29 sty 2014

6. Las Vegas?!

Tydzień minął im niesamowicie szybko. Brian zaprzyjaźnił się bardziej z Emmą. Co chwile wychodzili do kawiarni na lody, albo do kina lub na spacery. Wygłupiali się i cały czas sobie dogryzali. Brian traktował Emmę jak drugą siostrę. Demi musiała wyjechać na kilka dni i poprosiła Briana, aby ten nie zostawiał Emmy samej, bo nie chciała, żeby jej przyjaciółka siedziała cały czas sama z ciotką w domu.
- Brian? Wy jutro wyjeżdżacie, prawda? - zapytała Emma wchodząc do mieszkania chłopaka.
- Tak, coś się stało? - zapytał odrywając głowę od telewizora
- A nic. Myślałam, że będziecie jeszcze na moich urodzinach, ale skoro nie to trudno - uśmiechnęła się sztucznie
- Bardzo mi przykro Emmo. Nie chciałem, żeby tak wyszło. Jeszcze do tego nie ma Demi. - chłopak pokręcił głową. - Wiem, że jutro są twoje urodziny, ale wyjeżdżamy z samego rana. Jak chcesz to możemy dzisiaj zrobić małe przyjęcie - wstał z sofy i podszedł do dziewczyny
- Nie, dzisiaj nie mam ochoty na przyjęcia. Możemy w coś pograć i wypić piwo. To mi w zupełności wystarczy - obeszła Briana i usiadła na miejscu, które wcześniej zajmował, włączyła Xbox'a i wybrała grę z wyścigami samochodowymi.
- Jasne, jak sobie życzysz - zaśmiał się, poszedł do lodówki i wyciągnął sześciopak piwa, które postawił na stole przed telewizorem.
- To co? Mała rywalizacja? - uśmiechnęła się Emma
- Nie masz ze mną szans - pokazał jej język.
- Tak? Zaraz się przekonamy - dała mu sójkę w bok.
Przy grze nieźle się uśmiali. Gdy Emma prowadziła zaraz Brian musiał się zrewanżować. Byli już po drugiej butelce piwa.
- Dobra. Koniec tego dobrego. Zobaczymy jaki dobry jesteś w tańcu - zaśmiała się i podeszła do stojaka z grami, wyciągnęła "Dance Central".
- Jak zwykle cie pokonam. - upił łyk piwa
- Chyba śnisz frajerze - puściła mu oczko
- Za tego frajera to masz przerąbane. Zgniotę cię na miazgę
- Dobre sobie - prychnęła.
Walka się zaczęła. O dziwo Brian w dwóch rundach był lepszy od Emmy, ale zaraz wynik się wyrównał, a po chwili  Emma już prowadziła. Po godzinie byli wyczerpani i mieli dość dalszej zabawy.
- Dobra, ja nie mam siły, rozwaliłaś mnie, możesz się cieszyć - opadł na kanapę
- Może puszczę jakiś film?
- Zależy jaki. Jeżeli chcesz puszczać jakieś smuty to ja wychodzę.
- Chodziło mi o horror, albo komedię
- Dawaj horror - wyszczerzył ząbki. Emmę oblało ciepło, gdy zobaczyła szczery uśmiech na jego twarzy.
Płyta znajdowała się już w napędzie, został tylko popcorn i większa dawka piwa. Brian rozsiadł się wygodnie na kanapie, a Emma zabrała kocyk i usiadła obok niego.
- Masz zamiar tutaj zasnąć? - zapytał ze zdziwieniem
- Czasem mi się zdarza - okryła się kocem.
Początek filmu był nudny, ale dało się go przeżyć. Po dwudziestu minutach Emma popatrzyła na Briana, który spał z głową na oparciu i piwem w ręku. Postanowiła pójść w jego ślady. Opatuliła się kocykiem i oparła głowę na jego ramieniu.

