Usiadła na łóżku, bransoletka z jej
imieniem, którą nosi na nadgarstku sama zsuwała się po jej dłoni,
kiedyś nie było mowy, żeby nawet na siłę można było ją zdjąć.
- Emma, zjedz coś. Wyglądasz jak
patyk – Joan weszła do niej przynosząc jej tacę z jedzeniem.
- Zostaw mnie – powiedziała
słabym głosem
- Nie mogę cię zostawić, bo
umrzesz mi z głodu. Brian dzisiaj przyjechał do domu, może
chciałabyś się z nim zobaczyć? - spytała cicho. Emma spojrzała
na nią litosnym wzrokiem
- Joan, dobrze wiesz, że on nie
chce mnie widzieć. Uważa, że go zdradziłam – łza spłynęła
po jej policzku.
- Emma, nie możesz cały czas
myśleć negatywnie, to że powiedział tak po pijaku nie znaczy, że
tak uważa, był zdenerwowany – położył jej rękę na ramieniu.
- Przestań. Człowiek w stanie
nietrzeźwym na pewno by nie skłamał. Powiedział, że mnie nie
kocha – wybuchnęła płaczem
- Kochanie, nie płacz – Joan
wzięła ją w objęcia. - Mam zadzwonić po Demi?
- Nie trzeba, ona i tak ma już ze
mną sporo kłopotów – pokiwała przecząco głową.
- Mogłabyś mi powiedzieć co się
stało wtedy … sama wiesz kiedy, czy raczej nie chcesz o tym
rozmawiać?
- Jack zabrał mnie na kolacje –
odgarnęła włosy z czoła – Gdy byliśmy na miejscu ktoś
zadzwonił, że jego mama jest w szpitalu, chciał mnie odwieźć do
domu, ale ja mu odmówiłam. Miałam jechać taksówką, ale coś
mnie podkusiło, żeby iść na nogach. Potem jakiś gość mnie
zaciągnął do uliczki i – rozpłakała się – I to zrobił.
Było ich … - otarła łzy i przełknęła głośno ślinę –
Pięciu – wyszeptała. Joan złapała się za czoło i zaczęła
szybko oddychać, a z jej oczy po chwili wypłynęły łzy. - Nie
miałam szans na ucieczkę, ani obronę – skuliła się.
- Może jedynym wyjściem jest
porozmawianie z terapeutą? - zaproponowała Joan
- Myślisz, że to by pomogło? Nie
chcę tak wyglądać – popatrzyła się na swoje wygłodzone
ciało.
- Tak kochanie, zrobię co tylko w
mojej mocy, żeby ci pomóc z tego wyjść, ale najpierw musisz się
przełamać i pójść do Briana z nim porozmawiać. On jest za
słaby, żeby tutaj przyjechać – Joan pogłaskała ją po ręce
- Nie chcę z nim rozmawiać, po
prostu wyrządził mi ogromną krzywdę. Poczułam się jak dziwka,
nic nie warta szmata, którą można rzucić na podłogę i
powycierać nią najgorsze brudy, którą można poniżyć,
upokorzyć i wyśmiać. Wiesz przez co ja przechodzę? - pokazała
jej blizny na nadgarstkach – To przez co wtedy się pocięłam nie
równa się temu co przeżyłam tamtego wieczoru. Minął tydzień,
a ja dalej czuje się jak śmieć – była wykończona, jej łzy
kapały na pościel, a sama Emma wbijała sobie paznokcie we wnętrza
dłoni na wspomnienia tamtej nocy.
Telefon Joan zadzwonił, wyszła za
drzwi i odebrała. Wróciła po chwili do pokoju ze łzami w oczach
- Ktoś do ciebie – odsunęła się
z przejścia, w którym pojawił się na wpół zgięty Brian.
Trzymał się za plecy, a w ręce trzymał bukiet róż. Emma
patrząc na ten widok oniemiała, wybuchnęła spazmatycznym
płaczem. Jej serce biło nierównomiernie i szybko. Wyglądał jak
siedem nieszczęść, podbite czerwone oczy i owinięte bandażem
nadgarstki. Jedyne co dało się wyczuć to był strach. Obawiał
się tego, że Emma nie przyjmie go z powrotem do swojego życia.
- Brian – zatkała sobie dłonią
usta i popatrzyła na niego z przerażeniem
- Kochanie – powiedział cicho.
