Gładko idzie. Chciałabym Wam wszystkim, które to czytacie bardzo podziękować, za wsparcie i za komentarze, to dużo dla mnie znaczy. Oczywiście kim bym była gdybym nie powiedziała, że wszystkie dziewczyny z FF są świetne.
Odcinek trochę długi, ale za niedługo się to zmieni i postaram się pisać trochę krótsze :)
Obudziła Matta, bo jemu musiało być najmniej wygodnie. Mężczyzna podniósł się z podłogi i podszedł zmarnowany na sofę na którą zaraz opadł z wielkim hukiem.
- Ała, kurwa! - złapał się za głowę
- A ładna chociaż? - zaśmiał się Jimmy
- Co ładna? - zapytała Emma
- No ta kurwa - za śmiał się i rozczochrał dziewczynie włosy.
- To nie jest śmieszne. Nie dość, że głowa mnie boli to jeszcze musiałem się walnąć. Podwójny ból, nie zniosę tego dłużej - wybełkotał
Emma zadzwoniła do obsługi i poprosiła śniadanie dla siedmiu osób. Wyjęła z torby proszki na ból głowy i każdemu z osobna dała po jednej. Wiedziała, że tak się skończy ich pobyt w tym miejscu, więc zaopatrzyła się w dziesięć opakowań.
- Ratujesz nam dupy - Demi opadła na krzesło.
Brian siedział na łóżku w pokoju i patrzył w ekran telefonu. Emma opuściła przyjaciół i poszła do sypialni mężczyzny zamykając za sobą drzwi.
- Wiem, że to może nieodpowiednia chwila, żeby o tym porozmawiać, bo oboje czujemy się jak zużyte kalosze, ale obiecałeś mi coś przedwczoraj. - Emma usiadła naprzeciwko niego i popatrzyła głęboko w jego oczy. Zakuło ją serce, bo dostrzegła w nich smutek. - Brian? Co ci jest? Opowiesz mi to, czy chcesz porozmawiać innym razem? - zapytała gładząc go po policzku
- Dobrze. Powiem to. Najpierw zacznę od samego początku. Gdy miałem 15 lat mój tata znalazł sobie kobietę, która jak się okazało też ma dziecko, ale młodsze ode mnie o 4 lata. Nie przerażała mnie ta myśl na samym początku, bo byłem wyrozumiały, ale gdy dowiedziałem się że to będzie rozpieszczona jedenastoletnia dziewczynka wpadłem w panikę. Wtedy uczyłem się grać na gitarze. Jakoś minęły te lata spędzone z tą złośnicą, ale łatwo nie było. W końcu się zawzięła i postawiła na tym, że chce zamieszkać u swojego taty, bo ma mnie dość. Ucieszyłem się, bo denerwowała mnie ta wredota. W szkole poznałem Zacky'iego, Matta i Jimmiego. Dobrze się dogadywaliśmy, więc postanowiliśmy założyć zespół, potem znaleźliśmy basistę i proszę do dziś jesteśmy razem. - uśmiechnął się, ale w jego oczach dalej gościł smutek - Dopiero potem się zaczęło. Ćpanie, picie, palenie, seks ze wszystkim co się rusza, przesadziłem, z każdą kobietą, która tylko jest chętna. Wszystko tak w kółko. Pewnego razu tak się załatwiłem, że byłem żyjącym trupem, że tak powiem. - pokręcił głową - Do teraz zdarza się nam coś wziąć, ale już znamy swój umiar, ale musiałem przed tym prawie umrzeć, żeby to do mnie dotarło. Co do kobiet to miałem ich wiele, ale żadna nie chciała ze mną utworzyć stałego związku, bo leciały tylko na kasę. Wiesz taki urok sławnych ludzi - wzruszył ramionami.
- Brian. Jestem w szoku - Emma otworzyła szeroko oczy
- Dlaczego? Powiedziałem coś nie tak?
- Nie, po prostu uznałam, że jesteś zamknięty w sobie, że nie umiesz wyrażać swoich uczuć. Wiem, że spędziliśmy razem cały tydzień, ale nadal mnie wtedy nie przekonywałeś do siebie. Nie przypuszczałam, że powiesz mi to wszystko. - westchnęła głęboko.
- Pozory mylą - zaczął bawić się jej kosmykiem włosów
- Dlaczego jesteś smutny? Stało się coś? - zapytała siadając tak blisko, że ich czoła się stykały, oplotła go nogami i wzięła jego rękę. Poczuła, że jest zimna.
