16 lut 2014

16. Taka kolej rzeczy

Dzisiaj krótko
Zawsze musi przyjść czas na smutne chwile czy jakieś zmiany. Jak to mówi Asia G. " Jednostajna opowieść, bez zwrotów akcji jest po prostu nudna" 
W kolejnym odcinku wszystko się wyjaśni, także nie musicie się niczym przejmować :D



Nastał grudzień. Minęły cztery miesiące odkąd Demi rozstała się z Zackym, a Beth zostawiła Matta. Chłopcy w tym czasie codziennie jeździli na próby, Jimmy wrócił do formy, ale nikt nie wiedział dlaczego chodzi przygnębiony, dręczyły go myśli, których nie chciał nikomu zdradzać, nie był dawnym Jimmym, wesołym błaznem i prawdomównym człowiekiem. Coraz rzadziej przychodził na próby. Każdy bez wyjątku przejmował się jego zdrowiem fizycznym jak i psychicznym, zmarkotniał, schudł tłumacząc się, że to wszystko przez stres i kofeinę.
Jak w każdym związku każdy ma wzloty i upadki, ale najwyraźniej Emma nie była zadowolona tym, że co dwa dni między nią, a Brianem wybuchały kłótnie, które potem kończyły się przeprosinowym seksem, który stał się już nieodłącznym dodatkiem ich związku, nie rozmawiali już tak często jak na początku, oddaliły ich ciągłe próby zespołu. Czy chłopcy w ich paczce na prawdę byli takimi egoistami, którym zależy tylko na seksie?. Emma nie umiała odpowiedzieć sobie na to pytanie.

***

Telefon Briana i Matta zapikał jednocześnie. Popatrzyli na siebie ze zdziwieniem. Wzięli komórki do rąk i zaczęli czytać wiadomości, które jak się później okazało były tej samej treści. Brian po przeczytaniu SMSa nie był w stanie wydusić z siebie słowa, stał jak wryty, zbladł, a z jego oczu popłynęły łzy, Matt zareagował podobnie, a zaraz obydwoje wybuchnęli histerycznym i spazmatycznym płaczem. Ręce Briana trzęsły się niemiłosiernie. Odłożył telefon na blat nie wyłączając wygaszacza, uściskał Matta bez słów. Dziewczyny wchodząc do domu zobaczyły całą sytuację, ale nie wiedziały co spowodowało płacz mężczyzn. Obydwie podeszły do blatu, gdzie Brian zostawił swój telefon, a na ekranie widniała wiadomość, którego nadawcą był Jimmy.
To co przeczytały nie mogło być prawdą. Emma nie dopuszczała do siebie takiej myśli, że co? On tak po prostu ... nie mogło przejść jej to przez gardło. Zrobiło jej się niedobrze, poczuła zimny pot na ciele i zaraz runęła jak długa na ziemię uderzając głośnym hukiem głową o podłogę. Demi przerażona ze łzami i strachem w oczach rzuciła się na pomoc Emmie wołając przy tym Briana. Obydwoje z Mattem nie mogli dojść do siebie, ale szybko podbiegli do dziewczyny, która zemdlała. Wołali ją, polewali wodą, cucili, ale to nic nie dawało, leżała i nie dawała oznak świadomości. Zadzwonili po pogotowie, które zjawiło się po dziesięciu minutach. Dziewczyna odzyskała świadomość w karetce, ale dalej nie przyjmowała do siebie treści wiadomości. Oślepiło ją światło. Usłyszała głosy ludzi, szloch. Ktoś dotknął ją w rękę. Otworzyła oczy, a nad nią stałą Demi i to właśnie ona ją trzymała. Szukała Briana, nie słyszała jego głosu, ale zauważyła, że siedzi na krześle obok jej łóżka i gryzie kciuk, zapatrzony był w otchłań, nie patrzył na nic szczególnego, jego wzrok był nieobecny. Wyszeptała słabym głosem, że chce zostać sama z Brianem. Demi i Matt posłusznie wyszli z sami i dołączyli do reszty zespołu. Brian podszedł do łóżka Emmy i usiadł na krześle, wziął ją za bladą i zimną rękę, pogłaskał ją i powiedział, że nie chce nigdy nikogo zawieść w swoim życiu, był przygnębiony, to było widać, powstrzymywał się od łez, Emma za to ich nie ukrywała, każda pojedyncza łza spływała po jej policzku opadając głośno na poduszkę. Poprosiła Briana o telefon i przeczytała jeszcze raz treść wiadomości.