Wstała z łóżka i niepewnie podeszła do niego. - Przepraszam, po
prostu byłem załamany tym incydentem. Nie wiem dlaczego tak
zareagowałem, kocham cię, jesteś moim światem, kocham cię nad
życie, tylko ty mi dajesz siłę. Przy tobie chce mi się żyć.
Umieram, gdy nie ma ciebie blisko mnie, jestem nikim. Dajesz mi siłę
do życia, jesteś wszystkim. Możesz mnie odrzucić, ale wtedy moje
życie nie będzie miało sensu.
- Przestań tak mówić –
wyszeptała i rzuciła się w jego ramiona.
- To znaczy, że – nie dokończył
- Że cię kocham, ale po prostu
było mi cholernie przykro, kiedy to powiedziałeś, ja nie
chciałam, to nie była moja wina – rozpłakała się
- Cii, wiem, zjebałem sprawę,
jestem idiotą, ale po prostu nie dotarło to do mnie w taki sposób
jaki powinien, jeszcze mam traumę po tych wszystkich szmatach,
które mnie zdradzały, jestem przewrażliwiony – wyszeptał jej
do ucha.
- Z własnej woli nigdy w życiu bym
cię nie zdradziła, kocham cię nad życie i nikt inny do szczęścia
nie jest mi potrzebny, chyba, że … - przerwała
- Chyba, że co? - odsunął się od
niej
- Chyba, że drugi mężczyzna, albo
druga kobietka – uśmiechnęła się
- Trójkącik? - wytrzeszczył oczy
- Nie kochanie, mam na myśli coś
zupełnie innego – pocałowała go w usta. Brian popatrzył na nią
zdezorientowany, ale po chwili dotarło do niego czego tak naprawdę
chce Emma.
Obydwoje byli przykładem wraku
człowieka. Emma była wygłodzona, sina, pokiereszowana, miała wory
pod oczami i od tygodnia na jej ustach nie pojawił się uśmiech.
Brian był cały blady, połamany i niezdatny do użytku.
- Zabiję tego gnoja, który ci to
zrobił – położył dłoń na jej palcach.
*Dwa dni później
Brian wyzdrowiał i znęcał się nad
Emmą, żeby jadła regularne posiłki. Sam jej gotował, a Joan
robiła tylko zakupy i sprzątała w domu.
- Fuj, nie będę tego jadła –
popatrzyła na pierogi ze szpinakiem.
- Mam cię karmić? - powiedział
stanowczym tonem
- Poproszę – uśmiechnęła się
- Widzę, że humor ci się zaostrza
moja droga – pokiwał palcem.
- E tam, po prostu kocham patrzeć w
twój oczy jak mnie karmisz, bo są wypełnione troską – posłała
mu buziaka
- Tylko troską? Do zestawu jest też
miłość, zaufanie, szczerość i zakochanie. - wyszczerzył ząbki.
Emmę oblał rumieniec.
- Fuj, to jest niedobre –
wzdrygnęła się, gdy Brian włożył Emmie do ust pieroga.
- Może i niedobre, ale zdrowe.
Szamaj to, a jak zjesz to coś ci dam. Taka małą niespodzianka –
uśmiechnął się. Emma popatrzyła na niego niepewnie i wyrwała
mu widelec po czym zaczęła w ekspresowym tempie usuwać jedzenie z
talerza.
- Dawaj mi to – powiedziała po
skończonym posiłku. Brian pocałował ją w czubek nosa. - To
wszystko? - wykrzywiła usta w podkówkę
- Nie wszystko – pokazał jej
język – To jest to – podał jej podłużną kopertę.
- Coś ty namodził? – popatrzyła
podejrzanym wzrokiem
- Otworzysz to się dowiesz –
zachichotał
- Co? Chyba sobie żartujesz – w
jej oczach pojawiły się iskierki kiedy zobaczyła dwa bilety do
Paryża.
- Nie, jestem w stu procentach
poważny. Taki prezent na naszą rocznicę – uśmiechnął się
- Jesteś boski – uścisnęła go
z całej siły – Przy tobie jestem szczęśliwa, nawet tamten
dzień wydaje się być tylko złym koszmarem. - powiedziała ze
szczerością.
- Jestem w szoku
- Dlaczego?
