19 lut 2014

18. Perspektywa Jimmiego




I also wanna fuck you  Brian ♥

Patrzę z góry na ludzi przybywający na mój pogrzeb, cholera dużo ich, nie spodziewałem się tego.
W ogóle to co to za łaszki, które mam na sobie? Chyba Margaret sobie żartuje, dobrze, że mnie spalą to nie będę musiał na to patrzeć, ja i garnitur? Śmieszne.
Gdybym był w krainie żywych pogratulowałbym im na przygotowanie pogrzebu, dziewczyny spisały się na medal. Widzę, że nawet pastor ubrał się w czarne łaszki - uderzyłem się ręką w czoło - Przecież oni zawsze są ubrani na czarno. Popatrzyłem na przygotowaną ceremonię, stwierdziłem, że to nie mój klimat, gościu, który gra na trąbce, białe krzesła, jakoś tak elegancko i jeszcze wszystko na dworze, na pewno chłopcy nie będą w swoim żywiole, ale cóż. Są tutaj przez moją głupotę, gdyby nie antydepresanty i wódka pewnie gralibyśmy teraz w Oslo, a nie tłamsiliby się na moim pogrzebie, albo inaczej kremacji. A co to? Gates płacze? O cholera - zaśmiałem się - Taki twardziel, a beczy, co za frajer - pokręciłem przecząco głową i napatrzeć się mogłem - O i jest mój promyczek, Emma. Dobrze, że jest z Hanerem, on o nią zadba, ale za to, co odjebał z Michelle chciałbym go zabić. Poza tym Matt, zaraz, zaraz obok kogo on siedzi? To jest Joan? Cholera nie poznałem jej, taka kruszynka z niej i do tego dała się omotać Mattowi, gdybym żył to zarobiłby z buta w twarz - humor mi dopisywał, nawet jak na własny pogrzeb.

Dobrze mi tutaj, poza światem, jestem wolny, oczyszczony, cieszę się z tego. Zrobiłem sobie przysługę, chociaż raz pomyślałem o sobie, czuję się z tym dobrze, widzę ile znaczyłem dla tych ludzi i dla naszych fanów, ale nie radziłem sobie z teraźniejszością, chciałem sobie pomóc, a że wyszło inaczej niż zamierzałem to już tylko moja wina, nikt nie powinien obwiniać się o moją śmierć, wyszło jak wyszło. Zawiodłem fanów, ale i tak pewnie będą mnie kochać - zaśmiał się. - Pamiętam jak pierwszy raz z chłopakami upiliśmy się tak bardzo, że pamiętam wydarzenia jak przez mgłę. Wiem, że było dużo śmiechu, no i oczywiście nie mogło zabraknąć butelki ( przeniósł się wyobraźnią do tamtych wydarzeń )

