Tak sobie pomyślałam, że skoro odcinek mam napisany to mogę go wrzucić, chociaż i tak wiem, ze macie duużo do czytania, bo był weekend i każdy wrzucał odcinki, ale już chcę się zabrać za pisanie następnego, a ten tylko niepotrzebnie zajmuje mi miejsce.
Dziękuję Pati i Sillie, za to że są ze mną od samego początku i dzielnie komentują. Dzięki Wam mam takiego motywatora, że nie macie pojęcia ♥
- Tej DJ jest jakiś głuchy? Przecież przy tym się nie da tańczyć. - krzyknęła Emma, ale jej głos był ledwo słyszalny.
- No w klubach poszczają taką muzykę moja droga. - Jimmy objął ja ramieniem, ale ta natychmiast zdjęła jego rękę.
- Poszukajmy jakiegoś oddzielnego miejsca, żeby nie było tak tłoczno. - zaproponował Zacky.
- Dobra stary, ja idę zamówić drinki. - powiedział Matt.
- O, włączyli muzę do której da się tańczyć, choć mała trochę się zabawimy. - Johnny zwrócił się do Demi.
- "Mała". - prychnęła Emma. - Niech na siebie spojrzy. - wywróciła oczami
- Emmo? Wolisz drinki czy shoty?. - zapytał Matt.
- Wszystko jedno, bylebym jutro nie umierała. - stwierdziła.
- Dawaj każdemu po dwa drinki, dwa shoty i piwo. - powiedział Jimmy.
- Jak sobie życzysz.
Usadowili się przy stoliku. Brian wyciągnął komórkę i zaczął coś przeglądać.
- Dobra to powiedz mi coś o sobie. - Rev przejął kontrolę nad sytuacją.
- Co mam powiedzieć? Zacząć od dużych problemów czy od tych jeszcze większych?.
- Jak sobie życzysz. Mamy całą noc przed sobą. - uśmiechnął siei oparł na ręce swoją głowę dając znak zainteresowania.
- To może zacznę od tego, że mam przyjaciółkę którą kocham, ale wkurza mnie jej nowy facet, patrz Johnny. Kolejna sprawa jest taka, że mam prawie osiemnaście lat, a moja ciocia traktuje mnie jak gówniarę, która chodzi do podstawówki. Nie mam rodziców, dwa dni temu chłopak mnie zdradził z jakąś laską.. - opowiadała. - Do tego wywalili mnie ze szkoły. Biorę leki na niedobór kwasów, a gdybym przestała je brać byłabym w złym nastroju, zmniejszałaby mi się ilość płytek krwi i inne pierdoły, komiczne, nie?. Wystarczy? Czy mam coś jeszcze dodać?. - zapytała i upiła łyk drinka, którego właśnie przyniósł Matt. - Aha, zapomniałam dodać, że mój były chce do mnie wrócić, a ja mam ochotę go poćwiartować i rzucić na pożarcie psom.
- Nie wiedziałem, że na pierwszym spotkaniu tak się otworzysz. - uśmiechnął się.
- To teraz ty mi powiedz coś o sobie. - odwzajemniła uśmiech. Czuła, że najlepiej będzie dogadywać się z Jimmym, a Brian? szkoda gadać. Był zajęty przeglądaniem zdjęć w telefonie czy jakiś innych bzdetów. Drażniło ją jego zachowanie.
- Okej. To zacznę tak. Gdy byłem dzieciakiem lubiłem zabawy z kotami, ale te zabawy nie wyglądały tak, że dawałem im kawałek włóczki do zabawy, o nie. Ja te koty przejeżdżałem rowerem, kopałem, wyrzucałem w powietrze. Podpaliłem szkołę, byłem popierdolonym psychopatą. Z resztą nadal jestem. Siedziałem w pierdlu, w szkole unikali mnie jak cienia. - zaśmiał się .
Opowiadali sobie tak wszystkie historie z życia. Matt, Zacky, Jimmy i Emma śmiali się wniebogłosy. Pierwszy raz Emma mogła czuć się swobodnie. Nie wiedziała dlaczego, ale ta trójka wywoływała na niej świetne wrażenie. Uważała, że znała ich od lat i mówiła wszystko co tylko jej przyszło na myśl. Nie podobało jej się jedno, że Brian jest nieobecny. Nie wiedziała dlaczego, ale zależało jej na tym, żeby włączył się do rozmowy. Chciała go poznać, bo intrygował ją najbardziej ze wszystkich chłopaków, był przystojny, niedostępny i nie dało się go odczytać. Był nieprzewidywalny.
