Jak po działkę to tam – wskazał palcem na mężczyznę leżącego obok zabitego deskami okna. Emma posłusznie do niego podeszła i wyciągnęła rękę. Mężczyzna popatrzył na Emmę i uśmiechnął się do siebie. Zacisnął jej pasek na przedramieniu, poklepał parę razy i z całej siły wbił jej igłę w żyłę. Emma zawyła z bólu. Padła na podłogę. Usłyszała tylko śmiech mężczyzn.
- Co ty jej podałeś?
- Flunitrazepam
- To co? Dawaj, póki się nie ocknęła – Emma poczuła, że jej spodnie zostały usunięte, a jej bielizna gwałtownie zerwana.
- Dawaj Jeremy! - zaśmiał się jeden z nich. Poczuła silny ból w okolicach podbrzusza.
- Zostaw mnie! - krzyknęła gwałtownie podnosząc się do góry.
- Kochanie, spokojnie. Co się dzieje? - Brian zerwał się z łóżka
- Sen, to tylko zły sen. Nic, koszmar – złapała się za klatkę piersiową. Jej oczy napłynęły łzami. Brian delikatnie przytulił się do jej pleców. Odwróciła się i wtuliła głowę w jego tors.
- Już dobrze, jestem przy tobie. - pogłaskał ją po głowie delikatnie się kołysząc. Wzdrygnęła się i pocałowała go w szyję.
- Ja już nie mogę. Nie wytrzymam. - załkała
- Dasz radę jeszcze usnąć? Jest trzecia nad ranem.
- Potrzebuję się czegoś napić.
- Przy łóżku jest woda, chcesz?
- Potrzebuję czegoś mocniejszego. Jest tutaj może whiskey, albo tequilla? - wytarła oczy
- Coś jest. Poczekaj, zobaczę – wstał z łózka i podszedł do barku. - Jest to i to. Zrobię ci whiskey z lodem.
- Dziękuję, jesteś cudowny. - potarła rękę.
- Za tydzień wylatujemy w pierwszą trasę. Nie chcę cie zostawiać samej. Nie wiem czy Larry pozwoli na twój wyjazd z nami. - podał jej drinka
- Dam sobie radę. Demi zapisała mnie do terapeuty, będę do niego chodzić – powiedziała ze sztucznym uśmiechem. Tak naprawdę nie chciała, żeby Brian ją zostawiał. Wiedziała, że ta rozłąka nie skończy się dobrze, miała takie przeczucie.
- Kochanie, zobaczę co da się zrobić. A tak poza tym to Jack odszedł z zespołu, musimy znaleźć jak najprędzej nowego perkusistę.
- Jack co? Jak to? Nie … - zakrztusiła się drinkiem
- Nie wiem jaka była przyczyna. Nie powiedział nam.
- Kurwa. To pewnie przeze mnie. Wszystko zawsze dzieje sięz mojej winy, po prostu kurwa mnie to wszystko dobija – złapała się za czoło.
- Przestań, nic nie jest przez ciebie. - zapewniał ją.
- Mam takie przeczucie. Nie chcę, żeby działo się cokolwiek z waszym zespołem przeze mnie. Jestem zdenerwowana tą całą sytuacją. Gdyby nie moja głupota pewnie byłabym teraz normalna, nie wstydziłabym się swojego ciała, nie wstydziłabym się pokazać go tobie. To jest najgorsza bariera do przełamania. Nie wiem czy kiedykolwiek pokażę ci swoje ciało w pełnej okazałości, po prostu to jest trudne.
- Ja nie nalegam, ale możemy spróbować. Będę delikatny, znasz mnie. Jeżeli cokolwiek ci się nie spodoba powiedz dość, a przestanę. I nie mówię tutaj o seksie, bo wiem, że na to potrzebujesz więcej czasu, ale chodzi mi o przełamanie bariery wstydu. Uwierz mi, jesteś najpiękniejszą kobietą na ziemi, masz boksie ciało, kuszące krągłości i apetyczny tyłeczek. Zaufasz mi? - zapytał z nadzieją.
- Ja nie wiem czy jestem gotowa, ale czyń swoją powinność
- Nie chcę tego robić na siłę. Jeżeli nie podoba ci się ten pomysł po prostu mi powiedz – pogłaskał ją po policzku
- Wszystko jest okej, możesz działać – uśmiechnęła się niepewnie
- Na pewno?