- Nie sądziłem, że kiedykolwiek
przyczynię się do czegoś takiego, że moja kobieta przy mnie
zapomni o najgorszych koszmarach – nieśmiało przeczesał włosy
palcami.
- Z mojej perspektywy to wygląda
tak, że jak tylko przy mnie jesteś nic poza tobą nie istnieje –
dała mu pstryczka w nos.
- Czujesz się na siłach, żeby
zrobić dzisiaj jakąś mini imprezkę? - zapytał
- Chyba śnisz, panie Haner, miał
pan problemy z alkoholem – pogroziła mu palcem
- Wiem, ale chciałbym wypić
chociaż jedno piwo – zrobił smutną minę
- Nie. To za te katusze tym
wstrętnym jedzeniem
- To jedzenie jest zdrowe
- Ale też ohydnie, nie ma mowy i
już.
- No i weź dogódź kobiecie, no
nie da się cholera jasna. - uniósł ręce do góry
- A zamknij się – zatkała mu
usta pocałunkiem.
Minęły trzy dni, co oznaczało, że
nazajutrz Emma i Brian mają samolot do Paryża. Obydwoje pakowali
się powoli i starali się zabrać wszystkie niezbędne rzeczy. Po
trzech godzinach zważone walizki stały w przedpokoju.
- Stresuję się – powiedziała
Emma kładąc się do łóżka
- Czym? - zapytał Brian okrywając
się kołdrą
- Jutrzejszym wylotem, odprawą i
najgorsze jest to, że mam myśl, że czegoś nie zabierzemy
- Kotku, jedziemy tylko na trzy dni,
a ty i tak spakowałaś się jakbyśmy wylatywali na miesiąc.
Rozluźnij się – pocałował ją w czubek nosa i zgasił lampkę.
- To mi pomóż – uśmiechnęła
się.
- Na pewno? - zapytał nieśmiało
- Nie chodzi mi o to, ale o coś
równie dobrze przyjemnego – pogłaskała go po twarzy i odwróciła
się plecami.
- Co ja mam zrobić? - spytał
zdezorientowany
- Masaż? - powiedziała ironicznie.
- Ach, tak – przygryzł wargę. I
zaczął delikatnie masować plecy Emmy. Po paru minutach jej oddech
dawał wyraźnie do zrozumienia, że zasnęła. Wtulił się w nią
i po chwili i jego zmorzył sen.
Wysiedli w Paryżu. Brian założył
okulary przeciwsłoneczne i popatrzył na Emmę.
- To co mała, przez trzy dni żyjemy
w luksusie? - uśmiechnął się
- Zależy co znowu wymyślisz –
uśmiechnęła się – A i jeszcze jedno. Nienawidzę, gdy masz
przyklepane włosy – popatrzyła na niego i jednym, ruchem
zagłębiła palce w jego fryzurze i zmierzwiła mu włosy.
- Chyba sobie żartujesz – załamał
ręce – Jak ja teraz wyglądam?
- Zajebiście seksownie, zdejmuj te
okulary – zerwała mu okulary i założyła je na nos.
- Nic nie widzę – mrużył oczy
- Też cię kocham kochanie –
pocałowała go w usta
Jechali taksówką przez pół miasta,
przejechali obok Wieży Eiffela i dojechali do hotelu, który na
pierwszy rzut oka musiał mieć pięć gwiazdek, był luksusowy,
położony w bogatej dzielnicy, a na podjeździe stały dwie
limuzyny.
- My. Tutaj. Będziemy. Mieszkać? -
zapytała Emma z niedowierzaniem
- Na to wygląda tygrysku
- Rozpakuj się, weź prysznic, a ja
muszę iść do recepcji załatwić parę spraw. Wieczorem pojedziemy
sobie na jakąś kolację, więc ubierz się ładnie – pocałował
ją w skroń.
- Dobrze. Za ile będziesz?
- Myślę, że do godziny powinienem
się wyrobić
Emma nieco się zdziwiła. Wzięła z
torby kosmetyczkę, świeżą bieliznę, czarną sukienkę i lokówkę.
