22 sty 2014

3. Save me


Dobrze, wracając do świata żywych

... dwa odcinki za mną, emocje już opadły, więc teraz bardzo, bardzo, bardzo chciałabym podziękować Anieli za piękny szablon, który mi zrobiła i przy którym nieźle musiała się na pewno nakombinować :) Jeszcze raz dziękuje Wam za ciepłe słowa. I gratuluję Pati za tak świetną hot scenkę :) . Rozpisałam się, ale nie uważam, że ten odcinek jest jakiś dobry. Ale to dopiero trzeci. Akcja się rozkręca :D
Stresik jest, ale jak to "mawia" Jan Ziobro ... Luz w dupie :D


#

- Co to za typ? Nie znam gościa i jeszcze do tego wyglądał jakby przez głowę przeszło mu tornado, walnięty jakiś. - pomyślała z uśmiechem na ustach. - Ale głos to miał fajny, zdawało mi się albo miał całe ręce w tatuażach i na pewno pali, bo jego bluza wali fajkami na kilometr. - popatrzyła się na leżącą obok bluzę. Wzięła ją do reki i powąchała. - Cholera ładne masz perfumy, tylko dlaczego ty musisz palić, inaczej mogłabym się do niej cały czas przytulać. - rozmarzyła się, a w głowie usłyszała delikatny głos mężczyzny i przypomniała sobie ten czuły dotyk, który złożył na jej policzku kiedy ocierał jej łzę. Dotknęła swojego czoła i przejechała delikatnie palcami wzdłuż całej twarzy zatrzymując się na brodzie. Zarumieniła się. - Cholera co za kretynka ze mnie. Nawet nie zapytałam jak ma na imię. - palnęła się w czoło. - A jebał go pies. I tak go nigdy nie zobaczę. - po wypowiedzianych słowach rzuciła bluzę na krzesło, zdjęła sukienkę i położyła się na łóżko zapominając o swoich lekach.

#

Wracając z plaży o niczym nie myślał. Chciał udać się od razu do domu Matta. Wszedł, potknął się o torbę, którą zostawił i runął jak długi.
- No ja pierdole kurwa mać kto to tu .. - przerwał swoją wypowiedz zdając sobie sprawę z tego, że jednak on postawił tutaj tą przeszkodę. "Ja jestem jednak mądrym człowiekiem" pomyślał po czym wziął torbę z podłogi i ruszył do sypialni. Poszedł pod prysznic i odkręcił gorącą wodę. Stał tak dobre piętnaście minut, a jego łzy zlewały się razem z wodą opadającą na jego policzki. Płakał z bezsilności, z braku kochającej osoby przy boku. Zdał sobie sprawę, że kobiety, które zjawiły się w jego życiu chciały tylko jednego. Żadna go nie kochała. "Jasne, bo po co kochać gitarzystę, który ma kasę?"  uderzył pięściami o kabinę. Zakręcił wodę i wyszedł.
Leżał w łóżku wpatrzony w sufit. Jak nigdy wydawał się mu bardzo interesujący. Myślał o Amy, o tym jak go potraktowała. "Czuję się teraz jak ostatni kretyn" łza, która leciała spod jego powieki przemierzała krótką drogę i opadła na poduszkę. Ta łza nie była spowodowana Amy tylko tym, że każda dziewczyna, którą spotkał i z którą był traktowała go jak nic nie wartego głupca. Wtulił się w poduszkę. "Muszę zapalić". Wyszedł na balkon, wziął papierosa i odpalił. Zaciągnął się tak głęboko, aż przed oczami pojawiły mu się mroczki. Robił tak tylko po dobrym seksie. Przynosiło mu to wtedy podwójną przyjemność, ale tym razem przyniosło mu to ulgę i dzięki temu na chwilę zapomniał o rzeczywistości. Jednak z osłabienia i głodu Brian opadł na ziemię, a papieros wyleciał mu z ręki, potoczył się pod barierki i spadł z balkonu.
-Brian!. - usłyszał wołanie. - chłopie, nie strasz mnie! Ocknij się. - ktoś poklepał go po twarzy. - Brian!? Słyszysz mnie? Odezwij się. - mężczyzna zaczął wachlować czymś jego twarz. Otworzył delikatnie oczy, ale był zbyt słaby, żeby otworzyć je całkiem.
-Brachu, już myślałem, że wyzionąłeś ducha. Nie strasz mnie tak więcej. Dasz radę wstać?. - zapytał Matt.
Brian sie nie odezwał, ale słyszał wszystko doskonale. Jedyny gest jaki wykonał to ruch palcem.
- Dobra. Najważniejsze, że mnie słyszysz, ale nie możesz tutaj leżeć na tych płytkach bo zamarzniesz. Musisz jak najszybciej wstać.
Brian otworzył oczy i dał znać przyjacielowi, żeby mu pomógł.

