Ze względu na stan mojego zdrowia dodaję krótki odcinek, ale może w środku tygodnia pojawi się kolejny :)
- Ty jesteś nienormalny czy
nierozumny?
- O co ci chodzi?
- O co mi chodzi? Po co to
zrobiłeś?
- Zasłużyła sobie
- Czym do cholery?
Niedawno
zwymiotowałam na kapcie szpitalne, ale nie jest mi ich szkoda, bo i tak ich nie
lubiłam, jestem przykładem chodzącej śmierci, nie jem praktycznie nic, bo
szpitalne jedzenie smakuje jak podeszwa gumiaka. Jutro powinnam zostać
wypuszczona z tego wariatkowa, ale kto wie co im jeszcze strzeli do głowy i
jakie badania będą chcieli mi zrobić. Powoli zaczynam czuć się jak ich królik
doświadczalny. Ilość leków jaką tutaj dostaje jest nieprawdopodobnie wielka i
czuję się jakby stały się częścią mojego pożywienia.
-
Dzień dobry, jak się spało? – do mojej sali weszła uśmiechnięta pielęgniarka i
nie kwapiąc się podała mi mój stos leków, które łyknęłam na dwa razy i popiłam
obrzydliwą wodą z kranu.
- Nie
najgorzej – odburknęłam – Aczkolwiek mogłoby być lepiej.
-
Czekają panią jeszcze badania usg, jesteśmy trochę zaniepokojeni pani stanem
zdrowia, tylko proszę niczym się nie przejmować – odwróciła się na pięcie i
wyszła, nie zdziwiłam się jej postawie, bo odkąd jestem przytomna nie spotkałam
tutaj żadnej miłej pielęgniarki.
Ale
zaraz, cholera, ona powiedziała, że badania usg? – starałam się przywołać stare
wydarzenia – Nie, to jest niemożliwe, przecież zabezpieczałam się z Brianem,
chyba, że … - wymazałam te myśli z mojej głowy, to nie może być prawdziwe. Jak
najszybciej wzięłam garść drobnych i poleciałam do budki telefonicznej, która
znajdowała się na korytarzu. Wykręciłam tak dobrze znany mi numer i za każdym
sygnałem coraz bardzie się niepokoiłam.
-
Halo? – usłyszałam
-
Demi, szybko przyjedź do mnie, potrzebuję twojej pomocy, przy okazji podjedź do
apteki i kup mi ze trzy testy ciążowe. –
wyszeptałam. Nie chciałam, żeby nasza rozmowa odbywała się przy świadkach, bo
nie ukrywam, ale był to dla mnie dość krępujący temat.
- Em,
co się dzieje?
-
Przyjedziesz to wszystko ci opowiem – powiedziałam szybko i odłożyłam
słuchawkę.
Wróciłam
do swojej sali, nie minęło pięć minut, a Demi była już u mnie. Musiała chyba
czekać na odzew ode mnie pod szpitalem, bo to jest niemożliwe, że z domu
przyjechała tak szybko.
-Em,
mów szybko co się dzieje! – krzyknęła w progu. Rzuciła mi się na szyję i podała
pakunek z trzema opakowaniami testów.
-
Właśnie nie wiem co się dzieje, muszę jak najszybciej się dowiedzieć o co tu
chodzi. Dzisiaj przyszła do mnie pielęgniarka i powiedziała, że muszę iść na
usg, bo martwią się moim stanem zdrowia.
- Chodź – pociągnęła mnie za rękę i ruszyłyśmy
w stronę łazienki.
-
Demi ja się boję, zrób go ze mną
-
Boże, ty jesteś ułomna. – pokręciła głową i wyrwała mi jedno z opakowań z
testem. Wypakowała wszystko i zaczęła czytać instrukcję. Poszłam w jej ślady.
Po
dziesięciu minutach testy były zrobione, zostało tylko poczekać chwilę i poznać
bolesną prawdę.
- Co
jak się okaże, że będę w ciąży? – zapytałam mocno ściskając instrukcję.
-
Będziesz szczęśliwą matką, a tak przy okazji, Brian się odzywał?
Prychnęłam,
ale tak naprawdę w duchu nieprawdopodobnie mocno odczuwałam brak jego
obecności. Brakowało mi jego czekoladowych oczu, subtelnego głosu, pięknego,
mocnego zapachu, a prze wszystkim delikatnego dotyku, którego tak bardzo
kochałam.