Obudziło go swędzenie w okolicy ust. Poruszał delikatnie nosem i otworzył oczy. Zobaczył, że Emma śpi opierając głowę o jego ramię. Nie miał serca jej budzić, więc szybko wysunął ramie spod jej głowy, wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni, a sam udał się do swojego pokoju spakować walizkę, bo uznał, że godzina 7 rano będzie odpowiednim czasem, żeby zająć się sprawami związanymi z trasą.
Po wszystkim udał się do kuchni, gdzie zamierzał przygotować urodzinowe śniadanie dla Emmy. Chciał żeby było wyjątkowe, ale wiedział, że nic jej nie zastąpi prezentu.
- Wstawaj śpiochu - powiedział wchodząc do pokoju z tacą pełną jedzenia. Położył na niej babeczkę ze świeczką, wazon z goździkiem, naleśniki z czekoladą i oczywiście nie mogło zabraknąć pięknie pachnącej kawy.
- Brian?! Jesteś boski, dziękuję ci. - uśmiechnęła się promiennie, a w jej oczach pojawiły się iskierki
- Wszystkiego najlepszego! - uśmiechnął się i wręczył jej kopertę.
- Co to?
- Najpierw zjedz, a potem rozpakuj. Mam zostać czy iść? - założył ręce do tyłu
- Zostań, będzie mi miło
Zjadła posiłek i bez słów otworzyła kopertę popijając od czasu do czasu kawę. Zobaczyła w niej bilet na samolot, którego lot odbywał się dzisiaj o godzinie 18.
- Co to jest? Gdzie ja lecę?
- Przeczytaj - Brian uśmiechnął się do niej i usiadł na łóżku.
- No widzę, Las Vegas, i co z tego? Nic mi to nie mówi.
- Polecisz tam ze mną, bo mam tam przesiadkę do innego samolotu. Na miejscu się wszystkiego dowiesz - zaśmiał się
- Będziemy lecieć z chłopakami?
- Niestety nie, ale przywitasz się z nimi na miejscu.
Emmie nie podobała się ta cała sytuacja, uważała, że Brian coś kręci. Rano mówił, że lecą z samego rana, była godzina 9, a Brian był jeszcze w domu i jakoś nigdzie mu się nie spieszyło.
- Mieliście lecieć z samego rana.
- Plany się zmieniły. Chłopaki polecieli rannym samolotem, a ja przełożyłem lot na później, wiem, że nigdy nie leciałaś samolotem i ktoś musi się tobą zaopiekować. Teraz pojedziemy do twojego domu po ubrania - uszczypnął ją w policzek
- Ała - pisnęła i odsunęła jego rękę. - Teraz się doigrałeś! Nie daruję ci tego - krzyknęła i zwinnie wygramoliła się z kołdry. Rzuciła się na Briana, okładała go poduszkami i kapciami, a na koniec okryła go kocem i nie miała zamiaru puszczać. Brian jednym ruchem mógł sprawić, że to ona znajdowałaby się teraz na jego miejscu, ale gdyby to zrobił pewnie by się odegrała w jakiś inny sposób.
- Mogę już wyjść? Bo trochę mi duszno - sapał
- Nie puszczę cie tak łatwo - zaśmiała się i usiadła okrakiem na jego brzuchu.
- To zobacz co ja zrobię - powiedział po czym zwinnie obrócił się tak, że teraz Emma znajdowała się pod nim. Zamknęła oczy i pisnęła najgłośniej jak potrafi. - Dziewczyno, spokojnie, ja nie mam zamiaru ci nic zrobić, no chyba, że to - pochylił się nad jej twarzą i spojrzał jej głęboko w oczy. Przygryzła dolną wargę co bardzo spodobało się Brianowi. Zaczął ją łaskotać i wcale nie miał zamiaru przestać. Dziewczyna zaśmiewała się do łez.
- Bri, Briaaaan! prze, przestań! - zwijała się ze śmiechu.
- A co dostanę w zamian? - uśmiechnął się uroczo
- Kopa w dupę łajzo - zaśmiała się i jednym zwinnym ruchem przyciągnęła jego twarz do swojej. Dała mu buziaka w policzek i wywinęła się spod jego ramion.
- Tego bym sienie spodziewał - uśmiechnął siei pogłaskał się po policzku. Poszła do łazienki, wzięła gorący prysznic, potem jak zwykle makijaż, prostowanie włosów i inne sprawy. Brian wziął się za ścielenie łóżka. Usłyszał dźwięk SMSa.
- Em! Dostałaś SMSa! - zawołał z pokoju.
- Podejdź pod drzwi i go przeczytaj, błagam. To pewnie życzenia urodzinowe - wyjęczała
- Już się robi. Jak nie chcesz, żeby dzisiaj telefony się urywały to wyjmij kartę - uśmiechnął się
- Nie. Czytaj mi tu

"Droga Emmo. Chciałbym życzyć Ci wszystkiego najlepszego z okazji Twoich 18 urodzin. Mam nadzieję, że wkrótce się spotkamy, bo nie mogę bez Ciebie wytrzymać. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego życzy Gabe."

- To sukinsyn - wyszła z łazienki i wyrwała Brianowi telefon.
- Em? Co się stało?
- To mój były. Jest zajebistym skurwysynem. Pieprzył się z jakąś laską, a ja byłam wtedy jego dziewczyną. Niezłe, nie? - prychnęła.
- Doskonale cię rozumiem, bo sam miałem taki przypadek i to całkiem niedawno.
- Z tego co słyszałam to sam taki byłeś
- Wyczytałaś to z internetu, nie? To może poznaj wersję chłopaków i moją
- Teraz nie mamy czasu. Opowiesz mi w trakcie lotu.
Przez całą drogę do domu ciotki Emma była spięta. Nie wiedziała jak ona to odbierze, nie chciała zawsze się jej podporządkowywać. Ciotka nigdy się nią nie zajmowała, zawsze miała inne sprawy na głowie. Ona tylko wymagała, Emma nigdy nie spędziła z nią czasu. Nie mogła z nią porozmawiać jak z mamą, było jej tego brak.

