20 sty 2014

2. Betrayed

Rozpędziłam się chyba :)

Coś mi za łatwo to wszystko idzie :) 
Przede wszystkim chciałam Wam podziękować, że tak ciepło mnie przyjęłyście. Nie ukrywam, ale na samym początku byłam zestresowana. Chciałabym podziękować Paulinie i Asi, że wczoraj tak dzielnie mnie wspierały i pomagały mi co nieco :)


#

- Zobacz jaka jestem gruba - powiedziała Emma spoglądając na przyjaciółkę.
- Co ty mówisz? Wyglądasz jak patyk. Zacznij jeść dziewczyno. - przekonywała ją Demi, ale to nigdy nie przynosiło oczekiwanych rezultatów.
- Nie mogę. Wiesz dobrze. - ukryła twarz w dłoniach i siadła na krześle.
- Wiem, ale ktoś musi cię przekonać do tego, żebyś zmieniła swoje poglądy na temat twojego własnego ciała, zobacz jaka jesteś śliczna, masz wszystko o czym marzy każda dziewczyna. Niejedna może ci pozazdrościć urody, a ty chcesz to wszystko zepsuć tylko dlatego, bo uważasz, że wyglądasz jak grubas. Ważę więcej od ciebie i nie narzekam. - Demi podeszła do przyjaciółki i objęła ją z całej siły. Zawsze wiedziała jak ją pocieszyć.
- Gabe bardzo się o mnie troszczył. I dzięki niemu nie wylądowałam w szpitalu. Teraz pewnie będzie gorzej, bo go przy mnie nie ma.- rozpłakała się. - Co ja mam zrobić? Dalej go kocham, a on zrobił mi takie świństwo, kretyn nienawidzę go!!. - wzięła chusteczkę i wytarła łzy. - Dziękuję, że przy mnie jesteś. Gdybyś mnie nie wspierała to nie wiem co bym teraz zrobiła. Skoczyłabym z okna, albo podcięła sobie żyły. - stwierdziła Emma.
- Nawet tak nie mów. Zobacz na swoje ręce. I tak już masz blizny więc po co ci więcej?.
- Chciałabym takiego faceta, który potrafiłby mnie zrozumieć, pocieszałby mnie, byłby zawsze przy mnie. Niestety takich nie ma, kogo ja chcę oszukać? Wszędzie są sami palanci, którzy uważają, że gry komputerowe i auta to są jedyne wartościowe rzeczy w życiu. - wymamrotała pod nosem zakładając ręce pod piersi.
- Nie mówi tak. Są inni mężczyźni, tylko musisz troszkę poczekać, a sami zapukają do twoich drzwi - Demi uśmiechnęła się promiennie i włączyła radio, z którego wyleciała delikatna muzyka. - Zobacz, puścili twój ulubiony kawałek. Tylko po to żebyś się już nie martwiła i żeby na twojej buzi zakwitł uśmiech, no dalej uśmiechnij się kochanie. - pogłaskała ją po głowie.
- Chciałabym w to uwierzyć. - wyszeptała po czym wsłuchała się w swój ulubiony kawałek. Uwielbiała, gdy jej ciało ulegało muzyce, a w szczególności do Steviego Wondera.
- Taką mogłabym cię widzieć codziennie. - uśmiechnęła się Demi. - promienną, tańczącą do "Part time lover" - zaśmiała się po czym dołączyła do tańczącej przyjaciółki.
- Cholerna piosenka, przypomniała mi o tej dziwce Gabe'a. - powiedziała Emma gwałtownie się zatrzymując.
- Em, o co chodzi?. - zapytała z wyraźnym zdziwieniem.
- No nie powiedz mi, że ona nie była jego "kochanką na pół etatu". Przychodził do mnie rano, a wieczorem musiał zniknąć, bo niby miał ważną sprawę do załatwienia, łgarz. - oburzyła się.
- Dobra, jak ją znajdę to sobie z nią porozmawiam. - powiedziała z poważną miną Demi. - Ale i tak wiesz, że na prawdę ta rozmowa będzie wyglądała tak, że wyszarpię jej wszystkie włosy i dam w gębę. Wiesz przecież, że trenowałam boks i nikt mi nie podskoczy. - uśmiechnęła się i uszczypnęła Emmę w policzek.
- Wierzę w ciebie. - powiedziała z przekonaniem w oczach. - A teraz wyłącz te wrzaski. - powiedziała patrząc na radio.
- Ej, ale to jest Metallica. - odpowiedziała ze zdziwieniem.
- Nie znoszę takiej muzyki. - powiedziała twardo. - Wiesz jakie klimaty wolę. Nie lubię jak jakiś napakowany facet z trylionami tatuaży wydziera się do mikrofonu, albo przynajmniej udaje, że się wydziera, bo to co on krzyczy jest totalnie niezrozumiałe. Gdyby moje uszy mogły rzygać na pewno już by to zrobiły, więc z łaski swojej wyłącz to. - naburmuszyła się.
- Dobrze już dobrze, ale ja jakoś muszę słuchać twojej muzyki!. - oburzyła się Demi.
- Musisz słuchać mojej, bo moja jest normalna w przeciwieństwie do twojej. - pokazała jej język.
- Myślałam, że poznam cię z moimi kumplami, którzy mają kapelę, ale widzę, że nic z tego skoro nie lubisz tatuaży i wrzasku. - zrobiła smutną minę.
- Trzymaj mnie od nich z daleka. - powiedziała po czym wzięła książkę kucharską i zaczęła szukać przepisu na obiad.