16 września 2003

- Chłopaki, chodźcie na piwo! - krzyknął Matt
- Nie ma to jak piwko po ciężkiej pracy - odetchnął Jimmy
- Żebyście wiedzieli, nie zwlekamy tylko zapierdalamy, panowie! - Brian wybiegł z garażu z rękami w górze
Po dwudziestu minutach siedzieli w barze popijając piwko, postanowili zrobić mini imprezę i zaprosić do domu Zacky'iego parę dziewczyn. Zaopatrzyli się w kilka butelek wódki, popitkę i chipsy. Nie obeszło się bez kraty piwa i czterech ram marlboro. Zaprosili pięć dziewczyn poznanych w barze. Nie zawracali sobie głowy imionami, bo stwierdzili, że jutro i tak nie będą ich pamiętać.
Delikatnie podchmieleni weszli do domu, ale co to dla takich twardych zawodników znaczyło jedno piwo. Rozsiedli się dookoła stołu w salonie i na cały regulator puścili muzykę. Dziewczyny czuły się jak ryby w wodzie i najwidoczniej nie miały zamiaru tego wieczoru być grzeczne.
Po wypitych dwóch butelkach wódki chłopcy dzielnie walczyli ze swoją koordynacją ruchową i problemami z wymową. Dziewczyny nie miały w tym problemu, bo zadowoliły się tylko i wyłącznie piwem, jedna z nich wpadła na pomysł gry w butelkę, żadna dziewczyna nie była temu przeciwna, jak i chłopcy, oni nawet byli tym zachwyceni. Usiedli w kółku na dywanie i zaczęli zabawę.
- Okej, ale na co gramy? - zapytała jedna z nich
- Pytanie czy wyzwanie moje drogie - odpowiedział Zacky. - Pozwolicie, że zacznę - czknął. Zakręcił butelką, która wskazała na blondynkę.
- Pytanie czy wyzwanie? - zapytał
- Wyz ... albo pyt ... wyzwanie - zawahała się
- Pocałuj tą rudą, ale z języczkiem - uśmiechnął się. Dziewczyna bez wahania chwyciła dziewczynę za tył głowy i wpiła się wargami w jej usta, całowały się namiętnie dotąd, aż nie zabrakło im tchu. Dziewczyna zakręciła butelką, która tym razem wskazała na Briana.
- Wyzwanie - dodał szybko.
- Taki odważny jesteś? To rozbieraj się do majtek - zatarła ręce i zachichotała. Brian posłusznie wykonał zadanie i usiadł z powrotem na swoim miejscu. Wylosował Johhnego, któremu kazał zdjąć koszulkę i biegać po ulicy wrzeszcząc "jestem kurą". Kolejne zadania były równie nienormalne. Ruda dziewczyna tym razem postanowiła zemścić się na chłopakach, a że akurat trafiło na Gatesa to jemu się dostało.
- Słuchaj, masz takie zadanie. Jako, że tylko ty i ten łysy jesteście prawie rozebrani macie wykonać erotyczną scenkę. Tylko zasady są takie, musicie namiętnie się pocałować, do tego z języczkiem i przynajmniej raz złapać się za tyłeczki. Macie minutę - oblizała spierzchnięte usta. Brian stał z otwartą buzią i szeroko otwartymi oczami. Matt, bo domyślił się, że chodzi o niego zareagował na zadanie tak samo jak jego przyjaciel. Reszta chłopaków tarzała się po podłodze ze śmiechu.
- My chyba nie chcemy tego widzieć, chłopcy - Jimmy złapał się za brzuch - Chodźcie stąd, bo pęknę - jak na zawołanie chłopcy zebrali się z podłogi i ruszyli w stronę tarasu, wzięli po butelce piwa i fajki. Matt i Brian stali w samych bokserkach przed dziewczynami. Nie mogły się napatrzeć na ich apetyczne ciałka i wybrzuszenia, które zakrywały czarne obcisłe bokserki. Zaczęło się, chłopcy zbliżyli się do siebie i zaczęli nieśmiało przejeżdżać rękami po swoich ciałach, starali się nie myśleć, że robią to z facetem i to jeszcze do tego najlepszym przyjacielem, ale co tam, alkohol buzował im we krwi, wiec niczego się nie wstydzili. Zaśmiali się i zaczęli się wygłupiać. Matt klepnął Briana w tyłek, a ten przysunął jego głowę do swojej i zaczął całować jego usta, pocałunek stawał się bardziej namiętny, aż w końcu ich języki złączyły się, co nie umknęło uwadze dziewczynom, zaczęły gwizdać i piszczeć, co jeszcze bardziej ich nakręciło. Popatrzyli na siebie wymownie, przybili sobie piątki, przyciągnęli swoje ciała do siebie i zaczęli delikatnie masować swoje pośladki.
- Damy im większą dawkę zabawy? - Matt wyszeptał do ucha Briana
- Zależy co masz na myśli
- Ściągamy bokserki, założę się że i tak mają już mokro, więc po tym będą napalone jak kocice - zaśmiał się
Chłopcy odeszli od siebie, Matt zmienił podkład muzyczny podkreślający nastrój striptizu. zaczęli zmysłowo ruszać ciałami, a dziewczyny raz patrzyły na Matta, a raz na Briana, nie umiały stwierdzić który był lepszy, bo obydwoje zachowywali się jak zaawansowani striptizerzy. Zaczęli delikatnie ściągać bokserki i na trzy cztery zrzucili je z siebie uwalniając swoje anakondy do światła dziennego, a właściwie to żarówkowego, bo słońce schowało się już dobre cztery godziny temu. Mieli racje, wzbudzili w dziewczynach rządzę seksu i pragnienia. Po jakimś czasie założyli bokserki i zawołali chłopaków. Każdy z osobna zabrał dziewczynę gdzie tylko się dało i zabawa skończyła się w południe.