#

- Nigdy nie uwierzysz!!. - do pokoju śpiącej Emmy wpadła Demi.
- Już nie wierzę. Która jest godzina?. - zapytała zaspanym głosem.
- Nie ważne! Posłuchaj. Pamiętasz jak opowiadałam ci o tym zespole? Który prawdopodobnie ci się nie spodoba. - z podekscytowania z całej siły zaciskała ręce w pięści.
- No może i pamiętam, ale co z tego? I czemu wyglądasz jakbyś zbiegła z psychiatryka?.
- Boże!! Jeden z nich zaprosił mnie na randkę, zaraz chyba zemdleje.- zaczęła skakać na łóżku.
- Mhm jak on się nazywa?. - zapytała.
- Wiesz jak się cieszę?! Nazywa się Johnny Seward, ale wołają na niego Johnny Christ .
- Tylko uważaj, żeby na pierwszej randce żaden Chrystus cie nie przeleciał. - Emma wywróciła oczami.
- A ty gdzie się wczoraj podziałaś? Nie mogłam cię potem znaleźć. - dziewczyna z wesołego tonu przeszła na zupełnie poważny.
- A cholera jakiś palant się do mnie przyczepił i chciał mnie zaliczyć to mu dałam z liścia i wylałam drinka na łeb, potem pobiegłam na plażę. Ale ty mi lepiej powiedz coś o tym swoim Johnnym. Pewnie jest wysoki, ma blond włosy, niebieskie oczy. - zaczęła wyliczać Emma. - W końcu taki jest twój ideał. - puściła do niej oczko.
- Tak jest identyczny jak z twojego opisu. Poza małymi szczegółami, że ma wzrost krasnala, jest łysy i ma zielone oczy. - poprawiała ją przyjaciółka. - ma też wytatuowaną rękę i parę innych części ciała, ale to wszystko kumuluje się w jedno co stwarza go totalnie słodkim małym gnomem, który jest najbardziej kochanym niedźwiadkiem na świecie. - rozmarzyła się.
- O fu! Demetrio Cooper! Jesteś niepoważna. Chyba żartujesz, że wybrałaś sobie na randkę faceta, który jest pewnie niższy ode mnie. - mówiąc to chciała zachować poważną minę, ale zdradzały ją jej śmiejące się oczy.
- Nie odzywam się do ciebie. Jesteś złośliwa. Zobaczymy jak ty sobie znajdziesz faceta
- Ja i facet? Prędzej zostanę starą panną z kotami. - pokazała język.
Rozmowę przyjaciółek przerwał dźwięk SMSa z telefonu Emmy. Dziewczyna wzięła telefon i zobaczyła, że na wyświetlaczu było napisane "Gabe". Strasznie się ucieszyła, bo nie liczyła na wiadomość właśnie od niego. Czyżby chciał do niej wrócić? A może chciał ją przeprosić? Nie dowie się dopóki nie sprawdzi. Powoli odblokowała ekran i nacisnęła "pokaż". Na ekranie widniała bardzo długa wiadomość. Emma bez wahania wzięła się do czytania. "Wiem, że wszystko rozwaliłem, nasz związek, twoje zaufanie, ale musisz wiedzieć, że dalej coś do ciebie czuję. Nie mogę żyć bez ciebie. Jesteś tą jedyną i teraz wiem, że to właśnie na ciebie było warto czekać, a nie na jakieś inne panienki. To co zobaczyłaś przed moim domem to było jedno wielkie nieporozumienie, bo od zawsze chciałem, żebyś była szczęśliwa przy mnie. I żebyś to ty mi mówiła jak bardzo mnie kochasz. Niestety ja to wszystko rozpieprzyłem. Kocham cię Emmo i pamiętaj o mnie. Mam nadzieję, że się spotkamy. Całuję gorąco, Gabe" . Jej serce stało się twarde jak nigdy. Wszystkie wspomnienia z nim nagle zniknęły. Poczuła teraz wielki uraz do niego, nie za to że prawie przeleciał inną laskę tylko dlatego, że nie powiedział jej tego wprost tylko wysłał wiadomość. Stchórzył, bo bał się jej reakcji. I słusznie, bo gdyby zjawił się przed jej oczami, ta straciłaby panowanie nad sobą.
- Czemu się nie odzywasz? Stało się coś?. - zapytała Demi.
- Gabe do mnie napisał. Przeczytaj. - powiedziała z szeroko otwartymi oczami i podała przyjaciółce telefon.
Demi po trzykrotnym przeczytaniu wiadomości nie znalazła odpowiedniego komentarza do sytuacji. Jednak zdobyła się na kilka słów.
- Dupek, chuj, tchórz i kretyn. - wydusiła.
- Heteroseksualny kartofel. - dodała Emma.
-Słuchaj ja idę do domu ubrać się w coś porządniejszego. Będę u ciebie za dwie godziny. - oznajmiła Demi.