#

- Co byś powiedział na mały obiad?. - do Briana zwrócił się Matt.
- Stary dzięki, ale muszę iść do Amy po moje rzeczy, ale cholernie mi z tym źle, bo dalej chciałbym z nią być. - powiedział z przekonaniem.
- Wieczorem pójdziemy na piwo, a jak chcesz to przywieź swoje rzeczy do mojego mieszkania, łap. - powiedział Matt rzucając mu pęczek kluczy.
- Którym się otwiera?. - zaśmiał się Haner.
- Tak to jest jak się nie umie czytać. Każdy klucz jest opisany młocie. - powiedział Matt odchodząc w głąb korytarza.
Teraz Brian zostało tylko pojechać do Amy, wyjaśnić całą sprawę i zabrać rzeczy. - Cholera nie chcę się z nią rozstawać. Co ja mam zrobić? Wejść do niej do domu powiedzieć "cześć przyszedłem po ciuchy" i wyjść? Czy może porozmawiać z nią i w najlepszym wypadku zostać u niej, ale co gdyby każdy ranek miał tak wyglądać? Ona się maluje, a ja muszę sam wszystko zrobić, nie mogę liczyć na pomoc z jej strony, a jeszcze tylko dostaję opieprz o to, że z nią mieszkam. Sam nie wiem, wyjdzie w praniu. - rozmyślił się. Po pięciu minutach był już pod domem Amy. Zadzwonił do drzwi.
- Brian, kotku! Stęskniłam się za tobą!. - w drzwiach stanęła kobieta w satynowym szlafroku, po czym wciągnęła Briana za kurtkę, zamknęła drzwi i zaczęła go całować, a mężczyzna w całości się temu oddał. Nie myślał o tym po co tutaj przyszedł. Dla niego liczyło się tylko to, że Amy nie jest na niego zła. Rozkoszował się jej miękkimi ustami, wspaniałym drapieżnym temperamentem. Jeździł rękami po jej cudownym ciele, zaczął zdejmować z niej szlafrok, a kiedy szli w stronę sypialni ten błogi stan został zakłócony przez jedną, drobną rzecz, która wisiała na krześle. Był to męski pasek, ale najdziwniejsze było to, że nie był jego, bo w przeciwieństwie do tego eleganckiego kawałka skóry on nosił paski nabite ćwiekami.
- Co to jest?. - zapytał odchodząc od niej zabierając pasek z krzesła.
- To jest twój pasek skarbie. - zapewniała go dziewczyna tym samym ciągnąc go za koszulkę.
- Mój, tak? Nie kłam i zostaw mnie. Swój mam na sobie, a ten nie wygląda jakby był mój. Dałaś dupy jakiemuś facetowi i jeszcze ci mało? Jeszcze mnie chciałaś wykorzystać? Ty dziwko! Natychmiast idę spakować swoje ubrania tak jak chciałaś rano i wyprowadzam się od ciebie. Nie chcę dłużej być z kobietą, która daje każdemu po kolei za plecami swojego faceta. - wykrzyczał, a w środku, aż się w nim gotowało ze złości.
- Brian to nie jest tak! Rano byłam zdenerwowana, bo sama się spieszyłam, a ten pasek? Nie wiem co on tutaj robi! Nie nazywaj mnie dziwką, proszę. Ranisz mnie tym. - krzyknęła zalewając się łzami.
- Przestań ryczeć, bo na siłę ci nie wychodzi. I tak już zawsze w moich oczach będziesz dziwką . Z resztą nie tylko w moich. - powiedział pakując rzeczy do plecaka.
- A czyich niby? Tych twoich grajków? Wszyscy jesteście tacy sami. Banda kretynów uganiających się za niewinnymi dziewczynami. Jesteś dupkiem, zostawiasz mnie na lodzie i co ja mam teraz zrobić?. - zapytała ocierając łzy.
- Zostawiam cie na lodzie, bo nie będziesz miała kasy na kosmetyczkę, nie? Zajebiście. Widzę, że się świetnie bawiłaś moim kosztem. A ty uważaj na słowa, bo jeszcze raz powiesz coś o chłopakach z mojego zespołu to się doigrasz. - postawił sprawę jasno.
- I co? Będziesz mi groził? Gówno mi możesz zrobić. - odgryzła się.
- Mogę zapomnieć na pięć minut, że jesteś kobietą i uwolnić swoją waleczną stronę, ale nie grożę, tylko obiecuję, a to jest to co innego. - powiedział stanowczym tonem zatrzaskując za sobą drzwi. - Dziwka. - pomyślał po czym splunął na chodnik przed jej domem, wrzucił plecak do swojego auta i odjechał.
Powiedział sobie, że nie potrzebuje jej do szczęścia. Skoro Amy potrafi doskonale i dogłębnie poznawać innych facetów to nie potrzebuje jego. - Ale byłem naiwny!. - krzyknął i z całej siły uderzył rękami o kierownicę. Podjechał pod dom Matta, otworzył drzwi, zostawił torbę i wyszedł. Pojechał na plażę, chciał sobie to wszystko przemyśleć.