- Po prostu zawaliłem. Chciałem, żebyśmy trzymali się od siebie z daleka, traktowałem cię jak siostrę, nie chciałem, żeby to się zmieniło. Zrozum, że jestem w takiej sytuacji, w której nie mogę, a raczej nie umiem mieć kobiety. Nie chcę cie zranić. Ta trasa, którą zaczynamy jutro jeszcze bardziej by nas od siebie oddaliła - starał się unikać jej wzroku
- Brian, uspokój się. Ja do niczego nie chciałam sprowadzać. Dobrze jest tak jak jest. Nie mam zamiaru plątać się w żadne związki. To nie dla mnie, wiem teraz, że nie nadaję się na dziewczynę. O wszystko za bardzo się martwię. - wzruszyła ramionami. - Ale - westchnęła - Chcę tylko jednego, a właściwie... - nie dokończyła, bo Brian zachłannie dobrał się do jej ust.
- Przepraszam - przerwał gwałtownie. Emma popatrzyła się na niego, pogłaskała go po policzku i wyszeptała - Czytasz mi w myślach. Znów dorwali się do swoich ust, całowali się bardziej namiętnie niż dotychczas. Najpierw towarzyszyły im delikatne pocałunki, ale Brian zapragnął czegoś bardziej drapieżnego. Wplótł palce w jej włosy, a jego druga ręka wylądowała na jej plecach. Połączyli się ze sobą, nie mogli przestać, nie chcieli. Pragnęli siebie od pierwszej chwili, gdy zaczęli ze sobą rozmawiać.
- Mam na ciebie cholerną ochotę, Emmo. Nie wyobrażasz sobie jak bardzo muszę się powstrzymywać, żeby nie spoglądać na twoje ciało - wymruczał jej do ucha.
- Ja na ciebie też mam ochotę, Brian. Od samego początku mnie zaintrygowałeś. - odpowiedziała po czym popchnęła go, a ten wylądował na plecach. Pochyliła się nad nim, przerzuciła wszystkie włosy na jeden bok i przygryzła dolną wargę zamykając przy tym oczy.
- Śniadanie moi drodzy! - krzyknął Jimmy z salonu. Towarzyszyły mu jęki skacowanych kolegów. Emma przytuliła sie do piersi Briana. Mogłaby tak leżeć godzinami, wsłuchiwać się w bicie jego serca, dotykać każdy centymetr jego ciała. Kiedyś nie znosiła wytatuowanych facetów, ale teraz odkryła ich urok. Brian przez to stawał się bardziej pociągający i mężny.
- Nie wiem co mam robić. Nie chcę cię skrzywdzić. - pogłaskał ją po policzku
- Ja ciebie tez nie chcę skrzywdzić. Wiem, że jesteś kruchy i, że niejedna kobieta cię zraniła. Dlatego nie chcę nic robić wbrew tobie - dotknęła jego ust i wstała z łóżka. Popatrzyła się w jego stronę, aby upewnić się czy wstaje. Uśmiechnął się do niej promiennie i posłał jej buziaka.
Po skończonym jedzeniu tylko Emma, Brian i Jimmy byli w stanie cokolwiek zrobić. Pozanosili przyjaciół do łóżek, a sami postanowili wybrać się do kawiarni na lody i kawę.
- Jimmy, masz kogoś? - zapytała Emma
- Na oku tak, ale nie jestem w związku - puścił jej oczko
- Oo, a kim jest ta szczęściara? - zaśmiała się
- Dziewczyna ze sklepu muzycznego. Ostatnio zaimponowała mi swoją wiedzą na temat perkusji, no cud dziewczyna - zaśmiał się - I ma takie cudne oczęta - rozmarzył się. - A ty masz kogoś Em?
- Coś ty. Postanowiłam, że nie bawię siew poważne związki jak na razie. - prychnęła
- To tak jak nasz Brianek, nie? - uszczypnął przyjaciela w policzek.
- No powiedzmy - uśmiechnął się do przyjaciela.
- Co to byłą za akcja wczoraj w nocy i dzisiaj przed śniadaniem? - Jimmy wyraźnie był zaciekawiony tą sytuacją. - Wy przypadkiem nie jesteście razem?
Brian i Emma popatrzyli się na siebie i wybuchnęli śmiechem.