"Witam, jestem matką Jamesa, chciałabym Państwa poinformować, że dnia 28 grudnia br. James zmarł. Nie znana jest jeszcze przyczyna jego śmierci, uroczystości pogrzebowe odbędą się 5 stycznia. Mój syn jest teraz przechowywany w kaplicy, jeżeli są Państwo zainteresowaniem odwiedzenia jego ciała proszę dzwonić na ten numer, podam szczegóły dojazdu i nazwę ulicy, Margaret"

Wciągnęła mocno powietrze, aż zakręciło jej się w głowie, wypuściła je ustami i zadrżała. Nie wierzyła że to prawda, chciała żeby to był tylko głupi sen z którego zaraz się wybudzi. Widziała, ze każdy wokół jest teraz przygnębiony, wiedziała, że nie może zostawić Briana, bo kto jak kto, ale on sobie z tym będzie radzić najgorzej, to w końcu był jego najlepszy przyjaciel. Pamięta jak dziś ich rozmowę w barze.
Przeniosła się myślami do tamtych wydarzeń, jak pierwszy raz się poznali i poszli na imprezę, wtedy złapała z nim najlepszy kontakt, pokochała go jak brata. Brian był jej partnerem, mogła mu powiedzieć o wszystkim, ale nie ma to jak mieć własnego przyjaciela, do którego możesz się poprzytulać, możesz mu wszystko powiedzieć, powyzywać go, podroczyć się nim, ale teraz jej przyjaciel odszedł.
Brian wstał i wyszedł usprawiedliwiając się wyjściem na fajkę. Miała dla siebie pięć minut, chciała wypocząć, czułą się słabo, chciało jej się płakać i za nic nie wiedziała dlaczego znalazła się w szpitalu. Owszem, czułą się trochę źle, bolał ją tył głowy, ale nie chciała tutaj siedzieć. Nie znosiła smrodu szpitalnych korytarzy, leków, zastrzyków i tych strasznych kroplówek. Przerażały ją chodaki i pielęgniarki, miała do nich wstręt, bo kojarzyły jej się z ciotką, która była przełożoną.

Minęła godzina odkąd Brian wyszedł z sali, Emma spała. Obudziła ją panikująca Demi, która przestraszona wpadła do sali. Emma zerwała się na równe nogi, a gdy jej przyjaciółka nieco się uspokoiła poinformowała dziewczynę o Brianie, który przebywa w więzieniu za ciężkie pobicie. Emma przestała oddychać i momentalnie zesztywniała, zdezorientowana opadła na łózko, a jej aparatura zaczęła głośno pikać, siostra wpadła do sali i wyprowadziła Demi za drzwi.

***
Brian Haner. Skazany za pobicie funkcjonariusza policji na służbie. Poszkodowany ma siniaki na twarzy, oraz inne rany, które wskazywałyby na pobicie min. podbite oko, złamany nos, rozcięta warga, złamane żebro. Pan Haner został skazany na dziesięć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Sprawca może zostać wypuszczony za należną kaucją. Widzenie odbywać może się 2 razy dziennie po 10 minut.

Brian siedział w zimnej celi, nie przypuszczał, że tak może skończyć się jego sielanka, najpierw Jimmy, teraz to. Nie martwił się sobą, martwiła go myśl jak Emma to zniesie, nie chciał sprawiać jej bólu, ani tym bardziej zawodzić, chciał żeby była szczęśliwa. Zauważył, że od pewnego czasu ich związek polegał przede wszystkim na seksie. Chciał zacząć spędzać z nią więcej czasu, zabierać ją gdzieś, ale teraz przez dziesięć miesięcy nie będzie mógł nawet jej dotknąć, a co dopiero pocałować. Zostawi go, bo po co jej facet kryminalista?. Znajdzie sobie lepszego, schludnego, dobrze zarabiającego, takiego, który będzie poświęcał jej masę swojego czasu. Martwiła go ta myśl, ale cieszył się tym, że przynajmniej wygląda jak pieprzony psychopata z tatuażami i pojebaną fryzurą to żaden chuj nie dotknie jego dupy, bo każdy przychlast w pudle będzie się go bał. No, ale jak jakimś cudem ktoś się do niego zbliży to zasmakuje jego pięści, w końcu siedział za pobicie, co wydawało mu się absurdalne. Skoro na ringach bokserskich leją się po mordach do nieprzytomności to każdy bokser powinien siedzieć w pierdlu, a jak normalny człowiek chociaż dotknie policjanta to chociażby się zesrał to i tak pójdzie do paki.
Przebrał swoje potargane jeansy i koszulkę bez rękawów na biały podkoszulek i rozciągnięte dresy, dostał także tacę z rozgotowanym ryżem i kurczakiem. Nie przypuszczał, że kiedyś zniży się do takiego poziomu. Z wielkiego gitarzysty, który za parę miesięcy miał jechać w trasę, w więźnia, który je gówno i jest traktowany jak ostatni śmieć. Zaciskał ręce w pięści na myśl o Emmie i Jimmym, który za parę dni ma pogrzeb, na którym go nie będzie.
Minęły trzy godziny odkąd siedzi w celi, policjant otworzył ciężkie metalowe drzwi i rzucił jego ubrania na łóżku powiadamiając go jednocześnie o kaucji, którą wpłacił Larry. Już po godzinie wypisywania papierów jechał z ich menadżerem w stronę szpitala, gdzie leżała Emma.