#

- Daj mi spokój! Nigdzie nie idę!. - Emma najwyraźniej stawiała opór.
- Przestań! Chcesz całe swoje życie spędzić w tym domu? Nigdzie nie wychodzić? O nie, tym razem to ty mi ulegniesz. - przyjaciółka złapała ją za ramiona i popatrzyła przekonująco w jej oczy.
- Demi jesteś jakaś dziwna, nie patrz się na mnie takim wzrokiem. - dziewczyna odwróciła głowę.
- To zabieraj te sukienkę i masz iść się przebrać, bo inaczej będzie z tobą źle moja panno. - Demi gestykulowała rękami na wszystkie strony.
- Jesteś wredna!. - tupnęła nogą.
- Zamknij się i wynocha do łazienki!. - przyjaciółka pokazała palcem drzwi do pokoju.
- Głupia świnia. - mruknęła pod nosem.
- Co ty tam mamroczesz?. - zapytała, gdy na jej twarzy zagościł cwaniacki uśmiech.
Po chwili Emma wyszła z łazienki eksponując długie nogi, duże piersi i oczywiście zgrabną pupę.
- Wyglądam w tym jak jakaś szmata, którą może przelecieć każdy facet. - naburmuszyła się Emma.
- Stereotypy. - prychnęła Dem. - słuchaj jeżeli pokażesz im, że ciebie nie jest tak łatwo zaciągnąć do łóżka to dadzą sobie spokój, albo przynajmniej będą milsi.
- Nie pierdol, bo zaraz tu zemdleje, bo ta kiecka uciska mi wszystko co możliwe. Chodźmy już i wróćmy jak najszybciej. Dobrze że chociaż postarałaś się z kolorem, bo gdybyś wybrała czerwoną już byś nie żyła. - wzięła się pod boki.
- Nie przeklinaj. Wiem, że jesteś nerwowa, ale czasem mogłabyś sobie odpuścić. - powiedziała surowo. - Załóż te buty. - powiedziała.
- Co? Ty sobie chyba żartujesz! Ja w takich szczudłach! Dobre sobie. - prychnęła i odwróciła głowę w bok
- Musisz mieć o wszystko pretensje? Błagam, chociaż raz ładnie wyglądaj. Zawsze ubierasz się jak lump. - powiedziała kwaśno.
Po wszystkich nieporozumieniach w końcu poszły na kompromis. Emma ubiera się tak jak chce Demi, ale za to sama robi sobie fryzurę i makijaż. Od niechcenia zostawiła rozpuszczone włosy, a makijaż tylko lekko poprawiła. Wyszły z domu o szóstej.
- Nie umiem w tym chodzić, to jest najokropniejsza rzecz jaką musiałam dla ciebie zrobić. - warknęła.
- Ty nie robisz tego dla mnie tylko dla siebie. Musisz jakoś wyglądać, a i nie zapomnij, że masz się dobrze bawić bo w przeciwnym razie zostawię cię na pastwę losu. - wzięła Emmę pod rękę i poszły do klubu, który znajdował się naprzeciwko plaży.
- Za głośno tutaj, a ty wiesz dobrze, że nie znoszę takiej muzyki i jazgotu. - zajęczała.
- Cholera przestaniesz marudzić? Od teraz nazywam cię marudą. Ja nie wiem jak Gabe mógł z tobą wytrzymać pod tym względem. Życzę powodzenia twojemu przyszłemu facetowi. - uniosła ręce do góry z bezsilności.
- Dzięki za miłe słowa. - założyła ręce pod piersiami.
- Przestań się obrażać. - powiedziała stanowczo Demi.
W klubie panował straszny chaos. Nie był to klimat Emmy. Usiadła na czerwonej kanapie, a przyjaciółka przyniosła jej drinka.
- Pilnuj go, bo ktoś może ci coś wsypać. - uświadomiła ją Demi. - ja idę porozglądać się za fajnymi facetami. Tobie też to proponuję. Powodzenia marudo. - posłała jej buziaka.