#

Gdy Brian się obudził obok stolika nocnego miał postawioną kawę i karteczkę, na której widniała informacja "Pojechałem na próbę. Nie martw się nic nie stracisz. Dowiedziałem się, że Johnny umówił się z twoją siostrzyczką dzisiaj w klubie. Jak będziesz czuł się na siłach to daj znać. Podjadę po ciebie i pojedziemy na balangę. Matt"
Na nic nie miał ochoty w tej chwili jak tylko na ciepłą kawę. Uznał, że to go postawi na nogi. Pomyślał, że skoro ma wolny dzień to poćwiczy trochę na gitarze, a potem może pojedzie do muzycznego i dokupi struny. Chciał przeznaczyć ten dzień na odpoczynek.
Jego przemyślenia przerwał dzwonek do drzwi. Brian zwlókł się na dół i zastał Demi.
- Słuchaj muszę z tobą wyjaśnić parę spraw. Przede wszystkim nie wiem jak mam powiedzieć Emmie że jesteś moim bratem. Nie umiem. Obrazi się na mnie, bo tyle czasu to ukrywaliśmy, a ja jestem jej najlepszą przyjaciółką. - schowała twarz w dłoniach.
- Słuchaj, ale nikt nie wiedział. Sami ledwo co wiedzieliśmy, albo przynajmniej nie chcieliśmy o tym wiedzieć i udawaliśmy, że się nie znamy. - uspokajał ją Brian.
- No dobrze, ale ona mi tego nie wybaczy. - uderzyła się w czoło.
- Jakby co to ja przejmę inicjatywę jak będziesz z nią rozmawiać. - uśmiechnął się.
- Idziesz dzisiaj do klubu? Bo umówiłam się z Johnnym i obydwoje chcieliśmy żebyście wszyscy się z nami zabrali. My wtedy pójdziemy na plażę, albo coś.
- No idę. Chociaż wieczorem zemdlałem, to może nie będę pił dzisiaj. Strasznie słabo się czuję. - pokręcił głową.
- No to proszę cię pilnuj Emmy. I żeby ci na myśl nie przyszło zostawiać jej samej z Jimmym, Mattem i Zackym bo zaraz ją rozpiją .- westchnęła.
- Dobra postaram się. - wzruszył ramionami.
- A zapomniałabym. Tutaj masz kluczę do domu Mamy i Briana. Jak wrócisz z imprezki to zaopiekuj się Einsteinem i podlej kwiatki. - uśmiechnęła się i rzuciła mu klucz. - Do zobaczenia wieczorem. - odwróciła się i zamknęła za sobą drzwi.
Brian w ciągu trzech godzin załatwił wszystkie planowane na dzisiaj sprawy, więc jedyne co mu zostało to wziąć swoje rzeczy i zawieźć je do domu rodziców, a potem mógł już tylko jechać do studia.
   
#

- Wychodzimy za godzinę. - powiedziała Demi, która weszła do pokoju Emmy.
- Przestań, ja nigdzie nie idę. - wychyliła nos zza książki.
- Cholera wyglądasz jak ofiara, zdejmuj te okulary, popraw włosy, zdejmij te dresy i tą rozciągniętą koszulkę. Wychodzimy za chwilę i nie chcę słyszeć sprzeciwów. - oznajmiła .- I żadnego bluzgania!. - dodała szybko.
- Zajebiście.- wymamrotała pod nosem.
- Słyszałam. - oznajmiła.
- Idź żreć srajtaśmę. Nigdzie nie idę mówiłam już - powiedziała po czym wróciła do czytania książki, ale zanim zdążyła przeczytać choćby jedno słowo Demi wyrwała jej książkę i rzuciła w kąt, szybkim ruchem zdjęła jej okulary i zaczęła ściągać dresy
- Ja wiem, że masz ognisty temperament, ale mnie zostaw. - pisnęła Emma.
- To zrób to sama, albo je potargam. - założyła ręce pod piersi.
- Cholerna wredna pała. - krzyknęła zdejmując dresy.
- Też cie kocham, a tak poza tym to masz fajny tyłek. - zaśmiała się.
- Nie podlizuj się. - oburzyła się.
- Załóż to. - powiedziała po czym wręczyła jej koszulkę z napisem "System of a down".
- Chyba cię cycki swędzą, że ja założę coś takiego. Prędzej włożyłabym sweter z wydzierganym gównem. - prychnęła.
- Zamknij się i ubieraj to, bo mamy mało czasu. Popraw włosy i makijaż, a i załóż spodnie. - krzyknęła.
- Nie. Pójdę w samych gaciach. - odgryzła się.
- Może być. Chłopcy oszaleją. - zaśmiała się.
- Jak pomyślę, że mam spotkać psychopatów z wydziaranymi rękami i innymi częściami ciała to chce mi się rzygać. Poza tym mam nadzieję, ze ty i ten krasnal mnie samej z nimi nie zostawicie. - powiedziała wychodząc z łazienki.