- Gdzie jest Demi?!. - krzyknęła ze strachem w oczach.
- Spokojnie. Christ ją zabawia. - Zacky poruszał brewkami.
- Tego się obawiam. Jak myślę co oni mogą tego robić to chce mi się rzygać. - wzdrygnęła się.
W pewnej chwili do stolika podeszła jakaś kobieta, która najwyraźniej znała chłopaków, bo przyjaźnie się do nich uśmiechnęła.
- Cześć chłopcy. Chciałabym porwać na chwilkę Briana .- uśmiechnęła się.
- Michelle!. - Brian wstał gwałtownie, a na jego twarzy zagościł szczery uśmiech. Przytulił kobietę po czym pocałował ją w policzek. Odeszli w objęciach od stolika.
- Kto to jest?. - zapytała z zaciekawieniem.
- Można tak powiedzieć, że była dziewczyna Briana, ale i tak widzę, ze oboje coś do siebie czują. - Jimmy uderzył ręką w stół.
- No doobra.- przeciągnęłam. - To czemu się nie zejdą?. - zapytałam.
- Mieli jakieś problemy ze sobą. Teraz liczy się tylko seks. - Matt oparł się na dłoni.
Dochodziła pierwsza w nocy. Chłopcy jak i Emma byli totalnie zalani i bełkotali coś pod nosem leżąc na sobie.
- Powiem wam, że z nikim się jeszcze nie bawiłam tak dobrze jak z wami. Oczywiście pomijam Demi. - czknęła.
- Jutro będzie kac morderca. - wybełkotał Jimmy.
- Nawet mi kurwa nie przypominaj. - jęknął Matt.
- Wstawajcie. Jestem z powrotem. Spotkałem po drodze Johnnego i Demi. Powiedzieli, że chcą iść na plażę. - oznajmił Brian siadając przy stoliku. - Ile wypiliście?. - zapytał.
- A nie pytaj, bo nawet nie jestem w stanie ci odpowiedzieć. - Zacky pokręcił głową.
- Nie zostało wam nic?.
- Zostało moje piwo. Nie byłam w stanie go wypić. Jak chcesz to się częstuj. - powiedziała Emma.
Brian nie odpowiedział tylko uśmiechnął się szczerząc przy tym zęby, gdy schylał się po piwo poruszył stołem, a szklanka z niedokończonym drinkiem Matta wylądowała na bluzce i spodniach Emmy, która gwałtownie wstała i zaczęła krzyczeć.
- Nosz kurwa mać ty pchli odbycie co zrobiłeś?! Demi mnie zabije, bo to jej koszulka, teraz sie cała kleję. Co za człowiek!. - krzyczała.
- Przepraszam cię. Na prawdę nie chciałem. Jestem trzeźwy to odwiozę cie do domu, dobra? - bronił się
- Gdybym tylko mogła się dostać do domu. Demi ma moje klucze telefon i portfel w torebce - ukryła twarz w dłoniach.
Brian postanowił, że weźmie ją do domu i da jej suchą koszulkę do przebrania.
- Chodź, jedziemy. - wziął ją za rękę.
- Zostaw mnie. Już dużo dzisiaj zrobiłeś. - wyrwała się mu.
- Ale to był wypadek. Nie chciałem tego zrobić. A teraz w ramach rekompensaty zawiozę cie do siebie, zapierzemy twoje ubrania, a w zamian pożyczę ci coś suchego. Przy okazji wezmę tych pijaków - wskazał palcem na ledwo przytomnych kolegów.
-Jak chcesz.
W drodze do domu Emma zasnęła na siedzeniu, a gdy Brian chciał ją obudzić dała mu z liścia. Pomasował się po policzku.
- Jejku, przepraszam, nie chciałam. - dotknęła lekko jego policzka robiąc niewinną minkę.
- Wysiadamy. Jesteśmy pod moim domem. - poinformował.
- A co z chłopakami? Gdzie oni są?. - zapytała zdezorientowana.
- Odwiozłem ich do domów. - odpowiedział.
- To jest twój dom?. - zapytała oszołomiona.
- Właściwie to moich rodziców, ale wyjechali na parę dni i muszę się opiekować ich psem i podlewać kwiatki. - powiedział.
Weszła do środka i nie miała siły się rozglądać. Poszła tam, gdzie kazał jej Brian, zdjęła koszulkę i spodnie rzucając je na ziemię, a sama opadła na kanapę i zasnęła.