***

Nie mam pojęcia co oni wtedy robili z tymi dziewczynami i chyba wolę nie wiedzieć, ale jak poszedłem z jedną do łóżka to nie potrzebna była nam gra wstępna, tak się kociak podniecił, że doszła w ułamek sekundy, nie przesadzam, mówię prawdę. Co jak co, było nam dobrze, beztroskie życie, imprezy, masa dziewczyn, no czego chcieć więcej. Valary, była dziewczyna Matta jeździła z nami na wszystkie występy, wspierała nas, ale z czasem jak Matt odrzucał jej końskie zaloty przestałą się z nami zadawać, powiedziała że jesteśmy dupkami bez serca  i zerwała z nami kontakt. Dziwna była.
Pamiętam jak po tej imprezie spotkaliśmy na imprezie dwie dziewczyny, te same, które u nas były. Nie pamiętam dokładnie jak miały na imię, ale jedna była ruda i chyba to była Amelia, albo Amalie, a druga była blondynką i chyba to była Alex, ale ręki sobie nie dam uciąć, no w każdym razie gdy je spotkaliśmy nieźle napaliły się na Briana i Matta. Poszły z nimi do pokoju hotelowego i kurwa nie mogliśmy tam wchodzić do rana, bo oni uprawiali dziki czworokąt. Wiem tyle, że potem blondyna wyszła z pokoju trzymając Briana za rękę, a rudą Matt wynosił na rękach. Jak wszedłem do swojej sypialni byłem trochę załamany, bo wszystkie poduszki miałem rozwalone, a rama łóżka była pęknięta. Pieprzeni szczęściarze z nich byli. Pamiętam jedną historię jak Brian wypalił parę jointów ...

23 kwietnia 2005

- Założę się, że nie wypalisz dwóch pod rząd - Matt podpuszczał Briana
- Ja nie wypalę? - prychnął - Skręć to pogadamy.
Po chwili Matt dał Brianowi perfekcyjnie skręconego jointa. Mężczyzna wziął go do ust i zaczął zaciągać się dymem bez większego problemu. Po wszystkim dostał drugiego, równie dobrze skręconego, wypalił go i zaczął świrować. Byli w pokoju hotelowym, niestety nie mogli pozwolić sobie na luksusowe pokoje, więc mieli skromne, malutkie pomieszczenie. Na środku stał stół z półką pod spodem, Brian wśliznął się w przestrzeń pomiędzy blatem, a półką i zaczął krzyczeć
- Jestem w czarnej dupie! Wyciągnijcie mnie stąd!
- Stary, masz nogi z betonu - zaczął wkręcać mu Jimmy
- O kurwa, faktycznie, ja pierdole, zdejmijcie to ze mnie, wyjmijcie mnie stąd - krzyczał
- Sam tam wlazłeś to teraz sam wyleziesz - Zacky zaczął się śmiać
- Dupki zasrane! Mam betonowe nogi, nie mogę się ruszać! - Matt zwinął go za nogi i wyciągnął spod blatu.
- O mój rycerzu! Gdzie masz konia?
- Tutaj - Matt złapał się za krocze
- Mogę na nim pojeździć? Kocham konie - Brian popatrzył na przyjaciela maślanymi oczami. Wszyscy naraz zaczęli się śmiać i tarzać się po podłodze.

***

Może nie będę już więcej opowiadał, bo tego nie da się opisać słowami, Brian miał halucynacje, byliśmy zjarani i nawet nie wiem jak skończyła się ta schiza, bo obudziłem się dopiero na korytarzu w hotelu.

Bardzo przepraszam jeżeli kogoś uraził ten odcinek

7 komentarzy:

  1. Dorota, dziewczyno, ja nie wiem, ale ostatnio dodajesz takie rozdziały, że ja komentować nie mogę :) Ogólnie to, że zrobiłaś perspektywę J. bardzo mnie zaskoczyło, ale za nic nie mogłam się skupić po akcji B. i M. loooool :D I z jakim zapałem podeszli do tego wyzwania^^ Striptiz mnie rozwalił na łopatki, leżem i wyję ze śmiechu jak to sobie wyobrażę. Ja chcę wiedzieć co to była za muzyka do tego!!! Czytałam to z 10-minutowymi przerwami bo nie mogłam xD Kocham Cię za to, autentycznie^^ W ogóle jakby się to komuś nie podobało to winę możesz na mnie zrzucić, bo ja Cię do tego namówiłam. Biorę pełną odpowiedzialność, bo ześmiałam się za wszystkie czasy.
    "- O mój rycerzu! Gdzie masz konia?
    - Tutaj - Matt złapał się za krocze."
    Po tym już w ogóle padłam i dlatego koment tak późno:) Wiem, że już nie będzie takich akcji między nimi więc dziękuję za ten epizod.
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No okkkk. Masz odwagę pisać z perspektywy J. Ja bym się nie odważyła z wieluuu powodów. Nie będę o tym pisać bo smutne. Nostalgiczne, a to nie jest dla mnie czas na smutek.

    Obiecany mały gejtime! Wybroniłaś się w 500%! Serio rzygam ze śmiechu :P

    lovee, Sillie

    OdpowiedzUsuń
  3. hehe śmieszne i mega fajne.Podoba mi się twoja zmiana perspektywy i te wspomnienia...hahah te halucynacje kojarzą mi się tylko z jednym xD Czekam na następną część i mam nadzieje,że zostanę o niej powiadomiona :P
    Buźka ;* /Paula

    OdpowiedzUsuń