- Bo się zaraz rozmyślę i gówno będziesz widział – dała mu pstryczka w nos. - Tylko jak powiem dość to przestajesz.
- Musisz się rozluźnić. Inaczej nie mogę nic zrobić.
- Nie mogę – zrobiła smutną minę
- Zrobimy inaczej – włączył odtwarzacz, z którego wydobyły się smętne dźwięki, przyciemnił światło i zaczął masować braki Emmy. Poczuł, że się rozluźniła i przesunął dłonie na jej biodra. Momentalnie zesztywniała. Przygryzł wargę i powrócił do ponownego masowania barków. Druga próba zejścia na biodra okazała się sukcesem, bo Emma cały czas była rozluźniona. Włożył ręce pod koszulkę i delikatnie zaczął jeździć palcami po jej delikatnej skórze.
- Mam ciarki wariacie – zachichotała.
- To znaczy, że ci się podoba. Odniosłaś jakiś sukces. - pocałował ją w obojczyk.
- A której dziewczynie by się nie podobała taka przygoda z tobą? Twoje fanki na pewno dałyby wszystko za to, żebyś chociaż je dotknął. Nie mówiąc już nawet o tym, żebyś włożył im ręce pod koszulkę – zaśmiała się – Na pewno byłyby w siódmym niebie, a nie chcę nawet wspominać co by się działo jakbyś siedział z nimi na łóżku. Nie byłyby takimi łajzami jak ja, które boja się przed tobą rozebrać.
- Ale ja kocham taką łajzę, którą jesteś ty, bo przynajmniej trenuję na tobie moją cierpliwość. - zaśmiał się
- Ha ha ha ale śmieszne. Zagraj na moim brzuchu solówkę z, jak to się nazywało, afterlife?
- No już lecę – prychnął
- No proszę, bo tam tak zapierniczasz tymi palcami, że jak na to patrzę to czasem orgazmu dostaję – palnęła się w czoło – O czym ja gadam w ogóle – zaśmiała się
- Ja mam taką gorącą kobietę w łóżku i ja nie mogę nic z nią zrobić? To jest czysta niesprawiedliwość – założył ręce pod piersi.
- Oj no już się tak nie dąsaj, przyjdzie jeszcze na to czas. Teraz jestem zmęczona, a to whiskey spotęgowało we mnie uczucie senności. I jeszcze do tego wygaduję głupoty – pokręciła głową, położyła się na swojej połówce i zgasiła światło. Brian wtulił siew jej ciało i obydwoje zasnęli.
- Witamy Państwa w hotelu Pont Royal. Jest godzina dziewiąta rano, szwedzki stół z posiłkami znajduje się na pierwszym piętrze. Smacznego. - telewizor oświetlił cały pokój i wypełnił go głośnym zgiełkiem
- Oni sobie chyba żartują – Brian przetarł twarz
- Bri? O co tu chodzi? - wybełkotała Emma
- Pobudka słoneczko. Dziewiąta, a my mamy śniadanie – pocałował ją w skroń
- Przynieś mi tutaj. - przykryła głowę kołdrą.
- O nie nie, masz być gotowa za pół godziny i schodzimy na śniadanie, potem gdzieś pójdziemy. - Brian wstał z łóżka i podszedł do walizki, z której wyciągnął czarną koszulkę bez rękawów i czarne spodnie. Sprawnie zmienił piżamę na ubranie codzienne i zerwał z Emmy kołdrę.
- Palancie co robisz? Ja tutaj śpię! Nie lubię cię mój przyszły mężu – pokazała mu język i okryła się prześcieradłem.
- Palancie? Ja ci dam palancie – podszedł do niej i zaczął ją łaskotać.
- A, ała moje żebra, to boli – mówiła przez śmiech
- do łazienki, ja ci coś przygotuję do ubrania – klepnął ją w tyłek. Odpłaciła się mu siarczystym ciosem w policzek.
- Nie klep mnie, bo … nie. Nie życzę sobie tego. Nie jestem koniem, żeby mnie tak popędzać – jej głos nabrał poważnego tonu.