-
Nie. I z pewnością ma mnie głęboko w dupie
- To
dlaczego całymi dniami nie wychodzi z pokoju? Nie wychodzi z chłopakami na
próby? Emma, on ma dwadzieścia osiem lat, a zachowuje się jak dziesięciolatek.
- Sam
mi powiedział, że mnie nie kocha, to co ja mam zrobić? Paść u jego stóp? Nie
mam zamiaru, chcę żyć pełnią życia. Już raz wystarczająco mocno mnie
skrzywdzono, a za to co odwalił może obwiniać wyłącznie siebie.
- Ale
on był pijany jak to powiedział!
-
Demi, to mnie nie obchodzi. Powiedział to powiedział. – odetchnęłam głęboko, bo
wolałam nie przywoływać związanych z nim
myśli.
-
Emma, masz jedną kreskę, a ja mam dwie. Któraś z nas jest w ciąży. Teraz to
nawet ja się boje.
- Co
oznacza jedna kreska?! Dawaj mi to – wyrwałam jej instrukcję i ze
zdenerwowaniem zaczęłam przeglądać rysunki.
- Tu!
Popatrz – wskazała palcem obrazek.
-
Jedna kreska, wynik negatywny. Dwie kreski, pozytywny – popatrzyłam na Demi z
oczami wielkości jabłek.
-
Kurwa, kurwa, kurwa – zakryła sobie twarz dłońmi.
-
Demi o czym ja nie wiem? Przecież ostatni raz był z …
-
Zacharym – dokończyła
- Ale
to było cztery miesiące temu
- To
było dwa dni temu – zobaczyłam, że na jej twarzy maluje się grymas.
- Co?
Jakie dwa dni temu?! Demi! – potrząsnęłam ją za barki
- Dwa
dni temu. Ja i Zacky. Uprawialiśmy seks – rzuciła testem o ścianę.
- Ty
jesteś niepoważna? On wyrządził ci krzywdę, a ty przyjmujesz go z otartymi
ramionami?
- Nie
rozumiesz tego. Ja go kocham.
-
Myślałam, że jesteś bardziej rozsądna, chyba się myliłam. – podniosłam test z
posadzki i wyszłam z łazienki zostawiając Demi samą.
-
Dlaczego mnie zostawiłaś? – zapytała wchodząc do mojego pokoju.
- Co
ty w ogóle robisz? Nie myślałam, że kiedyś dasz się tak omotać facetowi.
-
Przez cały miesiąc, gdy byłaś w śpiączce ja i on codziennie się spotykaliśmy,
wytłumaczyliśmy sobie wszystko i teraz między nami jest już dobrze. Ciążę
usunę, nie chcę siedzieć mu na głowie.
-
Zdurniałaś do reszty? Urodzisz to dziecko, a Zacky i tak się o nim dowie.
- Nie
mów mu – złapała mnie za rękę i ścisnęła
- To
jest jego dziecko! Ma prawo o tym wiedzieć.
- To
ja powiem Brianowi, że za nim tęsknisz i chcesz żeby był przy tobie
- Nie
chcę – skłamałam. – Demi przestań zachowywać się jak małe dziecko.
- To
ty przestań na mnie wymuszać
- Ja
tylko chce żeby Zacky dowidział się, że jest ojcem.
- To
mu powiedz. Ja nie mam zamiaru.
- A
żebyś wiedziała, że powiem.
-
Super – wstała z łóżka i wyszła z sali trzaskając drzwiami.
Zmartwiłam
się, bo wiem, że Demi jest nieobliczalna i może zrobić coś głupiego. Z drugiej
strony cieszyłam się że nie jestem w ciąży. Jak ja spojrzałabym Brianowi w oczy?
Zapadłabym się pod ziemię. Z resztą nie wiem czy w ogóle kiedykolwiek chcę
spojrzeć mu w oczy, nie po tym co mi zrobił. Uczucie, którym go darzyłam
delikatnie przygasało, ale nie zapowiadało się, że szybko zniknie. Wzięłam
chusteczkę i otarłam oczy. Nie zauważyłam nawet kiedy łzy zaczęły napływać mi
do oczu.
Kogo ja
oszukiwałam? Oczywiście, że chciałam, żeby Bri był przy mnie, żeby dawał mi swoją
miłość.
