Trudno jest mi pisać o Jimmym, jest głęboko w moim sercu, nie potrafię opisać słowami jego odejścia.
Wzrusza mnie to tak, że nie potrafię napisać ani jednego słowa.
Siedzieli w milczeniu, ona trzymała go za rękę, ten gładził ją po nadgarstku, żadne nie miało odwagi się odezwać. Ciszę przerwał Brian, który przezwyciężył strach.
- Chciałbym cię przeprosić - opuścił głowę na dół
- Za co? - spytała słabym głosem
- Przemyślałem wszystko kiedy siedziałem w pace, niby to trzy godziny, ale przynajmniej miałem czas na przemyślenia. Miałem wtedy negatywne myśli związane z nami. Wiem, że to może absurdalne, ale uważałem, że znajdziesz innego mężczyznę, a mnie odstawisz na bok, bo nie chciałabyś mieć faceta kryminalisty. Myślałem tak, dlatego przez względy na naszą sytuacje w związku, wiesz, że bardzo mi na tobie zależy, ale czasem zachowuję się jak totalny dupek, który chce tylko seksu, ale uwierz mi, pragnę twojego ciała, ale samej twojej osoby pragnę jeszcze bardziej, jesteś dla mnie wszystkim, nie wyobrażam sobie, że kiedyś mogłoby cię zabraknąć - ujął jej dłoń, przybliżył do ust i pocałował delikatnie. Uważał, że rozmowa to najważniejszy punkt w ich związku, nie chciał tego zaprzepaścić, więc wolał wszystko wyjaśnić. Nie otrzymał żadnej odpowiedzi od Emmy, w zamian za to ujrzał troskę i miłość w jej oczach. Łzy spływały nierównomiernie po jej policzkach, zamknęła oczy i odetchnęła zaciskając przy tym rękę na palcach Briana.
- Kocham cię - wyszeptała. - Nie chciałam żebyś tak myślał, jesteś dla mnie światem, tak jak wspominałam nie wytrzymam bez ciebie, bo jesteś mi potrzebny. Ja nie szukam raju, bo twoja obecność mi wystarczy. Wiem, że czasem są wzloty i upadki, ale zawsze wszystko da się wyjaśnić, pamiętaj, że choćby świat walił ci się na głowę ja będę przy tobie i za wszelką cenę będę starała ci się pomóc. Nie potrzebuję innego mężczyzny do szczęścia, wystarczysz mi ty, nawet jako więźnia bym cię kochała, bo w moich oczach nigdy nie będziesz uchodził za kryminalistę. - spojrzała na niego, nie widziała nigdy takiego szczęścia w jego oczach. Serce chciało wyskoczyć jej z piersi. Brian nigdy w życiu nie słyszał takich słów, wiedział już, że odnalazł swój kawałek nieba, swoje szczęście. Nie sądził, że znajdzie kogoś takiego jak Emma, jego życie odwróciło się o 180 stopni. Dwa różne światy, które na pozór są zupełnie inne, ale gdy przyjrzy się im dokładniej widać masę podobieństw.
- Proszę pana, chciałabym zbadać pacjentkę, proszę iść do doktora i podpisać papiery związane z wypisaniem pacjentki do domu. Jutro od godziny ósmej będzie można przyjechać, do widzenia. - rozmowę przerwała pielęgniarka wchodząca do sali. Brian wyszedł, poszedł do doktora, tak jak kazała mu pielęgniarka, wypełnił papiery i wyszedł na zewnątrz, spotkał tam całą trójkę.
- Co wy tu robicie? - zapytał wyciągając paczkę papierosów ze spodni
- Czekamy na ciebie, jedziemy odwiedzić Jimmiego - odpowiedział Matt smutnym tonem.
- Dzwoniliście do Margaret? - zapytał Brian
- Tak, dała nam namiary na kaplicę, jest niedaleko szpitala, możemy nawet iść pieszo - oznajmił Zacky
- Wolę pojechać, potem od razu pojedziemy do domu - Johnny założył ręce na piersi
- Gnomek ma racje, inną drogą trzeba pomóc Margaret w przygotowaniu pogrzebu, sama sobie z tym nie poradzi - Matt podążył w stronę swojej czarnej corvetty.
Już po pięciu minutach każdy wysiadł ze swojego samochodu, które zaparkowali pod kaplicą. Weszli do środka, a już na samym środku widoczna była szklana osłona z chłodnią. Zacisnęli pięści i podeszli bliżej, jego ciało było ułożone w elegancki sposób, miał na sobie czarny garnitur i czarne lśniące buty, chłopcy nie widzieli go w takiej okazałości, nigdy nie był chętny do zakładania tego typu ubrań. Jego ciało zawsze ozdabiały potargane ubrania, rozwalone trampki i wymięte koszulki. Chłopcy spuścili głowy na dół, pomodlili się za ciało Jimmiego i każdy z osobna pocałował szklaną powierzchnię ochraniającą ciało Jamesa. Grobową ciszę przerwały skrzypiące drzwi, a zaraz zza nich wyłoniła się młoda kobieta i Margaret. Dziewczyna rozglądała się nerwowo po kaplicy, speszył ją widok trzech dobrze zbudowanych mężczyzn z wytatuowanymi rękami. Jej wzrok zatrzymał się na Zacku, przyciągnęła ją zieleń jego oczu, ale zdała sobie sprawę, że nie przyszła tutaj po to, by angażować się w nowe znajomości tylko po to, żeby odwiedzić ciało jej zmarłego kuzyna. Gdy całą trójka znalazła się poza kaplicą odetchnęli ciężko.
- Dlaczego on umarł? To nie jest jakaś ironia losu? Straciliśmy przyjaciela, perkusistę, co do kurwy może się jeszcze przytrafić? - Matt otarł łzę z policzka
- Stary, może to był znak. Znak, żebyśmy zawiesili kapelę. Będziemy w stanie jeszcze cokolwiek nagrywać? - zapytał Zacky
- Nie wiem, po prostu nie wiem, powiem Larremu, żeby odwołał wszystkie trasy, koncerty. Musimy zrobić sobie przerwę, pomyślimy nad zawieszeniem zespołu - Matt zapalił papierosa.
Późnym wieczorem, kiedy Brian był już w domu zadzwonił jego telefon. Dzwonił do niego Zacky z informacją o przybyłych wiadomościach na ich skrzynkę mailową. Włączył laptopa i sprawdził. Rzeczywiście było tam mnóstwo wiadomości, które były wsparciem dla zespołu, wyrazy współczucia, prośby o kontynuowanie koncertów i tras. Wzruszył go fakt, że fani tak bardzo chcą ich wesprzeć i im pomóc.
Wziął akustyka i zaczął przygrywać akordy, bicie wychodziło samo. Wziął kartkę, długopis i zaczął notować. Doszła do tego solówka i zakończenie. Grał to, co przychodziło mu do głowy, co podpowiadało mu serce, słowa do piosenki kumulowały się w jego głowie, ale jak na złość nie potrafił ich złożyć w sensowne zdania. Pozapisywał pojedyncze słowa na kartce, które dla przeciętnego człowieka układały się w ciąg nic nie znaczących słów, ale dla kogoś kto kochał Jimmego, tak jak on, wydawały się być wszystkim. Cała noc przeleciała w ułamek sekundy, zanim się obejrzał była godzina ósma rano, dokończył piosenkę, zebrał się i wyjechał po Emmę.
- Cześć skarbie - dziewczyna przywitała go ciepłymi słowami i gorącym buziakiem
- Zbieraj się, jedziemy do domu, wieczorem pojedziemy do Margaret z chłopakami, bo musimy z nią omówić sprawy związane z pogrzebem Jimmiego. - westchnął - Chciałbym, żeby to wszystko okazało się koszmarem.
- Każdy by chciał - odburknęła. Wyszli ze szpitala po drodze podpisując papiery i pojechali do domu, gdzie czekała na nich Demi. Emma rozpakowała torebkę i poszła pod prysznic. Po chwili orzeźwienia padła na łóżko, bardzo brakowało jej wygodnego materaca. Brian wszedł do sypialni i położył się obok dziewczyny, przyciągnął ją do siebie i zaczął całować po szyi, wtulili się w siebie i zasnęli. Obudził ich dzwonek do drzwi.
- Cześć chłopcy - powiedziała Emma przeciągając się.
- Cześć, wyzdrowiałaś odrobinkę? - Matt pocałował ją w policzek, w jego ślady poszli także pozostali.
- Odrobinkę. Czuję się o wiele lepiej, bo przynajmniej się wyspałam. Siadajcie, zrobić wam coś do picia?
- Ja poproszę wodę - powiedział Zacky ze smutkiem w głosie
- Słuchajcie, ja wiem, że to dość trudny temat dla nas wszystkich, ale wiadomo już co było przyczyną jego śmierci? - spytała Emma zaciekawiona
- Nie, pojedziemy dzisiaj do Margaret i wszystkiego się dowiemy - Matt wyraźnie powstrzymywał łzy.
Emma pociągnęła nosem i zaniosła wodę Zackowi. Po drodze uroniła kilka łez. Usłyszała Briana, który schodził ze schodów.
- Napisałem piosenkę. Nie jest dopracowana, ale jest o Jimmym. Pisałem ją przez całą noc. - Brian usiadł na stołku barowym i wziął gitarę do ręki. Położył kartkę ze słowami na kolanie i zaczął śpiewać przygrywając rytmicznie gitarą.
Never feared for anything
Never shamed but never free
A light that healed the broken heart with all that it could
Lived the life so endlessly
Saw beyond what others see
I tried to heal your broken heart with all that I could
Will you stay?
Will you stay away forever?
How do I live without the ones I love?
Time still turns the pages of the book it's burned
Place and time always on my mind
I have so much to say but you're so far away
Ostatnie wersy cicho wydobywały się z jego ust. Tłumił płacz, ale uronił kilka łez, które opadły na gitarę i jego koszulkę. Uniósł głowę do góry i zaśpiewał kolejne zwrotki.
Plans of what our futures hold
Foolish lies of growing old
It seems we're so invincible
But the truth is so cold
A final song, a last request
A perfect chapter laid to rest
Now and then I try to find a place in my mind
Where you can stay
You can stay awake forever
How do I live without the ones I love?
Time still turns the pages of the book it's burned
Place and time always on my mind
I have so much to say but you're so far away
Tym razem nie ukrywał łez. Emma podeszła do niego, odłożyła gitarę i przytuliła jego twarz do swojej piersi. Łzy spływały jej po policzkach i za każdą sekundą czuła jak jej koszulka staje się wilgotna przez szloch Briana. Reszta chłopaków siedziała zdumiona, ale oni także nie ukrywali smutku. Brian zaciskał zęby z żalu, wziął Emmę na kolana i powtarzał w duchu, że to nie może być prawda, Jimmy bardzo dużo dla niego znaczył, nie mógł pogodzić się z jego odejściem, nikt nie mógł sobie z tym poradzić, czuł jakby jego świat umarł, podtrzymywała go tylko jedna malutka duszyczka - Emma. Chłopcy nawzajem podnosili się na duchu, ale jemu to nie wystarczało. Stracił swoje życie, stracił najdroższego przyjaciela.
- Brian to było piękne - drżącym głosem odezwała się Emma
- Chciałbym, żeby Jimmy to usłyszał - otarł łzy i podszedł do kranu, ochlapał swoją twarz zimną wodą i wytarł ręcznikiem.
Weszli do domu Margaret, panował tam porządek. Ujrzeli dziewczynę, którą widzieli wczoraj w kaplicy.
- Wczoraj nie miałam okazji się przedstawić - blondynka podeszła do chłopaków - Mam na imię Joan i jestem kuzynką Jimmiego, pomagam Margaret w przygotowaniu pogrzebu -podeszła do każdego z osobna i podała rękę.
- Wiadomo już jaka jest przyczyna jego śmierci? - zapytał Brian
- Prawdopodobnie popił różne leki alkoholem, były tam między innymi proszki nasenne i przeciwbólowe. - odpowiedziała Joan - Wraz z Margaret doszłyśmy do wniosku, że chcemy skremować jego ciało.
- Chcecie go spalić? - Mattowi załamał się głos.
- Jako jego przyjaciele powinniście wiedzieć, że to tylko i wyłącznie wyjdzie na korzyść. - odpowiedziała.

No przed chwilą napisałam komentarz do poprzedniego rozdziału, że mam nadzieję, że ten będzie szczęśliwszy, a tu jeszcze smutniej :( Przy "So far away" zawsze płaczę, choćby nie wiem co. No przepraszam Cię, ale nie umiem komentować smutnych odcinków, szczególnie jeżeli dotyczą śmierci J.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny, w którym mam nadzieję kisssss ;)
Buziole, Pat:)
umarłaś mnie. siedzę i ryczę jak idiotka. odcinek piękny, ale ja umieram ;c
OdpowiedzUsuńPodpisuję się pod Adą. Ryczę razem z nią :(
OdpowiedzUsuńNie dość, że 'So far away' to jeszcze' Call me', która też jest piękną piosenką. A do tego ten cały odcinek.... Czy ty chciałaś ocean łez?
OdpowiedzUsuńxo Boo <3
Myślałam że bedzie gej porno, bosz jaka ja płytka czasem jestem :)
OdpowiedzUsuńŚmierć J, nie lubię sobie o tym przypominać.
lovee, Sillie
nie płakałam, bo już pogodziłam się z jego bezsensowną śmiercią.
OdpowiedzUsuńale czytając komentarze wyżej najwyraźniej ja jestem niewrażliwym człowiekiem i chodzącą suką. jakoś mi to nie przeszkadza. po prostu już nie widzę sensu w płakaniu nad tym, że sam odebrał sobie życie. jestem wdzięczna za jego twórczość, serce które włożył w muzykę i mam tatuaż przypominający mi o tym, że na zawsze będzie w moim sercu, czego chcieć więcej.
następny napisz weselszy, żebym znowu nie była jedyną nieczułą ;)
with love,
z.
<3
i tak, Shinedown. dziękuję za dodanie Shinedown.
Kocham Jimmiego i do tego jeszcze Shinedown. Popłakałam się.
OdpowiedzUsuńS.