- Przepraszam – syknął przez zęby pocierając policzek. Emma pocałowała go w miejsce, w które go uderzyła i poszła do łazienki. Stanęła w drzwiach i odwróciła się w stronę Briana
- Kocham twoją piękną buźkę, nie mam serca jej bić, ale czasami zasługujesz – posłała mu buziaka. Brian wywrócił oczami i podszedł do drzwi, bo rozległo się pukanie.
- Siema stary, kurwa ale jestem padnięty. Masz coś do żarcia? - Zacky wpadł do pokoju ciągnąc za sobą Matta i Johnnego.
- Co wy tu kurwa robicie? - zapytał Brian
- Przyjaciela byśmy nie odwiedzili? - Zacky poklepał go po ramieniu. - A tak na serio to mamy tutaj spotkanie z perkusistami, a przy okazji pomyśleliśmy, że cię odwiedzimy – wyszczerzył się
- Tak, tak akurat tutaj musicie mieć spotkanie z perkusistami. Jaka ironia losu – prychnął – Akurat jak ja jestem z Emmą to musieliście tutaj przyjechać – wywrócił oczami i wziął się pod boki
- No i jak stary? Zgodziła się czy puściła cię z torbami? - zaśmiał się Matt biorąc łyka whiskey.
- Mnie by się oparła? Matt, ty sobie żartujesz. Mój urok osobisty zabija wszystkie dziewczyny – zaśmiał się – A tak poza tym to ty planujesz coś z Joan?
- Hahaha poczekaj, jeszcze nie tak prędko, zobaczymy jak gotuje – pokazał mu język
- Jesteś jakiś zjebany – Zacky puknął się w czoło
- Przecież żartuję misiu ptysiu – Matt opadł na kanapę i włączył telewizor.
- Jak się czuje Emma? - Johnny odezwał się po chwili
- Nie najgorzej, aczkolwiek miała chwile słabości, teraz wszystko jest w porządku. - podszedł do Zackiego i złapał go za tyłek – Mmm jak zwykle mięciutki – zaśmiał się
- Ej, łapy precz od niego – zawołała Emma wychodząc z łazienki
- O co chodzi? W końcu przybraliśmy miano Synacky – zaśmiał się
- Naszego się nie da złączyć, ale i tak wyglądamy ładnie – pokazała mu język i złapała go za dłoń.
- Em, zapomniałbym. Jesteś na okładce magazynu – Johnny zachichotał i podał Emmie czasopismo.
- Chyba sobie żartują głupie ciule! - krzyknęła - „Czyżby kolejna dama na pięć minut? Synyster Gates i jego nowa dziewczyna” - przeczytała.
- Kiedy ten numer się ukazał? - Brian podniósł jedną brew
- Wczoraj, ale to aż dziwne, że wcześniej was razem nie widzieli. Chociaż całkiem logiczne skoro na ponad pół roku słuch o nas zaginął. - Zacky założył ręce pod piersi. Zadzwonił telefon. Zacky odebrał i po chwili stwierdził, że muszą jechać na przesłuchania.
- Brian jedziesz z nami? - zapytał Matt
- Mamy plany z Emmą, chyba, że chcesz jechać na przesłuchania? - zwrócił siew stronę dziewczyny
- Możemy jechać. Zawsze chciałam zobaczyć jak to wygląda – uśmiechnęła się.
- To zbieraj się i zaraz wychodzimy – Brian dał jej pstryczka w nos.
Jechali godzinę, na miejscu zauważyli całą gromadę ludzi, którzy stali przed studiem , w którym miało odbyć się przesłuchanie, większość z nich stała z pałeczkami i robiła nimi różne triki.
- Chyba lepiej by było gdybyśmy zajechali od tyłu, bo oni nas rozszarpią – Zacky otworzył szeroko oczy.
- Nie ma tutaj dziewczyn, to możecie być spokojni – uśmiechnęła się Emma
- No, uważaj, bo faceci są czasem gorsi – Matt pokręcił głową.
Stanęli przed tylnymi drzwiami i weszli do środka. Usiedli za szybą, która oddzielała pomieszczenie jury od pomieszczenia z perkusją. Wszedł pierwszy kandydat. Usiadł za perkusją i zaczął grać to co kazali mu chłopcy. Emma nic z tego nie rozumiała, ale bardziej skupiała się na tym czy są przystojni czy nie. Nadeszła kolej na dwudziestego trzeciego z kolei.