Weszła pod prysznic i puściła gorącą
wodę, łazienkę od razu wypełniła gorąca fala, a w powietrzu
unosił się arbuzowy zapach płynu do kąpieli. Wychodząc spod
prysznica poślizgnęła się o mokrą posadzkę, ale zdążyła
złapać się umywalki i nic jej się nie stało. Wytarła ciało i
owinęła włosy ręcznikiem, nałożyła maseczkę na twarz i
popatrzyła na swój wzgórek łonowy
- Mała, chyba dawno się nie
spotkałaś z ostrzami – zachichotała. - Mamusia się tobą
zajmie.
Wzięła żyletkę i zaczęła
manewrować ją na wszystkie strony, aż wszystko było idealne
łącznie z nogami. Zmyła maseczkę i zabrała się za układanie
włosów. W efekcie końcowym uzyskała naturalne fale, które
sięgały jej do połowy pleców. Założyła bieliznę i wsunęła
na siebie sukienkę. Wyszła z łazienki mocno wciągając powietrze.
Założyła czarne czółenka z czerwoną podeszwą.
- O, widzę, że gotowa –
uśmiechnął się Brian wchodząc do pokoju.
- Osz kurwa – Emma usiadła na
najbliższym stołku. Zilustrowała Briana, który ubrany był w
czarny garnitur pod którym miał białą koszulę, czarne,
eleganckie buty i to wszystko ozdabiał cienki ozdobny krawat. Włosy
miał ułożone z klasą, ale nie były przyklepane, tylko stały ku
górze. - Zmieniłeś fryzurę? - zapytała ze zdziwieniem
- Trochę, przystrzygłem tylko
boki. - uśmiechnął się
- Gdybyśmy nigdzie nie wychodzili
leżałbyś już w łóżku rozebrany do naga.
- To może potem – uśmiechnął
się. Jej serce biło jak oszalałe. Brian Haner w czarnym
garniturze idzie z nią na kolację. Koniec świata.
Daję Wam piosenkę na ten moment. To dla podkreślenia nastroju :) Le Festin
Wsiedli do czarnego lśniącego
samochodu i ruszyli. W środku szyby były mocno przyciemniane, więc
nie można było dostrzec tego co dzieje się na zewnątrz. Samochód
stanął i jakiś mężczyzna otworzył Emmie drzwi. Wysiadła stając
na płatkach róż.
- Brian? Co to jest? - zapytała po
cichu łapiąc jego rękę.
- Kolacja – uśmiechnął się –
A, że jest w Paryżu to powinna być wyjątkowa.
- Ja tu prawie mdleję –
powiedziała, bo w jednej chwili zorientowała się, że restauracja
do której idą znajduje się naprzeciwko Wieży Eiffela. Weszli do
środka i jakaś kobieta zaprowadziła ich na dach budynku, gdzie
stało parę stolików, które były puste. W tle słychać było
francuski podkład muzyczny, ich stolik nakryty był dla dwojga,
stała na nim zapalona świeca, a obok niej była czerwona róża w
wazonie.
- Tu jest pięknie – Emma usiadła
na krześle, a po jej policzku spłynęła łza.
- Starałem się – złapał ją za
dłoń – Zamówmy coś, bo jestem okropnie głodny.
Wzięli menu i oboje zdecydowali się
na ratatouille. Po trzydziestu minutach dostali posiłek wraz z
czerwonym winem. Siedzieli samotnie, dookoła otaczał ich Paryż. Wieża Eiffela oświetlała połówki ich twarzy, a oni sami byli zatopieni w swoich spojrzeniach, Kochali się nawzajem. Dwutygodniowa rozłąka dobrze im zrobiła. Docenili jakie szczęście mają u swojego boku, jak bardzo siebie potrzebują.
- To było pyszne – powiedziała
Emma upijając łyk wina.
- Cieszę się, że ci smakowało.
Masz siłę zatańczyć? - Wstał od stołu i podał jej rękę.
Zatracili się w tańcu, przy dźwiękach
francuskiej muzyki, stali przytuleni do siebie, sukienka Emmy
delikatnie dotykała ziemi, a Brian od czasu do czasu unosił Emmę w
górę i okręcał ją parę razy dookoła.
- Tutaj jest cudownie, jak ty to
zrobiłeś? - westchnęła
- Kierowałem się sercem –
pocałował ją w czubek nosa.