- Cześć, szukam Johnnego Christa. - uśmiechająca się dziewczyna wpadła do studia jak poparzona, a zaraz za nią weszła drobna dziewczyna ubrana cała na czarno, a z jej ust wydobyło się ciche "hej."
- Cześć Demi. - podskoczył do niej Matt.
- To jest Emma, moja przyjaciółka. - przedstawiła ją Mattowi.
- Cześć, jestem Matt Sanders. - przedstawił się i podał dziewczynie rękę .- To jest Zacky, ten to Jimmy, a tamten w kącie to Brian. A ty Demi na Johnnego musisz odrobinkę poczekać, bo poszedł do innego budynku oddać jedną rzecz. - uśmiechnął się tak zniewalająco, że Demi się zarumieniła.
- Jaką?. - zapytała z ciekawości.
- Nie chciałabyś wiedzieć. - uśmiechnął się Zacky.
- Będę dociekliwa .- oddała mu uśmiech.
- Poszedł oddać mocz. - zaśmiał się Jimmy.
- Co?. - Demi palnęła się w czoło.
- Ostrzegałem. - zaśmiał się Matt .
- Wrócił pogromca dziewic!. - wykrzyknął Johnny zadając drzwiom silnego kopniaka.
- Ten to zawsze coś palnie. - Zacky wywrócił oczami. Demi była wyraźnie zniesmaczona.
- Ups. - szepnął i zakrył sobie ręką usta.
- Idziemy zapalić. - wypalił Jimmy wychodząc razem z Brianem. Emma także wyszła niezauważona przez nikogo.
Stali na dworze i śmiali się wniebogłosy. Dziewczyna jednak nie wyszła za drzwi tylko przysłuchiwała się ich rozmowie.
- Słuchaj stary tam jest dziewczyna, która ma na imię Emma. A ja wczoraj spotkałem cholernie podobną do niej laskę na plaży, której dałem bluzę i nawet miała na imię tak samo jak ona, ale miła to ona nie była. - zaśmiał się Brian.
- Ta jest strasznie cicha. Nie odnalazłaby siew naszym towarzystwie, poza tym nie odzywa sie w ogóle. Stoi tak jakby się czegoś bała. - Jimmy się zastanowił.
- Ale przyznaj, że jest urocza.- uśmiechnął się.
- Taka mała cnotka niewydymka. Nadawałaby się na gosposię domową. - zaśmiał się.
"Co za męski szowinista. Ja mu dam."
- Cześć chłopcy, o czym gadacie? .- zapytała wychodząc zza drzwi.
- Cze .. cześć. - odpowiedział Jimmy z lekko zdziwioną miną. - A tak sobie gawędzimy o zespole. - uśmiechnął się głupio.
- O zespole tak?. - założyła ręce pod piersi. - My się przypadkiem nie znamy?. - zwróciła się do Briana.
- Nie wiem. Może z widzenia. - skłamał, zgasił papierosa i wstał.
- Ja jadę do domu się przebrać w coś bardziej odpowiedniego do wyjścia miedzy ludzi. Będę tutaj za jakieś 10 minut. - powiedział po czym odszedł.
- Ja go gdzieś widziałam. - mruknęła pod nosem.
- Co mówiłaś?. - zapytał Jimmy.
- A nic. Wydawało mi się, że go gdzieś widziałam, ale mogę się mylić. - pokiwała głową.
- Jeżeli jesteś Emmą z plaży  to zapewne go widziałaś i nawet zamieniłaś z nim parę słów i jeszcze do tego chyba posiadasz jego własność. - wyszczerzył się perkusista.
- Akurat jego własność już należy do mnie, bo przekazał mi prawo do jej posiadania .- pokazała mu język.
- A więc to jednak ty. - zagwizdał..
- Coś ci się nie podoba?. - wzięła się pod boki, a kąciki jej ust lekko się podniosły.
 - Wręcz przeciwnie, ale nie wierzę, że płakałaś na tej plaży. - otworzył szeroko oczy.
- Każda dziewczyna ma chwilę słabości. - wzruszyła rękami.
- Dobra chłopcy i dziewczęta zbieramy się do klubu. Ta noc jest dzisiaj nasza!. - wykrzyknął Johnny. wychodząc z budynku. Za nim podążali Demi, Zacky, a na końcu Matt.
- Brian poszedł się przebrać. Będzie za 5 minut. - oznajmił Jimmy.
Emma skorzystała z okazji, że chłopcy rozmawiają w kółku odpalając papierosy i wzięła przyjaciółkę na bok
- Oni są jacyś popierdoleni .- wyszeptała. - Skąd ty ich wytrzasnęłaś? A ten twój krasnal to jest totalnie obleśny. - wzdrygnęła się.
- Emma to są faceci. - westchnęła.
- Cholera już ten Zacky jest lepszy od tego Johnnego. - pokręciła głową.
- No kurde mam teraz podejść do Christa i powiedzieć "Sorry kurdupel, ale moja przyjaciółka cie nie trawi i woli żebym umówiła się z Zackym"? Chyba upadłaś na głowę. - palnęła się w czoło.
- Jak ja zostanę z nimi sama w klubie to chyba ocipieję. - zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech.
- Proszę, zrób to dla mnie. Chociaż ten jeden raz, błagam. - Demi wtuliła się do jej ramienia.
- No już ci przecież obiecałam i zdania nie zmienię, ale to jest beznadziejny pomysł.- tupnęła nogą.
- Dziewczynki, o czym tak dyskutujecie?. - zapytał wesoło Jimmy.
- Wiesz, czasami dziewczyny muszą poplotkować. - uśmiechnęła się Demi.
Po jakimś czasie zjawił się Brian, który ubrał kapelusz na głowę, przebrał koszulkę na czarną koszulę i krótkie spodenki koszykarskie na długie czarne spodnie z przetarciami.
- Możemy iść. - wymamrotał.
- Ej, ten Brian jest przystojny. Nie chciałabyś się z nim może umówić?. - wyszeptała Demi do przyjaciółki.
- O nie! Nie ma mowy żebyś z którymkolwiek z nich mnie zeswatała. - tupnęła nóżką zniżając ton.
- Ani troszeczkę?. - wyszczerzyła ząbki.
- Ani odrobinkę. - warknęła.