-
Emma? – z moich rozmyślań wyrwał mnie męski głos. Odwróciłam się w stronę drzwi
i ujrzałam Jacka.
-
Jack! Stęskniłam się! – rzuciłam się mu na szyję.
Szybko
zilustrowałam jego ubiór i stwierdziłam, że nic nie podnieca mnie tak bardzo
jak garnitur i czarna koszula wpuszczona w spodnie, bosko, czułam się w raju. Miałam
ochotę pożreć jego idealnie zbudowane ciało.
- Mam
coś dla ciebie – pocałował mnie w policzek i wręczył mi pudełko moich ulubionych
maślanych ciastek.
-
Jesteś cudowny – musiałam wyglądać komicznie, bo przeskakiwałam z nogi na nogę
przyciskając pudełko do piersi.
-
Cudowny może nie, ale lubię cię uszczęśliwiać.
Na prawdę?
To tacy faceci jeszcze istnieją? Chyba jestem w raju, albo to znowu mi się śni.
-
Dziękuję – uśmiechnęłam się i wtuliłam się do jego piersi. Odchylił dwoma
palcami moją brodę i popatrzył mi się prosto w oczy. Moje serce chciało
wyskoczyć mi z piersi, ale stałam dzielnie i starałam się utrzymać na nogach.
Zagłębił palce w moje włosy i musnął moje usta. Był taki subtelny, jego wargi
były miękkie i gorące. Zesztywniałam. Oderwał się od mnie i popatrzył na mnie
przepraszająco. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale przylgnęłam do jego warg i
delikatnie go ugryzłam.
- Ał,
Emma, to boli – oderwał się gwałtownie.
A
więc nie każdy facet jest tak odporny jak Brian. Jego mogłam gryźć do woli, a
ten nawet by nie pisnął. Przestań o nim
myśleć skarciłam się w myślach. Dlaczego chociaż raz nie mogę cieszyć się
chwilą? Cały czas on siedział mi w
głowie.
- Przepraszam
– powiedziałam pół głosem.
-
Dlaczego to zrobiłaś?
- Chciałam.
– zerknęłam na jego usta.
Chyba
odebrał to jako zaproszenie, bo natychmiastowym ruchem przyciągnął mnie do
siebie i pocałował z dziką namiętnością. Przejechał językiem po moich wargach
co mnie przeraziło. Oderwałam się od niego i usiadłam na łóżku.
-
Jack, nie mogę – wyszeptałam
-
Rozumiem – kąciki jego ust lekko się podniosły.
Byłam
mu wdzięczna za jego wyrozumiałość. Tym jednym słowem zyskał moje zaufanie,
wiedziałam, że on stara się o moje szczęście.
-
Odszedłeś z zespołu?
- Nie
miałem innego wyboru. Nie dałbym rady koncertować, moja mama jest chora,
potrzebuje opieki.
-
Przykro mi – złapałam go za dłoń
- Ale
bardzo się cieszę, że byłem w tym zespole przez miesiąc. Inaczej nie poznałbym
ciebie.
Uśmiechnęłam
się. Nie umiałam mu odpowiedzieć, zdążyłam zauważyć, że każdy temat sprowadza
do jednego. Do mnie.
- Jak
ci się układa z Hanerem?
-
Nijak. Nie był u mnie odkąd się obudziłam. Nie chcę go widzieć.
- Nie
opowiadaj bzdur. Na pewno chcesz go zobaczyć.
Spojrzałam
na niego zdziwiona. Bystry, przystojny, elegancki, inteligentny. Gdzieś ty się
podziewał?
- Dlaczego
tak sądzisz? – nie chciałam sie przyznać, wolałam usłyszeć jego wersję.
-
Kochasz go. To widać, gdy żyjecie w zgodzie jesteś zupełnie inna. Szczęśliwsza,
pełna życia. Wszystko układałaś pod niego, tworzyliście idealny związek, ale
pojawiłem się ja i wszystko się zepsuło. Po prostu chciałem mieć cię tylko dla
siebie, ale wyszło gorzej niż myślałem. Ten gwałt, śpiączka. To wszystko mnie
przerasta, ciebie z pewnością też. Daj mu jeszcze jedną szansę.
-
Jack, on powiedział, że mnie nie kocha. Te słowa zraniły mnie bardziej niż jakiekolwiek
inne. Jakbyś się czuł jakby osoba, którą kochasz najbardziej na świecie
powiedziała ci takie słowa? Postaw się w mojej sytuacji.