- Nie poznaję cię. - przytuliła
się do niego
- To dlatego, że przez te dwa
tygodnie zobaczyłem co to znaczy żyć bez ciebie. Jesteś jedyną osobą, która wprowadziła w moje życie zamęt. To wszystko to tylko dodatek do wyrażenia mojej miłości. Tak naprawdę
tylko ty mi rozświetlasz drogę w tym moim życiu, gdyby nie ty
pewnie teraz byłbym u boku Jimmiego. Chciałbym ci ofiarować moje serce, ale inaczej niż w taki sposób się nie da. Emmo Stone – uklęknął –
Czy zechciałabyś zostać moją żoną i stworzyć ze mną
najszczęśliwszą rodzinę pod słońcem? - wyjął z kieszeni
garnituru małe pudełeczko i otworzył je przed Emmą. Jej oczom
ukazał się śliczny pierścionek zrobiony z białego złota z
czarnymi i srebrnymi brylantami.
- Brian ja – zakryła usta dłonią
– Tak! - rzuciła się na jego szyję i pozwoliła mu na włożenie
pierścionka na palec. Pocałowała go namiętnie, świat teraz
kręcił się wokół nich. Emma zdała sobie sprawę, że wyszła
już z życia nastolatki i, że teraz czeka ją przyszłość z
najwspanialszym mężczyzną u boku.
- Ręce mi się trzęsą –
powiedziała, po jej policzkach spływały łzy zmieszane z tuszem
- A co ja mam powiedzieć? - zaśmiał
się.
Tańczyli tak jeszcze przez dobre
trzydzieści minut, zaczęło się robić chłodno. Wypili wino i
weszli do restauracji.


aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa<3<3
OdpowiedzUsuńBrian ty chujuuuu! kochany chuju ;d
szczerzę się do siebie jak idiotka, to było genialne! prawdziwe takie, mogłam sobie wyobrazić, że to Brian a nie jakaś marna podróba. oboje się nieźle wycierpieli, a Emma to już w ogóle.. nie dość, że gwałt to jeszcze ten jej dołożył. no ale dobrze, że się ogarnął.
ada lubi :3
Genialneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!! Dobrze, że się ogarnął i ruszył po rozum do głowy! Będzie ślub!
OdpowiedzUsuń<3 poszedł po rozum do głowy
OdpowiedzUsuńI co? Ślub? Weee, czy tylko ja się nie cieszę z czegos takiego jak ślub? Domowe pielesze, bleeee...Bri ma być gorący na scenie, niech ona go nie zadusi babskim marudzeniem o przytulaniu na kanapie i oglądaniu ekranizacji zasranego nudziarza Sparksa. Błagam z impetem coby weselicho. Ostra transmisja z pokładzin, rzyganie za okno, jakiś seksik...dobra zamykam gębę. :D
OdpowiedzUsuńMartwię się po prostu, że skoro ślub to opo się kończy, a ja nie chce żeby się skończyło. Wymyślam i marudzę, norma.
Kocham i całuję, Sillie
OMFG wczoraj byłam w takiej czarnej dupie, że na śmierć zapomniała, że nie skomentowałam opo! Soooorry!
OdpowiedzUsuńTo tak. Dlaczego E. mu tak szybko wybaczyła???? Absolutnie mi to nie pasuje! Powinien sobie pocierpieć za to co jej zrobił! I zwisa mi to, że on wielce niby też cierpiał. Pfff. To co przeżyła E. nie da się opisać słowami, a on jeszcze ja dobił. W ogóle miałam nadzieję, że tu znajdzie swoją szansę Jack i coś zamiesza. Ale po tych oświadczynach chyba nic z tego :/
Pomijając fakt, że B. mnie baaardzo zdenerwował, to cała sceneria oświadczyn bardzo na plus. Muzyka <3 Całe szczęście, że nie masz zamiaru jeszcze kończyć, bo po tym rozdziale troszkę się wystraszyłam, że teraz to już tylko "Już mi niosą suknię z welonem..." i baja bongo, żyli długo i szczęśliwie^^
To czekam na następny:*
Buziole, Pat:)
"- Nie chcę z nim rozmawiać, po prostu wyrządził mi ogromną krzywdę." - BRAWO! chyba pierwsza bohaterka, która nie chciała mu wybaczyć ot tak. daruję to, że koniec końców wybaczyła tylko dlatego, że to on przyszedł do niej.
OdpowiedzUsuńParyż total romantico! i cudowny podkład, pierścionek też też ^^
no i dobra, powiedziała tak, idę sprawdzić co dalej