Poczuła zapach kawy i cynamonu. Otworzyła oko, ale zaraz się poddała i nie próbowała dalej. Z jej ust wydobył się cichy jęk.
- Obudziłaś się już?. - zapytał męski głos.
"Zaraz. Męski głos? O co tu kurwa chodzi?"
- Gdzie ja jestem?. - zapytała zachrypniętym głosem nie podnosząc głowy z poduszki.
- W sypialni moich rodziców. - zaśmiał się Brian.
- Możesz mówić odrobinę ciszej? Głowa mi pęka. - jęknęła.
- Kac morderca .- wyszeptał.
- Chyba kac skurwysyn. - podniosła się na łokciach.
Brian zachichotał. Nie była taka zła jak się mu wydawało. Nie znał jej dobrze, ale wczoraj przysłuchiwał się ich rozmowie i mógł stwierdzić, że może przy niej czuć się swobodnie.
- Masz tabletkę na ból głowy obok siebie. Popij wodą, a potem zjedz ciasteczka z cynamonem i wypij kawę. Ja idę po twoje ubrania. - wyszeptał, a kąciki jego ust lekko się uniosły.
"Jakie ubrania? O cholera jestem goła?" spanikowała. Popatrzyła na swoje ciało. Ubrana byłą tylko w koronkowe majtki i stanik do kompletu.
- O kurwa. Zajebiście. - wyszeptała.
Wzięła tabletkę i popiła ją lodowatą wodą. Jednak Brian wiedział co dobre. Gdy ból troszkę ustąpił chciała usiąść na łóżku, ale przypomniało jej się, ze jest w samej bieliźnie.
- Trzymaj. - powiedział wchodząc do pokoju i podając jej ślicznie poskładane, wyprane i wyprasowane ubrania.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się.
Założyła czyste ubrania i zabrała się za swoje ciastko i kawę. "Jakie to jest pyszne" zamknęła oczy i delektowała się smakiem. Po skończonym śniadaniu wyszła z pokoju i dopiero teraz zobaczyła, że znajduje siew pałacu z marzeń każdej małej dziewczynki. Wczoraj widziała tylko sofę, a dzisiaj? Piękne wielkie okna, ciepły wystrój mieszkania, wielką kuchnię, a najbardziej podobał jej się salon z kinem domowym, dużym telewizorem i brązowym zamszowym narożnikiem. Zauważyła, że na ziemi leży wielki brązowy dywan, który wydawał się nieziemsko miękki.
- Smakowało śniadanie?. - wyszczerzył ząbki.
- Było pyszne. Chciałabym takie codziennie. Możesz być ze mną szczery?. - powoli schodziła ze schodów patrząc w stronę siedzącego na narożniku Briana. - Dlaczego to wszystko zrobiłeś? Wydawało mi się, że mnie nie lubisz. - stanęła na dywanie i wplotła jego włosie pomiędzy palce u stóp. Usiadła naprzeciwko swojego rozmówcy i słuchała uważnie to co ma jej do powiedzenia.
- W moim życiu jest dużo ruchu. Czasami nie nadążam za tym co się dzieje. Koncerty, trasy, fanki, nowe piosenki do nagrania, nowe pomysły, a jeszcze te imprezy. To wszystko czasem mnie dobija. Niektórzy odnoszą takie wrażenie, że ich nie trawię, ale po prostu czasem jestem zmęczony. Z resztą nie mogę stwierdzić czy cię lubię czy nie, bo de facto cię nie znam. Dlaczego to zrobiłem? Bo wiem jak to jest mieć kaca mordercę. Sam go przechodziłem i to nie raz, a Suzy, moja macocha przynosiła mi wtedy tabletkę, lodowatą wodę, kawę i ciastko cynamonowe. Po godzinie bylem już zdatny do użytku. Oczywiście nie byłą to pełnia życia, bo czułem się jakbym miał kalosza w mordzie, ale przeżyło się. - tłumaczył. - Wydajesz mi się być sympatyczna, bo wczoraj słuchałem cię uważnie i wiem, że jesteś w porządku.
- Dzięki. Czemu wczoraj byłeś taki przybity?. - zapytała z głową opuszczoną w dół.
Brian tak na prawdę nie wiedział co odpowiedzieć, ale jego zdenerwowanie zniknęło gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, gdy Brian otworzył drzwi wdał się do domu głośny krzyk.