- Ten ma fajne włosy – zachichotała Emma – Ale przystojny to on nie jest – wykrzywiła twarz.
- Jak masz na imię? - zapytał Matt
- Richard. Jestem z Kaliforni, moja matka śpiewa w chórze, a mój ojciec gra na gitarze.
- Dobra, nie gadaj tylko graj – Zacky wskazał na perkusję. - Może na początek Almost Easy
- Czemu akurat to? - zapytał po cichu Matt
- Nie widziałeś jak Jimmy tam wymiatał? - odpowiedział. Matt tylko na niego popatrzył i wzruszył ramionami. Po skończonym utworze chłopcy kazali zagrać mu jeszcze fragment Afterlife i początek Welcome To The Family.
- Stary, on jest całkiem dobry – Zacky przygryzł wargę.
- Weźmiemy go na rozmowę, damy mu piwko, usiądziemy sobie, tylko trzeba jeszcze iść i powiedzieć pozostałym, że już wybraliśmy. - Matt wyjął piwo z plecaka.
- Johnny idź – Zacky uśmiechnął się do niego
- Zawsze ja! Zawsze biedny gnomek! - wygiął usta w podkówkę.
- Ja pójdę, siedź gnomciu – Emma złapała go za ramię i wyszła.
- Richard, podejdź do nas. - powiedział Matt
- Słuchaj, jesteś cholernie dobry w te klocki – powiedział Brian podając mu otwieracz i butelkę z piwem
- Pochodzę z muzycznej rodziny, mój ojciec zawsze chciał żebym grał na jakimś instrumencie, próbowałem grać na organach, gitarze, ale najbardziej zaintrygowała mnie gra na perkusji, zacząłem grać w wieku dziewięciu lat, więc trochę lat mam za sobą – uśmiechnął się – Ludzie w mojej szkole nazywają mnie Arin, od mojego drugiego imienia. Jestem jaki jestem, chudy patyk, trochę nie pasuję do waszej piątki pod względem budowy ciała, ale myślę, że będę do was pasował pod względem stylu gry – upił łyk piwa
- Arin, stary. Witaj w zespole – Zacky poklepał go po plecach
- Jestem w szoku, że w ogóle mogę się z wami spotkać na takim przesłuchaniu, bo jesteście moimi idolami od x czasu, słucham was na okrągło, a to, że będę w waszym zespole jeszcze bardziej mną wstrząsnęło, wielkie dzięki. - uścisnął dłoń każdemu z nich – A co to za dziewczyna, która z wami jest?
- Narzeczona Gatesa – prychnął Matt
- Ładna – wyszczerzył ząbki
- Ej, łapy precz – Brian syknął
- Spokojnie, ja już mam towarzyszkę życia – wziął kolejnego łyka.
- Słuchajcie, poznałam dziewczynę, która jest gitarzystką w mało znanym zespole. Ma na imię Nelly i strasznie chciała was poznać. A szczególnie ciebie Zacky – Emma stanęła w przejściu
- Dobra, możesz ją przyprowadzić, ale tylko parę zdjęć i niech idzie – Zacky wywrócił oczami.
- Cz … cześć – dziewczyna stanęła w drzwiach. Była jeszcze drobniejsza od Emmy, ubrana cała na czarno, ale miała koszulkę która przykuła wzrok Zackiego.
- Masz koszulkę z mojego sklepu? - zapytał z niedowierzaniem
- Ja .. jasne, ale miałam straszne problemy, żeby ją zamówić, bo mylili zamówienia i przychodziły albo za duże albo za małe, do tego często mylili kolory – założyła ręce pod piersi
- To ty jesteś tą problemową Nelly, o której mi mówili – Zacky uśmiechnął się i podszedł do niej, złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie. Przytulił ją z całej siły.
- O Boże – powiedziała i osunęła się na podłogę.
- Ona zemdlała, debilu po co ją tak ściskałeś? - Matt podbiegł do dziewczyny. - Zrób jej usta – usta to jak się obudzi to jeszcze raz zemdleje, zobaczysz – Matt głośno się zaśmiał.
- Ha ha ha bardzo śmieszne, śmiej się z małej dziewczynki, która nam tutaj prawie umarła – Johnny wywrócił oczami.
- Zacky zajmij się nią, bo zaraz tutaj oszaleję – Brian złapał się za głowę. Zacky posłusznie wziął dziewczynę na ręce i położył ją na kanapie. Przyłożył ucho do jej ust i usłyszał oddech.
- Oddycha, tylko zemdlała. Przynieście mi mokrą chusteczkę i wodę – rozkazał. - Boże, ja zwariuję z tymi fankami. Popatrzył na jej delikatną twarz i pogłaskał ją po policzku. Znał ją, bo wysłała do niego maila z groźbami. Cały czas jego pracownicy mylili się w wysyłce koszulek.
- Trzymaj to – Brian podał mu wodę i chusteczkę. Zacky nalał wodę na szmatkę i przyłożył dziewczynie do czoła, opryskał jej twarz wodą i zauważył, że staje się przytomna.
- Jestem w niebie – powiedziała i znów opadła bez sił.
Kurczę Always i ómrzyłam na samym początku <3 Sweet :D Brian jaki wyrozumiały, wie że Emma przeszła coś strasznego. Pomalutku do wszystkiego dojdą. A akcja z Nelly the best! Czekam na nexta <3
OdpowiedzUsuńahahahha biedna Nelly! ej, ale nie zczaiłam.
OdpowiedzUsuńto oni to przesłuchanie mieli w Paryżu??? o.O
with love,
z.
<3
Musze to napisać. Strasznie polubiłam Demi, nie wiem kiedy to się stało, ale ostatnio ciągle czekam na coś o niej do przeczytania.
OdpowiedzUsuńA Brian to mistrz słodyczy po prostu. czasami zachowuje się jak podręcznikowy ideał. Przez to co piszesz, mogę czasem poczuć co wy w nim wszystkie widzicie.
lovee, Sillie
Kurde, sorry, ale totalnie mi nie pasuje, że oni tak szybko do siebie wrócili. Ja rozumiem, że kochasz B. i chcesz, żeby był szczęśliwy razem z E., ale na litość boską, jak on ją potraktował po ty, jak Ci kolesie ją zgwałcili? Tak wiem, że się czepiam jak rzep psiego ogona i jestem upierdliwa. Ale nie mogę tego ogarnąć i tyle. E. jest święta? Miłość, miłością, ale to co przeżyła, pozostawia piętno na duszy. A kiedy pogrąża Cię ktoś, kto miał Cię kochać i bronić przed wszelkim złem tego świata, to tym bardziej boli. A ona wybacza B. jakby nigdy nic, on też udaje, że jest cudem boskim, no haaalllloooo. Nie jesteś! Strasznie żałuję, że nie ciągniesz dalej wątku Jack'a. Wydaje mi się, że mógłby być on tutaj idealnym wyjściem dla E. (oczywiście tymczasowym, żeby nie było). W ogóle tak mi cholernie przykro było, kiedy opisywałaś co się działo w głowie E. pod prysznicem. To jak ona o sobie myśli, o swoim ciele i tym, że jest nic nie warta. Straszne! Nie wiem, być może to przez to, że przez tyle lat zdążyłam sobie wyrobić dystans do B., ale gość mi teraz u Ciebie wyjątkowo działa na nerwy. Na początku go uwielbiałam, ale teraz chcę, żeby trochę pocierpiał. Autentycznie wpłynęłaś na mnie tym 20 rozdziałem, a szczególnie na to, jak postrzegam u Ciebie poszczególnych bohaterów. I w ogóle nic nie mówię, że dalej pamiętam ZV to co zrobił, bo zaraz się okaże, że żadnego z sevenfoldów nie lubię^^ Chociaż M... ^^
OdpowiedzUsuńChyba te moje wypociny trochę zajęły, ale akurat jestem w trybie pisania, więc wybacz^^ Czekam na next, bo nie mogę się doczekać co Ty tam wymyśliłaś ;)
Buziole, Pat:)
I tak ogólnie to mi się cholernie wszystko podoba, żeby nie było, że narzekam, czy coś!!!!!!!!!!! :D
Usuń