- No co? Powiedziałem coś nie tak?
- No powiedzmy. - zaśmiała się Emma. - Powiedzcie mi gdzie tutaj są kawiarnie? Bo przeszliśmy dość długi dystans, a ja żadnej nie widziałam. Zapytam się tej pani - oznajmiła i pobiegła zapytać o drogę.
- Stary widzę, że gapisz się na nią jak na obrazek. Zrób coś z tym, bo będzie z tobą źle, przyrzekam - wyszeptał Jimmy
- Przestań, nie chcę jej zranić, bo jest bardzo ważną osobą w moim życiu. Z nikim się tak dobrze nie dogadywałem jak z nią, no pomijając was. Nie chcę jej stracić. - odpowiedział Brian.
- Słuchajcie, pani poinformowała mnie że tutaj nie ma kawiarni - Emma pokiwała głową - Idziemy do baru, bo mnie suszy - uśmiechnęła się
- Ale dzisiaj żadnych imprez, bo chłopcy muszą być jutro sprawni. Wyjeżdżamy z samego rana. - oznajmił Jimmy
- Briana mogę rozpijać, ciebie tak samo, bo u was nie widzę dużego zagrożenia - zaśmiała się
Po jakimś czasie siedzieli przy barze sącząc piwo. Do Emmy przyczepił się jakiś facet.
- Cześć laleczko, może chciałabyś zatańczyć? - zapytał i wystawił rękę. Czuć było od niego alkoholem na kilometr.
- Chyba sobie żartujesz - prychnęła i odwróciła głowę w stronę barmana.
- Nie obchodzi mnie twoje zdanie, ja chce z tobą zatańczyć - złapał ją za ramię
- Zostaw mnie parszywcu, bo pożałujesz - uderzyła go w rękę
- Ej, koleś zostaw ją - Brian przybrał stanowczy ton
- Nie Brian, sama sobie poradzę. - stwierdziła, a mężczyzna, który nalegał o taniec stał się jeszcze bardziej nachalny. Złapał Emmę za włosy i pociągnął.
- Ty gnoju! - Brian i Jimmy wstali mówiąc jednocześnie, ale nie zdążyli nic zrobić, bo Emma z całej siły uderzyła osobnika w nos, z którego jak z procy wyleciała krew.
- Zapłacisz mi za to dziwko - krzyknął i podniósł rękę, ale zanim wykonał jakikolwiek ruch dostał po kroczu. Zwijał się z bólu na podłodze, a Emma, Brian i Jimmy dopili piwo i wyszli.
- Takich parszywców nie powinno się wpuszczać do takich miejsc - fuknęła Emma
- Jestem kurwa w szoku - wybełkotał Brian
- Stary, ja też. Emma jesteś niesamowita - Jimmy wziął ją pod pachy i uniósł do góry.
- A! Daj mi spokój, ja nie ważę 40 kilo - pisnęła i zaśmiała się
- A ile? 30? - uśmiechnął się Jimmy
- Nie! 56! - tupnęła nóżką
- Normalnie jesteś tłusta jak zapaśnik sumo - Jimmy zwijał się ze śmiechu, w jego ślady poszli Emma i Brian.
- Chcesz, żebym przez ciebie miała kaloryfer na brzuchu? To jesteś na dobrej drodze - rechotała
Jimmiemu zadzwonił telefon. Okazało się, ze to był Matt, który narzekał, że nie może znaleźć nic do picia, powiadomił przyjaciela, że Zacky właśnie oddaje zawartość swojego żołądka za balkon, a Johnny oddaje mocz do wanny. Jedyna Demi tylko spała.
- Oni są nienormalni - zachichotał
- Chyba musimy tam iść, bo Matt zaraz uschnie, a Zacky wyrzyga żołądek - Brian pokręcił głową
- A wiecie, że Zacky i Demi są razem? - uśmiechnął sie Jimmy
- Żartujesz czy to tak na poważnie? - zapytała Emma, a na jej twarzy zagościł uśmiech
- No jak najbardziej poważnie. Myślisz, że dlaczego wczoraj cały czas byli przy sobie?
- O cholera, a ta mała pipa mi nie powiedziała, ja jej dam - Emma wzięła się pod boki.
Po paru minutach byli już w hotelu. Weszli do pokoju gdzie Matt stał przy lodówce i wlewał w siebie hektolitry wody, Zacky siedział zmarnowany na kanapie i oglądał telewizje, jego twarz kolorem przypominała oliwkę, a Johnny stał oparty czołem o drzwi oddzielające salon od tarasu.