- Jest tutaj Emma? Brian powiedz mi czy ona tutaj jest. Szukam jej cały dzień. - wpadła zdenerwowana Demi.
- Jest. Została na noc bo strasznie się zalała - zaśmiał się
- To nie jest śmieszne - odepchnęła go i wpadła do salonu. Natychmiast rzuciła się na Emmę i mocno ją przytuliła - Boże nawet nie wiesz jak się martwiłam - dała jej całusa w policzek
- A myślisz, ze ja się nie martwiłam jak ty zniknęłaś z tym swoim kochasiem?. - wzięła się pod boki.
- Ale nie martw się, bo nic między nami nie zaszło. On chciał mnie przelecieć, ale dostał w twarz i się skończyło. - powiedziała.
- Coo? Johnny taki łapczywy?. - zapytał Brian.
- A ty co dzisiaj taki szczęśliwy? Wczoraj jakoś nie byłeś zadowolony, że gdziekolwiek musisz się ruszać. I jeszcze mi Emmę porwałeś. - popatrzyła na niego spode łba.
- No spokojnie. Wczoraj byłem zmęczony. - wytłumaczył się.
- Ale na bzykanko to miałeś ochotę?. - zapytała.
- Przestań. Nie uprawiałem z Michelle seksu. Poszliśmy wyjaśnić sobie parę spraw, a potem dostałem książką w łeb. Bo ona chciała być ze mną w związku, a ja odmówiłem.
- Co? Czemu? Przecież mówili, że chciałbyś z nią być. - Demi nie dawała za wygraną.
- Daj spokój. Nie ma o czym mówić. Jak mam być z kobietą, którą kochałem najbardziej ze wszystkich, a ona mnie zdradziła?. - prychnął.
- Zaraz, zaraz. Demi? Co jest grane? Ile wy się znacie?. - zapytała Emma.
- Kto?. - zapytała.
- Ty i Brian .
Obydwoje popatrzeli na siebie ze zdziwieniem i wybuchnęli śmiechem.
- Powiedziałam coś śmiesznego?.
- Nie, skąd. - powiedział z nutką ironii w głosie. - Demi nie powiedziałaś jej?. - zapytał ze zdziwieniem.
- Nie. Sam wiesz dlaczego. Rozmawialiśmy o tym. - odpowiedziała.
- Dowiem się w końcu o co tu kurwa chodzi!? Jesteście w jakimś ukrytym związku?.
- Nie. Jesteśmy rodzeństwem. Co prawda przybranym, ale fakt faktem jesteśmy - odpowiedział Brian
- Jak mogłaś mi tego nie powiedzieć?! - krzyknęła na Demi. - Przez tyle lat nie wiedziałam, że masz barta.
- Tak właściwie mam brata od siedmiu lat. A ty przyjaźnisz się ze mną od dwóch.
- To nie mogłaś mi tego powiedzieć?. - zapytała z wyrzutem.
- Nikt nie wiedział. Nie chcieliśmy nikomu mówić. Chłopcy z zespołu Briana dowiedzieli się o tym tydzień temu - pokiwała głową.
- Dlaczego to zrobiliście?.
- Mieliśmy razem najgorsze chwile w życiu. Ja w wieku 14 lat wyprowadziłam się do taty, bo nie mogłam z nim wytrzymać. Nienawidziliśmy się nawzajem. Jedno było zazdrosne o drugie. Miałam do niego pretensje, że tata zabiera mi mamę, ale on miał do mnie pretensje o to samo. Nie doszliśmy do porozumienia. Nie przyznawaliśmy się do siebie. Jednak miesiąc temu wszystko się zmieniło. Pojechałam odwiedzić mamę i spotkałam Briana, który wyrósł i stał się poważniejszy. Mieliśmy czas na przemyślenia. No i tak się stało, że zaczęliśmy rozmawiać i postanowiliśmy, żeby nasi znajomi dowiedzieli się o tej sytuacji. Pojechałam z nim do studia i poznał mnie z chłopakami. Potem zaczęłam coraz więcej gadać z Johnnym, ale chciałam także żebyś ty ich poznała, ale skoro masz problem z takimi wytatuowanymi mięśniakami to nie chciałam cie do niczego zmuszać. Zupełnie inaczej by to wyglądało, bo nie musiałabyś lądować w sypialni naszych rodziców. - uśmiechnęła się.
- Mam ci to za złe, że sama musiałam się domyślać i, że nie powiedziałaś o tym swojej najlepszej przyjaciółce, ale tak bardzo cie kocham, że nie mogłabym ci nie wybaczyć. Z resztą bałam się co Brian może ze mną zrobić, bo był strasznie miły i pomocny, aż za bardzo - przytuliła Demi. - Nie chcę się na ciebie złościć, bo cię kocham, ale zawiodłam się na tobie - zrobiła smutną minkę - A ty o wszystkim wiedziałeś? I dlatego chciałeś mi pomóc? - zwróciła się do Briana, a ten z niewinną minką przyznał jej rację.
- To ja mu kazałam, bo ten matoł przecież by się nie domyślił, że trzeba cie doprowadzić do porządku - zwróciła się w stronę Briana.
- A ty Demi wprowadzasz się tutaj czy zostajesz u taty? Bo pamiętaj, że twój pokój dalej stoi niezagospodarowany. - uśmiechnął się Brian.
- No proszę, co za miły brat. Nigdy bym się nie spodziewała .- zaśmiała się Demi.
- Wiesz co ja muszę pozałatwiać parę spraw. I między innymi przywieźć tutaj swoje rzeczy - uśmiechnęła się. - A ty Emmo masz się nigdzie nie ruszać. Zrób z Brianem obiad, ja będę za dwie godziny. - pomachała i wyszła za drzwi.
- Jesteście wredni! - tupnęła nóżką i wzięła się pod boki. Brian nie wiedział co ma odpowiedzieć, więc tylko się zaśmiał.
- Idę po brudne naczynia. Przy okazji pościelę łóżko, a ty możesz zająć się obiadem. - pokazał jej język.
- O nie! Ja jestem tutaj w gościach. - uśmiechnęła się i popędziła na sofę zabierając pilota przy okazji włączając telewizor.
- Chyba sobie żartujesz! Nie ma tak, że ja będę pracował, a ty będziesz się obijała. - po chwili powiedział Brian schodząc ze schodów.
- No panie gospodarzu może byś przestał tyle trajkotać i wziąłbyś się za robienie obiadu. - uśmiechnęła się.
- Tak nie będzie. - powiedział po czym wziął pilota i wyłączył telewizor. Idziesz ze mną powiedział i wziął Emmę na ręce.
- Puść mnie, puść!. - piszczała wierzgając nogami ja wszystkie strony.
- Na prawdę chcesz żebym cie puścił? Teraz w tym momencie? - zapytał Brian
- Tak! Albo nie! A nie wiem jak mną nie rzucisz o ziemię to możesz mnie puścić teraz, a jak masz zamiar mnie nokautować to ja się nie zgadzam. - zaśmiała się.
Postawił ją na ziemię i popatrzył jej głęboko w oczy. Uśmiechnął się do niej, a jej nogi pod naciskiem tego spojrzenia zostały pozbawione kości.
- Nie ma czasu na takie fanaberie. - powiedział po czym szybko od niej odszedł.
- Co będziemy robić?. - oparła się na blacie.
- Może pierogi? I zupę kalafiorową?. - zapytał.
- Cholera z tą zupą to trochę spaliłeś, ale za to pierogami nadrobiłeś - zaśmiała się. - Pisałam wierszyki jak byłam małym brzdącem. - uśmiechnęła się.
- O, tego jeszcze o tobie nie wiem - powiedział i obsypał jej mąką twarz.
- Nie trzeba było tego robić. - zaśmiała się.
Ach ta kuchnia i mąka *-* tak słodko :) Boże jaki dupek z Johnn'ego ;-; faceci xdd Ogółem kocham opowiadanie było ciekawe i podoba mnie się ta stanowczość Emmy ,że ona jest gościem :) hahah niech facet się bierze do roboty ^^ z tymi rymami też ciekawie ...z każdym kolejnym odcinkiem dowiadujemy się czegoś nowego i ta ciekawość mnie zjada od środka...czekam na kolejne części.Buźka ;* /Paula
OdpowiedzUsuńKurrcze, serio ktoś mi dedyknął odcinek i nie była to moja Pani Gates! Jak to mówi Pati, Fejm się zgadza!
OdpowiedzUsuńCo do odcinka. Kurde serio urzekłaś mnie motywem z domem Briana, odkryte rodzeństwo, ta jego troskliwość.
lovee, Sillie
Tu był komentarz, ale go zezarło:D
OdpowiedzUsuńTelefony usuwające komentarze --> nasz wróg!!!