- Ja
chcę tylko pomóc, nie chcę bardziej mieszać. Chyba powinienem już iść
-
Nie, zostajesz tutaj. Nie mieszasz się, pomagasz mi teraz, nie siedzę sama.
Demi dzisiaj się na mnie obraziła, a ja nie mogę nic z tym zrobić. Chociaż ty
przy mnie zostań.
-
Dobrze, zostanę.
-
Dziękuję.


kochany Jack! demi w ciąży? hmm, no ok. zobaczymy co z tego jeszcze zrobisz. nie mogę się doczekać kolejnej części. zdrowiej mi tam!
OdpowiedzUsuńwith love,
z.
<3
Joooł jestem^^
OdpowiedzUsuńPerspektywa E., na plus! Dobrze Ci to wyszło, tylko jak dla mnie troszkę za mało w niej negatywnych emocji. W sensie jakby troszkę za lekko podeszła do całej sprawy. Jakby nie było, to zgwałciło ją kilku kolesi. Dziwnie było czytać, że pocałowała Jack'a, nawet jeżeli to miał być tylko test. Jak dla mnie powinna trzymać się z dala od wszystkiego, co ma 21 palec;)
No właśnie Jack. Dalej go lubię, ale troszkę stracił w moich oczach tym, że chciał pocałować E. Kolo mógłby się trochę opanować. Ale jego zdjęcie dzisiaj na plus! O taaak, czarne koszule coś w sobie mają^^
Demi w ciąży? Whaaaat??? Bo zaraz padnę, jak słowo daję! Znowu mnie zaskoczyłaś! Myślałam, że ona coś w kierunku M. będzie się kierowała, a tu taki szokens. Ciekawe jak zareaguje ZV, no bardzo jestem ciekawa.
Zdrowiej szybciutko!!! Przesyłam uściski. Mam nadzieję, że to nic poważnego i szybko wrócisz do świata żywych^^
Buziole, Pat:)
A więc tak...E albo jest taka dzielna i bagatelizuje co się jej stało albo tylko taką udaje, zobaczymy. Szkoda mi jej cholernie, bo nikt nie chciałby być potraktowany tak jak ona...Znając siebie i mój wstrętny i mściwy i okrutny charakter zafundowałabym moim oprawcom coś w stylu Elizabeth Salander z trylogii Millenium... Wiem że to straszne i okrutne ale to co oni zrobili zasługuje na takie i gorsze traktowanie!!!! Gdybym mogła to tak bym pomściła biedną Em...
OdpowiedzUsuńMnie J wkurza, ale to dlatego że dla mnie E powinna byc z B :) Wiem co jej zrobił, nie mówię że już ma mu wybaczyć, ale uważam że pasują do siebie idealnie. Jack mi jakoś tak nie pasuje, sori :)
Że WTF?? Demi w ciąży?? Z Zakusiem???? No NIE!!!! A Nelly to gdzie?? :( Jestem załamana!!!!!! ;( Nie zgadzam się!!!! Słyszysz??!!?? ;)
Dużo zdrówka!!!! :*
Ciąża? Ejjj...dziecka to problemy. :) Wybacz, że takim poślizgiem, ale mam kołchoz mały i nie wyrabiam z pisaniem i czytanie na raz ^^
OdpowiedzUsuńAle wracając do odcinka. Perspektywa pierwszoosobowa E. super. Powinnaś częściej pisać w ten sposób, fajny klimat i jakby lepiej rozumiem co aktualnie siedzi jej w głowie. Jest to usprawiedliwione tym, że to ona opowiada, ale mimo wszystko jakby nie odebrałam całej głębi. Nie wiem czy ona się blokuje? Może nie blokuje, ale kryje swoje emocje? Bo wiesz, jakby zbyt łagodnie do tego wszystkiego podeszła, jak dla mnie. Ja bym się wściekła i rzucała mięsem dookoła. Wiem, wiem Brian przegiał pałę, wiem :) Może jestem burakiem ale Team Brian i koniec.
Nie ma żadnego stopowania, może czytam z poślizgiem, ale kurna ma być ciąg dalszy, Nie zacznę nowego opo dopóki nie naprawisz jej serca nie połączysz ją z Bri! :)
kocham, Sillie