- Gdzie Demi? - Emma spytała chłopaków
- W swojej sypialni - odpowiedział Zacky. Emma szybko pognała do przyjaciółki i zamknęła za sobą drzwi.
- Demi wstawaj, albo obleję cię zimną wodą - stanęła przy łóżku i wzięła się pod boki
- Nie zrobisz tego - wybełkotała
- Chcesz się przekonać?
- Nie, już wstaję. O co chodzi? - zapytała ziewając
- Jesteś z Zackym i mi nie powiedziałaś?
- Przepraszam, ale nie miałam kiedy. Wczoraj jak poszłaś z Brianem do sypialni to zagraliśmy w butelkę i pocałowałam się z nim no i tak wyszło - wzruszyła ramionami. - A poza tym ty i Brian! Co to ma znaczyć? - zaśmiała się
- Nic. Pocałowaliśmy się i tyle - pokazała jej język.
- I jak całuje?
- Bosko. Jest taki czuły i delikatny, ale czasami potrafi się zawziąć, aż mi tchu brakuje, ale to mnie podnieca - rozmarzyła się
- Wiesz to jest gitarzysta. Ciekawe jak palcówkę robi - roześmiała się Demi
- Ale zboczeniec! Ty tylko o jednym. I to jeszcze twój brat. Nie brzydzisz się tego jak tak o nim mówisz?
- Coś ty. Ja go praktycznie nie znam. A poza tym jak dla mnie to jest bardzo przystojny więc nic tylko brać. Mówię ci on na pewno cie zaspokoi w łóżku. Jesteśmy w Vegas. Oni jutro jadą w trasę, wiec będziesz miała dużo czasu, żeby o tym pomyśleć. Z tego co słyszałam to wyjeżdżają rano, a dzisiaj jak tylko dojdę do siebie możemy iść na zakupy i kupimy ci coś ładnego. Umów się z nim.
- Nie zapędzasz się czasem? - Emma pokiwała głową.
Tym czasem w pokoju obok odbywały się męskie rozmowy.
- Stary tylko pogratulować ci tej Demi. Sama słodycz - odezwał się Jimmy
- Jest kochana, bardzo dobrze mi się z nią rozmawia - uśmiechnął się Zacky. - Nadal nie mogę w to uwierzyć, ze jest ze mną tak wspaniała dziewczyna
- Uważaj, bo ci jaja urwę jak coś jej zrobisz - wypalił Brian
- Okej, okej, a ty jak tam z Emmą?
- Jak to jak? To nie jest moja dziewczyna tylko przyjaciółka - wzruszył ramionami.
- Tak teraz mówisz. Stary umów się z nią dzisiaj i pogadajcie sobie na spokojnie. Znam świetną knajpkę niedaleko. Nie idźcie do restauracji tylko pójdź z nią potańczyć, bądź rozrywkowy, jak zawsze - uśmiechnął się Zacky.

hahahah pipa? Jebłam xDDD Pisz,Pisz,Pisz!!!! Pamiętaj im dłuższe tym lepsze ;)) i jeszcze ten gif awww *-*
OdpowiedzUsuńBuźki ;* /Paula
Po pierwsze, skopiowałam ten tekst i wkleiłam do offica. 4strony, to nie jest strasznie dużo, więc ani mi się waż robić mniej!
OdpowiedzUsuńDzięki za zabranie Matta z tej zimnej podłogi. Brian, jaka melepeta. Co by mu zależało zaryzykować i jednak coś tam z kimś stworzyć?
Ale koledzy niezawodny, weseli, pomocni. Uwielbiam!
lovee, Sillie
chyba nie jestem dziś w stanie konstruktywnie skomentować, więc podpisuję się obiema rękami pod komentarzem Sillie!
OdpowiedzUsuńwith love,
z.
Uważaj bo ja też zaczynałam od 1.5 strony, a potem Sillie i Zmorka kazały mi pisać dłuższe rozdziały i skończyłam na 7... Więc 4 to dopiero początek^^
OdpowiedzUsuńB. najpierw taki kochany jak opowiadał E. o swoim życiu, a później taki głupi. Nie chce się angażować, baju, baju. Pocałunek <3
Pisz dalej tak szybko, bo czytania nigdy za mało:)
Buziole, Pat:)