***
Była zdziwiona, gdy Brian wszedł do jej sali. Ucieszyła się niezmiernie, a z jej oczu poleciały łzy żalu i szczęścia, wszystkie emocje kumulowały siew niej naraz, ale była zbyt słaba, żeby wszystkie okazywać. Gdy Brian podszedł do jej łóżka ujęła jego dłoń i przyciągnęła sobie do ust, pocałowała ją i zamknęła oczy, przyciągnęła go do siebie i mocno przytuliła, uwielbiała jego zapach, nie miał perfum, ale pachniał sobą, to uwielbiała najbardziej, czuła się przy nim bezpiecznie, ale wiedziała, że musi porozmawiać z nim o ich związku.


7 komentarzy:

  1. BOŻE BOŻE BOŻE!! Płakam ;-;
    Podoba mi się taki zwrot akcji i mam nadzieje,że jeszcze będą takie,które poruszą czytelników nawet i do łez (szczęścia,smutku itp.) Twoje opowiadania nie są monotonne i nudne chętnie je zawsze czytam i mam nadzieje,że wena cię nie opuści i że koniec nie nastąpi szybko ;)) Czekam na kolejną część z wielkim zaciekawieniem...
    Buźka ;** /Paula

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaa :'( Bardzo smutny odcinek... Od pewnego czasu śledzę Twoją aktywność, ale pierwszy raz postanowiłam zostawić komentarz :) Pogrzeb Sullivana... Kurcze... Nie wiem jak to rozegrasz, ale póki co bardzo mi się podoba. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. O NIE NIE NIE NIEEE :C borze, czytając każde opowiadanie błagam, by Jimmy w nim nie umierał, bo za każdym razem jak o tym czytam, przeżywam to tak samo, jak za pierwszym razem. kurde, ryczę nooo. jak będzie pogrzeb, to pewnie też będę szlochać jak pojebana.. fuck me! strasznie go uwielbiam..
    w ogóle Twoje opowiadanie jest genialne. nie wiedziałam o nim wcześniej, dopiero wstawiłaś link na fejsbuka, to je obczaiłam. na początku zachwycił mnie szablon, a teraz też treść. dziewczyno pisz, bo ja kocham to opowiadanie. znaczy teraz trochę mniej, bo Jimmy nie żyje, ale i tak nadal kocham ;) chcę przeczytać o tym jak brian będzie radził sobie ze śmiercią przyjaciela, chociaż błagam w duchu, by to byl okrutny żart. niech on żyje :C
    weny życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ;OOO

    (przepraszam, moja elokwencja w pisaniu komentarzy się ulotniła i nie mogę jej złapać ;'C)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam napisać wczoraj ale nie miałam weny z wiadomych powodów.
    Dziś jest dziś i dalej nie mogę nic napisać. W każdym opo o początkach A7X boje się tej chwili. Teraz też jest źle. Staram się nie pamiętać, że on nie żyje.

    Kocham, Sillie

    OdpowiedzUsuń
  6. :((((( Tak bardzo nienawidzę takich rozdziałów! Mimo upływu lat, to wciąż boli. A skoro tak bardzo dotknęło to nas, fanów, to nie mogę sobie nawet wyobrazić jak wpłynęło na chłopaków...
    Nie wiem co więcej mogłabym tu napisać, bo ten rozdział po prostu wali prosto w serce i człowiek nie może się pozbierać... Czekam na następny, który mam nadzieję, już trochę weselszy.
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurwa ranisz mnie. Powstrzymuję łzy a siedzę na informatyce. Pani się na mnie dziwnie patrzy i nawet nie wie jaki teraz przeżywam dramat. Świetnie napisane, chciałabym się do czegoś przyczepia ale nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń