2 mar 2014

21. Je t'aime plus que la vie



Usiadła na łóżku, bransoletka z jej imieniem, którą nosi na nadgarstku sama zsuwała się po jej dłoni, kiedyś nie było mowy, żeby nawet na siłę można było ją zdjąć.
- Emma, zjedz coś. Wyglądasz jak patyk – Joan weszła do niej przynosząc jej tacę z jedzeniem.
- Zostaw mnie – powiedziała słabym głosem
- Nie mogę cię zostawić, bo umrzesz mi z głodu. Brian dzisiaj przyjechał do domu, może chciałabyś się z nim zobaczyć? - spytała cicho. Emma spojrzała na nią litosnym wzrokiem
- Joan, dobrze wiesz, że on nie chce mnie widzieć. Uważa, że go zdradziłam – łza spłynęła po jej policzku.
- Emma, nie możesz cały czas myśleć negatywnie, to że powiedział tak po pijaku nie znaczy, że tak uważa, był zdenerwowany – położył jej rękę na ramieniu.
- Przestań. Człowiek w stanie nietrzeźwym na pewno by nie skłamał. Powiedział, że mnie nie kocha – wybuchnęła płaczem
- Kochanie, nie płacz – Joan wzięła ją w objęcia. - Mam zadzwonić po Demi?
- Nie trzeba, ona i tak ma już ze mną sporo kłopotów – pokiwała przecząco głową.
- Mogłabyś mi powiedzieć co się stało wtedy … sama wiesz kiedy, czy raczej nie chcesz o tym rozmawiać?
- Jack zabrał mnie na kolacje – odgarnęła włosy z czoła – Gdy byliśmy na miejscu ktoś zadzwonił, że jego mama jest w szpitalu, chciał mnie odwieźć do domu, ale ja mu odmówiłam. Miałam jechać taksówką, ale coś mnie podkusiło, żeby iść na nogach. Potem jakiś gość mnie zaciągnął do uliczki i – rozpłakała się – I to zrobił. Było ich … - otarła łzy i przełknęła głośno ślinę – Pięciu – wyszeptała. Joan złapała się za czoło i zaczęła szybko oddychać, a z jej oczy po chwili wypłynęły łzy. - Nie miałam szans na ucieczkę, ani obronę – skuliła się.
- Może jedynym wyjściem jest porozmawianie z terapeutą? - zaproponowała Joan
- Myślisz, że to by pomogło? Nie chcę tak wyglądać – popatrzyła się na swoje wygłodzone ciało.
- Tak kochanie, zrobię co tylko w mojej mocy, żeby ci pomóc z tego wyjść, ale najpierw musisz się przełamać i pójść do Briana z nim porozmawiać. On jest za słaby, żeby tutaj przyjechać – Joan pogłaskała ją po ręce
- Nie chcę z nim rozmawiać, po prostu wyrządził mi ogromną krzywdę. Poczułam się jak dziwka, nic nie warta szmata, którą można rzucić na podłogę i powycierać nią najgorsze brudy, którą można poniżyć, upokorzyć i wyśmiać. Wiesz przez co ja przechodzę? - pokazała jej blizny na nadgarstkach – To przez co wtedy się pocięłam nie równa się temu co przeżyłam tamtego wieczoru. Minął tydzień, a ja dalej czuje się jak śmieć – była wykończona, jej łzy kapały na pościel, a sama Emma wbijała sobie paznokcie we wnętrza dłoni na wspomnienia tamtej nocy.
Telefon Joan zadzwonił, wyszła za drzwi i odebrała. Wróciła po chwili do pokoju ze łzami w oczach
- Ktoś do ciebie – odsunęła się z przejścia, w którym pojawił się na wpół zgięty Brian. Trzymał się za plecy, a w ręce trzymał bukiet róż. Emma patrząc na ten widok oniemiała, wybuchnęła spazmatycznym płaczem. Jej serce biło nierównomiernie i szybko. Wyglądał jak siedem nieszczęść, podbite czerwone oczy i owinięte bandażem nadgarstki. Jedyne co dało się wyczuć to był strach. Obawiał się tego, że Emma nie przyjmie go z powrotem do swojego życia.
- Brian – zatkała sobie dłonią usta i popatrzyła na niego z przerażeniem
- Kochanie – powiedział cicho. Wstała z łóżka i niepewnie podeszła do niego. - Przepraszam, po prostu byłem załamany tym incydentem. Nie wiem dlaczego tak zareagowałem, kocham cię, jesteś moim światem, kocham cię nad życie, tylko ty mi dajesz siłę. Przy tobie chce mi się żyć. Umieram, gdy nie ma ciebie blisko mnie, jestem nikim. Dajesz mi siłę do życia, jesteś wszystkim. Możesz mnie odrzucić, ale wtedy moje życie nie będzie miało sensu.
- Przestań tak mówić – wyszeptała i rzuciła się w jego ramiona.
- To znaczy, że – nie dokończył
- Że cię kocham, ale po prostu było mi cholernie przykro, kiedy to powiedziałeś, ja nie chciałam, to nie była moja wina – rozpłakała się
- Cii, wiem, zjebałem sprawę, jestem idiotą, ale po prostu nie dotarło to do mnie w taki sposób jaki powinien, jeszcze mam traumę po tych wszystkich szmatach, które mnie zdradzały, jestem przewrażliwiony – wyszeptał jej do ucha.
- Z własnej woli nigdy w życiu bym cię nie zdradziła, kocham cię nad życie i nikt inny do szczęścia nie jest mi potrzebny, chyba, że … - przerwała
- Chyba, że co? - odsunął się od niej
- Chyba, że drugi mężczyzna, albo druga kobietka – uśmiechnęła się
- Trójkącik? - wytrzeszczył oczy
- Nie kochanie, mam na myśli coś zupełnie innego – pocałowała go w usta. Brian popatrzył na nią zdezorientowany, ale po chwili dotarło do niego czego tak naprawdę chce Emma.
Obydwoje byli przykładem wraku człowieka. Emma była wygłodzona, sina, pokiereszowana, miała wory pod oczami i od tygodnia na jej ustach nie pojawił się uśmiech. Brian był cały blady, połamany i niezdatny do użytku.
- Zabiję tego gnoja, który ci to zrobił – położył dłoń na jej palcach.


*Dwa dni później
Brian wyzdrowiał i znęcał się nad Emmą, żeby jadła regularne posiłki. Sam jej gotował, a Joan robiła tylko zakupy i sprzątała w domu.
- Fuj, nie będę tego jadła – popatrzyła na pierogi ze szpinakiem.
- Mam cię karmić? - powiedział stanowczym tonem
- Poproszę – uśmiechnęła się
- Widzę, że humor ci się zaostrza moja droga – pokiwał palcem.
- E tam, po prostu kocham patrzeć w twój oczy jak mnie karmisz, bo są wypełnione troską – posłała mu buziaka
- Tylko troską? Do zestawu jest też miłość, zaufanie, szczerość i zakochanie. - wyszczerzył ząbki. Emmę oblał rumieniec.
- Fuj, to jest niedobre – wzdrygnęła się, gdy Brian włożył Emmie do ust pieroga.
- Może i niedobre, ale zdrowe. Szamaj to, a jak zjesz to coś ci dam. Taka małą niespodzianka – uśmiechnął się. Emma popatrzyła na niego niepewnie i wyrwała mu widelec po czym zaczęła w ekspresowym tempie usuwać jedzenie z talerza.
- Dawaj mi to – powiedziała po skończonym posiłku. Brian pocałował ją w czubek nosa. - To wszystko? - wykrzywiła usta w podkówkę
- Nie wszystko – pokazał jej język – To jest to – podał jej podłużną kopertę.
- Coś ty namodził? – popatrzyła podejrzanym wzrokiem
- Otworzysz to się dowiesz – zachichotał
- Co? Chyba sobie żartujesz – w jej oczach pojawiły się iskierki kiedy zobaczyła dwa bilety do Paryża.
- Nie, jestem w stu procentach poważny. Taki prezent na naszą rocznicę – uśmiechnął się
- Jesteś boski – uścisnęła go z całej siły – Przy tobie jestem szczęśliwa, nawet tamten dzień wydaje się być tylko złym koszmarem. - powiedziała ze szczerością.
- Jestem w szoku
- Dlaczego?
- Nie sądziłem, że kiedykolwiek przyczynię się do czegoś takiego, że moja kobieta przy mnie zapomni o najgorszych koszmarach – nieśmiało przeczesał włosy palcami.
- Z mojej perspektywy to wygląda tak, że jak tylko przy mnie jesteś nic poza tobą nie istnieje – dała mu pstryczka w nos.
- Czujesz się na siłach, żeby zrobić dzisiaj jakąś mini imprezkę? - zapytał
- Chyba śnisz, panie Haner, miał pan problemy z alkoholem – pogroziła mu palcem
- Wiem, ale chciałbym wypić chociaż jedno piwo – zrobił smutną minę
- Nie. To za te katusze tym wstrętnym jedzeniem
- To jedzenie jest zdrowe
- Ale też ohydnie, nie ma mowy i już.
- No i weź dogódź kobiecie, no nie da się cholera jasna. - uniósł ręce do góry
- A zamknij się – zatkała mu usta pocałunkiem.

Minęły trzy dni, co oznaczało, że nazajutrz Emma i Brian mają samolot do Paryża. Obydwoje pakowali się powoli i starali się zabrać wszystkie niezbędne rzeczy. Po trzech godzinach zważone walizki stały w przedpokoju.
- Stresuję się – powiedziała Emma kładąc się do łóżka
- Czym? - zapytał Brian okrywając się kołdrą
- Jutrzejszym wylotem, odprawą i najgorsze jest to, że mam myśl, że czegoś nie zabierzemy
- Kotku, jedziemy tylko na trzy dni, a ty i tak spakowałaś się jakbyśmy wylatywali na miesiąc. Rozluźnij się – pocałował ją w czubek nosa i zgasił lampkę.
- To mi pomóż – uśmiechnęła się.
- Na pewno? - zapytał nieśmiało
- Nie chodzi mi o to, ale o coś równie dobrze przyjemnego – pogłaskała go po twarzy i odwróciła się plecami.
- Co ja mam zrobić? - spytał zdezorientowany
- Masaż? - powiedziała ironicznie.
- Ach, tak – przygryzł wargę. I zaczął delikatnie masować plecy Emmy. Po paru minutach jej oddech dawał wyraźnie do zrozumienia, że zasnęła. Wtulił się w nią i po chwili i jego zmorzył sen.

Wysiedli w Paryżu. Brian założył okulary przeciwsłoneczne i popatrzył na Emmę.
- To co mała, przez trzy dni żyjemy w luksusie? - uśmiechnął się
- Zależy co znowu wymyślisz – uśmiechnęła się – A i jeszcze jedno. Nienawidzę, gdy masz przyklepane włosy – popatrzyła na niego i jednym, ruchem zagłębiła palce w jego fryzurze i zmierzwiła mu włosy.
- Chyba sobie żartujesz – załamał ręce – Jak ja teraz wyglądam?
- Zajebiście seksownie, zdejmuj te okulary – zerwała mu okulary i założyła je na nos.
- Nic nie widzę – mrużył oczy
- Też cię kocham kochanie – pocałowała go w usta
Jechali taksówką przez pół miasta, przejechali obok Wieży Eiffela i dojechali do hotelu, który na pierwszy rzut oka musiał mieć pięć gwiazdek, był luksusowy, położony w bogatej dzielnicy, a na podjeździe stały dwie limuzyny.
- My. Tutaj. Będziemy. Mieszkać? - zapytała Emma z niedowierzaniem
- Na to wygląda tygrysku