- Dzień dobry ciociu - powiedziała cicho Emma wchodząc do domu
- Nie wiedziałam, że ty tutaj jeszcze mieszkasz. Całymi dniami i nocami cię tu nie widzę. Jakie masz powody, żeby tutaj wracać? - zapytała ciotka podnosząc głowę znad papierów
- Chciałam przyjść po swoje rzeczy. Wyjeżdżam na parę dni do Vegas - oznajmiła
- Niby z kim ty tam jedziesz?
- Z Brianem - wypchnęła chłopaka przed siebie
- To twój nowy chłopak?
- Coś ty. To brat Demi.
- Nie kłam, Demi nie ma brata.
- Też tak uważałam
- Dobra nie mów nic do mnie tylko idź się spakować i wyjdź z tego domu.
W Emmie kumulował się gniew. "Brian będzie biedny" pomyślała z wyrzutami. Spakowała rzeczy, które mogły jej się przydać, a właściwie to zabrała wszystkie rzeczy z pokoju, bo nie miała zamiaru tutaj wracać. Poprosi Briana, albo Demi żeby pozwolili jej u nich zamieszkać na parę dni.
- Emmo, pomóc ci w czymś? - zapytał po cichu Brian wchodząc do pokoju.
- Nie. Jeżeli nie chcesz żebym cie opieprzyła to proszę, wyjdź, bo zaraz chyba wybuchnę.
- Zanim to zrobisz to wysłuchaj. Twoja ciotka trochę zmiękłą gdy jej powiedziałem o moim tacie, że to słynny Brian Haner Senior - uśmiechnął się
- I co powiedziała?
- Zachowam to dla siebie - zaśmiał się
Popatrzyła na niego. Chciała teraz zasmakować jego ust, poczuć jego dłonie na swojej skórze, rozrywało ją od środka. Czasem przygryzała wargi aż do krwi, żeby pohamować swoje erotyczne usposobienie. Nie wiedziała czy Brian tego chce i wolała nie ryzykować. Stanęła blisko niego z torbą w ręku, w której miała wszystkie swoje rzeczy. Upuściła ją na podłogę i przytuliła się do niego. Tylko to mogła zrobić, bo wiedziała, że uścisk nie wywiera na nim żadnego wrażenia. Nic bardziej mylnego. Brian uważał, żeby na nic więcej sobie nie pozwolić. Pociągała go jak nikt inny, ale to była jego mała siostrzyczka. Nie mógłby jej tego zrobić. Obiecał sobie, że jej nie zrani, a za niedługo jadą w trasę to sobie ulży, ale było coraz bliżej trasy i Brian nabierał coraz większa ochotę na ciało Emmy. Tak właśnie wyobrażał sobie swój ideał. Długonoga brunetka, z zadziornym charakterem. Oczarowała go tym, że ukrywa to wszystko pod przykrywką, że jest taka nieobliczalna, nie można jej rozgryźć. Nie jest łatwa, co jeszcze bardziej go urzekało. Dał jej całusa w czubek nosa. wziął jej torbę i wyszli. Pojechali na obiad, a na lotnisku byli godzinę przed czasem. Poszli na odprawę, a po chwili siedzieli już w samolocie.

4 komentarze:

  1. Dzięki Tobie mam pomysł na drugą część mojego nowego odcinka. Podoba mi się w Twoim pisaniu to, że ja nigdy nie opisałabym tego w taki sposób. Lekko infantylny, z nastoletnią beztroską. Świeżo i sympatycznie. Tak się czuje mój mózg jak czytam Twoje odcinki.
    I mam nadzieję, że Bri opowie jej w samolocie jak to z nim było. I że pozwoli jej mieszkać w swoim domu :)

    lovee, Sillie

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie to zdecydowanie najlepszy rozdział do tej pory! Tylko serio B. Że niby traktujesz E. jak drugą siostrę? Uważaj bo Ci uwierzę...:) Ale to, że kupił jej bilet do LV i zmienił swój lot, żeby się opiekować E. to takie słodkie! Już nie mogę się doczekać, żeby przeczytać co też działo się w tym mieście zabawy i rozpusty^^
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń
  3. ciotka to bardzo dziwna postać, ale za to bri w tym odcinku >>>>>>

    with love,
    z.

    OdpowiedzUsuń
  4. HYHY Będzie mega i już to widzę ^^ Nie mam pojęcia co ci mogę napisać,bo wiesz,że czekam na kolejną część,bo cię o nią męczę co jakiś czas np.dziś :D Mam nadzieje,że wena cię nie opuści i będziesz pisać dalej :) moja ty Emmo ;* /Paula

    OdpowiedzUsuń