Emma wcale nie miała ochoty na poznawanie facetów, ani tym bardziej na dobrą zabawę. Chciała zaszyć się w domu i poczytać książkę. Wzięła łyk drinka.
- Cześć, czemu siedzisz sama?. - zapytał męski głos, a po chwili z ciemności wyłoniła się twarz mężczyzny.
- Bo chcę, a tobie nic do tego. Możesz już iść. - stwierdziła.
- O, lubię takie stanowcze kobietki. - uśmiechnął się i położył jej rękę na udzie po czym szybko zjechał ręką w stronę jej miejsca intymnego na co Emma zareagowała od razu. Uderzyła go w twarz i wylała drinka na jego głowę.
- Tak się nie bawimy. - wyrzuciła z siebie, zdjęła buty i wybiegła z klubu. - Co ja mam teraz zrobić?. - zastanowiła się ze łzami w oczach, ale szybko przyszedł jej pomysł, że niedaleko jest plaża.
Jej stopy stąpały po chłodnym piasku, a w uszach gościł szum morza i rozbijane fale o molo. Szła przed siebie nie zwracając uwagi na innych ludzi, poczuła, że jej oczy zachodzą łzami i zdała sobie sprawę, że dalej już nie może iść, więc usiadła na piasku. Nie minęła sekunda, a dziewczyna siedziała zalana łzami. Przypomniały jej się chwile, które spędziła z Gabem. Była z nim półtora roku, a on wyrządził jej taką krzywdę, pamięta jak dziś to jak ją przytulał i całował, uwielbiała spędzać z nim czas, a kiedy zamykała oczy widziała jego piękne szare tęczówki, którymi zawsze się zachwycała, uwielbiała jego poczucie humoru i to, że tak słodko się wściekał kiedy burzyła mu fryzurę. Nie wyobrażała sobie życia bez niego. Teraz musiała sobie z tym poradzić, ale nie wiedziała jak. Przecież Demi nie zastąpi jej chłopaka. Skuliła się kładąc głowę na kolanach. Po chwili poczuła przyjemne ciepło na plecach , a kiedy otworzyła oczy miała zarzuconą męską bluzę. Mężczyzna podał jej paczkę chusteczek.
- Dzięki kimkolwiek jesteś, ale chyba to nie pora żebyś tutaj ze mną siedział. Za bluzę też podziękuje, ale chyba mi się nie przyda. - rzuciła sucho.
- Wybacz, ale chciałem, żebyś poczuła się choć odrobinę lepiej, bo skoro płaczesz to musiało stać się coś złego.- popatrzył na nią, ale ona nie widziała jego twarzy spod wodospadu łez.
- Weź swoją bluzę. Ja idę do domu. - wstała lekko się chwiejąc. I dopiero teraz dostrzegła, że chłopak ma jakąś dziwną szopę na głowie i ciemne oczy, ale w nocy nie dużo można dostrzec.
- Zatrzymaj sobie ją. Mi nie potrzebna. Mogę chociaż wiedzieć jak masz na imię?. - zapytał delikatnie
Oczarował ją jego delikatny głos, ale była zbyt zauroczona Gabem żeby wywierało to na niej jakiekolwiek wrażenie.
- Emma. - powiedziała patrząc na swoje stopy. - To ja idę. - Dodała szybko, żeby uniknąć zbędnych pytań ze strony dziwnego kolesia, który wziął się tak naprawdę znikąd. -  Dzięki za bluzę, ale wątpię żeby była jeszcze kiedyś potrzebna. - uśmiechnęła się sztucznie.
- Ile razy to powtórzysz? Ja jednak mam nadzieję, że kiedyś się przyda. - uśmiechnął się i delikatnie starł dziewczynie łzę płynącą po jej policzku.

PS. Gdyby ten "drapieżny" język był nieco przesadny to proszę, abyście mnie o tym poinformowały, będę wdzięczna.





6 komentarzy:

  1. Uff, na początku mi nie działało, ale jestem!

    Cieszę się, że nie gniewasz się na moje marudzenie o zasady zapisywania. Wybacz, zboczenie zawodowe.

    Ale, ale. Nazwanie Matta młotem z jakiegoś powodu mnie rozśmieszyło, za co dziękuję. Fajnie, tak swojsko opisane relacje dziewczyn na początku odcinka, rozkmina o kompleksach znana jest każdej z nas. Muszę też jednym zdaniem pochwalić za myśli Matta, jak jechał po swoje rzeczy :) Do przodu. A my zacierać ręce i czekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiemy, że masz obsesję na punkcie Matta, ale to Brian jechał po swoje rzeczy :)

      Usuń
    2. Skrót myślowy wyszedł. Dwa zdania w jednym.

      Usuń
  2. Na samym początku rozdziału zawiodłam się na E. Co to za jakieś bzdury z "chłopak mnie rzucił, podetnę sobie żyły"? Niet, niet, niet. Złe podejście! To, że jedno drzewo spadło, nie znaczy że inne nie stoją:)
    Świetnie opisana przyjaźń dziewczyn, przypomina mi mnie i moją przyjaciółkę. Te wszystkie czułe słówka typu jesteś wredna i głupia świnio :D
    Ex Briana jest u mnie tak bardzo spalona, że nawet popiół po niej nie pozostał... A on taaaki uroczy z podarowaniem E. bluzy <3
    Czekam na następny rozdział:)
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń
  3. hahahah mam nadzieje,że my też jak będziemy starsze to tak będziemy na dyskoteki łazić i oczywiście będę cię zmuszać do zakładania tych szczudeł xdd ;) jak zawsze kocham i wciągają mnie twoje opowiadania..KC misia /Paula

    OdpowiedzUsuń
  4. Co tu dużo mówić, podoba mi się. Była Briana wyeliminowana, były Emmy też. Podobają mi się relacje między dziewczynami. Czekam na więcej :)
    Joan:)

    OdpowiedzUsuń