- Rozpakuj się, weź prysznic, a ja muszę iść do recepcji załatwić parę spraw. Wieczorem pojedziemy sobie na jakąś kolację, więc ubierz się ładnie – pocałował ją w skroń.
- Dobrze. Za ile będziesz?
- Myślę, że do godziny powinienem się wyrobić
Emma nieco się zdziwiła. Wzięła z torby kosmetyczkę, świeżą bieliznę, czarną sukienkę i lokówkę.
Weszła pod prysznic i puściła gorącą wodę, łazienkę od razu wypełniła gorąca fala, a w powietrzu unosił się arbuzowy zapach płynu do kąpieli. Wychodząc spod prysznica poślizgnęła się o mokrą posadzkę, ale zdążyła złapać się umywalki i nic jej się nie stało. Wytarła ciało i owinęła włosy ręcznikiem, nałożyła maseczkę na twarz i popatrzyła na swój wzgórek łonowy
- Mała, chyba dawno się nie spotkałaś z ostrzami – zachichotała. - Mamusia się tobą zajmie.
Wzięła żyletkę i zaczęła manewrować ją na wszystkie strony, aż wszystko było idealne łącznie z nogami. Zmyła maseczkę i zabrała się za układanie włosów. W efekcie końcowym uzyskała naturalne fale, które sięgały jej do połowy pleców. Założyła bieliznę i wsunęła na siebie sukienkę. Wyszła z łazienki mocno wciągając powietrze. Założyła czarne czółenka z czerwoną podeszwą.
- O, widzę, że gotowa – uśmiechnął się Brian wchodząc do pokoju.
- Osz kurwa – Emma usiadła na najbliższym stołku. Zilustrowała Briana, który ubrany był w czarny garnitur pod którym miał białą koszulę, czarne, eleganckie buty i to wszystko ozdabiał cienki ozdobny krawat. Włosy miał ułożone z klasą, ale nie były przyklepane, tylko stały ku górze. - Zmieniłeś fryzurę? - zapytała ze zdziwieniem
- Trochę, przystrzygłem tylko boki. - uśmiechnął się
- Gdybyśmy nigdzie nie wychodzili leżałbyś już w łóżku rozebrany do naga.
- To może potem – uśmiechnął się. Jej serce biło jak oszalałe. Brian Haner w czarnym garniturze idzie z nią na kolację. Koniec świata.

Daję Wam piosenkę na ten moment. To dla podkreślenia nastroju :)  Le Festin

Wsiedli do czarnego lśniącego samochodu i ruszyli. W środku szyby były mocno przyciemniane, więc nie można było dostrzec tego co dzieje się na zewnątrz. Samochód stanął i jakiś mężczyzna otworzył Emmie drzwi. Wysiadła stając na płatkach róż.
- Brian? Co to jest? - zapytała po cichu łapiąc jego rękę.
- Kolacja – uśmiechnął się – A, że jest w Paryżu to powinna być wyjątkowa.
- Ja tu prawie mdleję – powiedziała, bo w jednej chwili zorientowała się, że restauracja do której idą znajduje się naprzeciwko Wieży Eiffela. Weszli do środka i jakaś kobieta zaprowadziła ich na dach budynku, gdzie stało parę stolików, które były puste. W tle słychać było francuski podkład muzyczny, ich stolik nakryty był dla dwojga, stała na nim zapalona świeca, a obok niej była czerwona róża w wazonie.
- Tu jest pięknie – Emma usiadła na krześle, a po jej policzku spłynęła łza.
- Starałem się – złapał ją za dłoń – Zamówmy coś, bo jestem okropnie głodny.
Wzięli menu i oboje zdecydowali się na ratatouille. Po trzydziestu minutach dostali posiłek wraz z czerwonym winem. Siedzieli samotnie, dookoła otaczał ich Paryż. Wieża Eiffela oświetlała połówki ich twarzy, a oni sami byli zatopieni w swoich spojrzeniach, Kochali się nawzajem. Dwutygodniowa rozłąka dobrze im zrobiła. Docenili jakie szczęście mają u swojego boku, jak bardzo siebie potrzebują.  
- To było pyszne – powiedziała Emma upijając łyk wina.
- Cieszę się, że ci smakowało. Masz siłę zatańczyć? - Wstał od stołu i podał jej rękę.
Zatracili się w tańcu, przy dźwiękach francuskiej muzyki, stali przytuleni do siebie, sukienka Emmy delikatnie dotykała ziemi, a Brian od czasu do czasu unosił Emmę w górę i okręcał ją parę razy dookoła.
- Tutaj jest cudownie, jak ty to zrobiłeś? - westchnęła
- Kierowałem się sercem – pocałował ją w czubek nosa.
- Nie poznaję cię. - przytuliła się do niego
- To dlatego, że przez te dwa tygodnie zobaczyłem co to znaczy żyć bez ciebie. Jesteś jedyną osobą, która wprowadziła w moje życie zamęt. To wszystko to tylko dodatek do wyrażenia mojej miłości.  Tak naprawdę tylko ty mi rozświetlasz drogę w tym moim życiu, gdyby nie ty pewnie teraz byłbym u boku Jimmiego. Chciałbym ci ofiarować moje serce, ale inaczej niż w taki sposób się nie da. Emmo Stone – uklęknął – Czy zechciałabyś zostać moją żoną i stworzyć ze mną najszczęśliwszą rodzinę pod słońcem? - wyjął z kieszeni garnituru małe pudełeczko i otworzył je przed Emmą. Jej oczom ukazał się śliczny pierścionek zrobiony z białego złota z czarnymi i srebrnymi brylantami.




- Brian ja – zakryła usta dłonią – Tak! - rzuciła się na jego szyję i pozwoliła mu na włożenie pierścionka na palec. Pocałowała go namiętnie, świat teraz kręcił się wokół nich. Emma zdała sobie sprawę, że wyszła już z życia nastolatki i, że teraz czeka ją przyszłość z najwspanialszym mężczyzną u boku.
- Ręce mi się trzęsą – powiedziała, po jej policzkach spływały łzy zmieszane z tuszem
- A co ja mam powiedzieć? - zaśmiał się.

Tańczyli tak jeszcze przez dobre trzydzieści minut, zaczęło się robić chłodno. Wypili wino i weszli do restauracji.   

6 komentarzy:

  1. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa<3<3
    Brian ty chujuuuu! kochany chuju ;d
    szczerzę się do siebie jak idiotka, to było genialne! prawdziwe takie, mogłam sobie wyobrazić, że to Brian a nie jakaś marna podróba. oboje się nieźle wycierpieli, a Emma to już w ogóle.. nie dość, że gwałt to jeszcze ten jej dołożył. no ale dobrze, że się ogarnął.
    ada lubi :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!! Dobrze, że się ogarnął i ruszył po rozum do głowy! Będzie ślub!

    OdpowiedzUsuń
  3. <3 poszedł po rozum do głowy

    OdpowiedzUsuń
  4. I co? Ślub? Weee, czy tylko ja się nie cieszę z czegos takiego jak ślub? Domowe pielesze, bleeee...Bri ma być gorący na scenie, niech ona go nie zadusi babskim marudzeniem o przytulaniu na kanapie i oglądaniu ekranizacji zasranego nudziarza Sparksa. Błagam z impetem coby weselicho. Ostra transmisja z pokładzin, rzyganie za okno, jakiś seksik...dobra zamykam gębę. :D
    Martwię się po prostu, że skoro ślub to opo się kończy, a ja nie chce żeby się skończyło. Wymyślam i marudzę, norma.

    Kocham i całuję, Sillie

    OdpowiedzUsuń
  5. OMFG wczoraj byłam w takiej czarnej dupie, że na śmierć zapomniała, że nie skomentowałam opo! Soooorry!
    To tak. Dlaczego E. mu tak szybko wybaczyła???? Absolutnie mi to nie pasuje! Powinien sobie pocierpieć za to co jej zrobił! I zwisa mi to, że on wielce niby też cierpiał. Pfff. To co przeżyła E. nie da się opisać słowami, a on jeszcze ja dobił. W ogóle miałam nadzieję, że tu znajdzie swoją szansę Jack i coś zamiesza. Ale po tych oświadczynach chyba nic z tego :/
    Pomijając fakt, że B. mnie baaardzo zdenerwował, to cała sceneria oświadczyn bardzo na plus. Muzyka <3 Całe szczęście, że nie masz zamiaru jeszcze kończyć, bo po tym rozdziale troszkę się wystraszyłam, że teraz to już tylko "Już mi niosą suknię z welonem..." i baja bongo, żyli długo i szczęśliwie^^
    To czekam na następny:*
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń
  6. "- Nie chcę z nim rozmawiać, po prostu wyrządził mi ogromną krzywdę." - BRAWO! chyba pierwsza bohaterka, która nie chciała mu wybaczyć ot tak. daruję to, że koniec końców wybaczyła tylko dlatego, że to on przyszedł do niej.
    Paryż total romantico! i cudowny podkład, pierścionek też też ^^
    no i dobra, powiedziała tak, idę sprawdzić co dalej

    OdpowiedzUsuń