5 komentarzy:

  1. haha swatanie to coś w moim stylu ;D Podoba mi się to,że piszesz z humorem i opowiadanie nie jest sztywne.Z niecierpliwością czekam na kolejne części :) Kocham i całuję ;* /Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No staram się, ale to i tak nie wyszło tak jak chciałam :(

      Usuń
  2. Jeżeli mój komentarz będzie brzmiał dziwnie to sorry, ale jestem w trybie analitycznym:)
    Co do hot scenki to nie ma za co! *.* Cieszę się, że się podobało, bo w życiu się tak nie śmiałam, czytając co napisałam:D
    Brian płaczący pod prysznicem. Wiem, że to taka smutna i dołująca scena, ale jedyne o czym mogłam myśleć to nagi Brian. Nagi, mokry Brian, potrzebujący pocieszenia... Sooo sexy (wiem, jestem nienormalna... Życie^^)!
    E. na plus, że nie przyjęła przeprosin G. Niech spada na drzewo. Palantunio. I nadal nie wiem dlaczego E. przyjmuje leki!!! Musisz to koniecznie niedługo wytłumaczyć;)
    Spotkanie z zespołem spoko. O dziwo więcej JC niż Shadowsa, co jest raczej niespotykane. Poza tym czy dobrze zrozumiałam, że D. i B. są rodzeństwem, a D. nie powiedziała nic E.? Ojj wyczuwam foch E. milordzie;)
    Idzie Ci coraz lepiej, a ja oczywiście wypatruję następnego.
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze zrozumiałaś. Demi i Brian to rodzeństwo, ale może bardziej sie to wytłumaczy w kolejnym.
      Powiem ci, że mi też wyobraźnia pracowała jak pisałam tą scenkę pod prysznicem :D

      Usuń
  3. Idzie ku lepszemu. Po prostu wydaje mi się, że wstydzisz się napisać tak jak czujesz i zastanawiasz się nad tym jak to ubrać w słowa.

    Scena z Brianem. No wiesz? I mam kosmate myśli. Swoją drogą dzięki za odcinek, bo mogłam się oderwać od zmartwień. Buziak, czekam na szybki ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń